1 Pułk Strzelców Wielkopolskich

 

 

Naczelnik Państwa i Naczelny Zwycięski Wódz Pierwszy Marszałek Polski

JÓZEF PIŁSUDSKI

dekoruje chorągiew pułku na polach Zelwy w dniu 6 grudnia 1920 roku orderem "Virtuti Militari"

Kliknij aby powiększyć Kliknij aby powiększyć Kliknij aby powiększyć

Wspomnienie o 1 Pułku Strzelców Wielkopolskich, później 55 Poznański Pułk Piechoty - przygotowałem dla pamięci tych, dzięki którym dzisiaj jesteśmy. Zachowałem ówczesne słownictwo i pisownię. Ze względu na swą źródłowość, stanowi cenny przyczynek do poznania historii nie tylko pułkowej. Składa się przede wszystkim ze wspomnień uczestników bohaterskich walk w latach 1919 - 1920, przybliża nam heroizm żołnierza polskiego, który wszyscy powinniśmy znać i Bogu dziękować, za to, że Ojczyzna wydała takich synów.

 

Na stronie

 

Krótki zarys historii wojennej pułku

(napisał ROWECKI, pułkownik dypl.)

 

Dowódcy pułku

 

Przemówienie Arcybiskupa Józefa Bilczewskiego

 

Chrzest ogniowy 1 kompanji 1 Pułku Strzelców Wielkopolskich

(wspomnienia kpt. rez. Otworowskiego i sierż. rez. Budzyńskiego)

 

Ukraiński punkt obserwacyjny w Stryju

(na podstawie wspomnień sierż. Pawlaka i sierż. Wojtaszka)

 

Z walk pod Lesznem

(wspomnienia st. sierżanta Franciszczaka Stanisława)

 

Patrol do wsi Cerkiewice pod Bobrujskiem

(ze wspomnień st. sierżanta Nawrota)

 

Patrol do wsi Pawłowicze i Zielonki pod Bobrujskiem

(ze wspomnień st. sierżanta Nawrota)

 

„Pierwsy pluton zdzar bycka, drugi zdzar speck, a tzeci kielce wystrzyzo"

(autentyczny opis podsłuchany po wypadzie oddziału sierżanta „Specka" za rzekę Olę pod Bobrujskiem w 1919 roku)

 

Walka o Berezę Kartuską

(ze wspomnień sierżanta Swojaka)

 

Odwrót 3 kompanji 55 Poznańskiego Pułku Piechoty z pod Wistycz

(wspomnienia kapitana w st. sp. Wolnowskiego Stanisława, byłego dowódcy 3 kompanji 55 Poznańskiego Pułku Piechoty)

 

Epizod z odwrotu w 1920 roku

(na podstawie wspomnień sierżanta Swojaka)

 

Zaskoczenie

(ze wspomnień sierżanta Swojaka)

 

0 fasunku końskim słów kilkoro

(na podstawie wspomnień st. sierżanta Tatarskiego)

 

Fragment z walk pod Żabinką 9. IX. 1920

(ze wspomnień st. sierżanta Tatarskiego)

 

Bój II baonu 55 Poznańskiego Pułku Piechoty pod Laskowem w 1920 roku

(na podstawie wspomnień uczestników boju kapitana Ratajczaka Józefa i starszego sierżanta Franciszczaka Stanisława)

 

Walki o Stańków w 1920 roku

(opisane na podstawie wspomnień starszego sierżanta Franciszczaka)

 

Na tle wspomnień z zajęcia Mińska Litewskiego przez 55 Pozn. p. p.

(napisał major dyplomowany Paszkiewicz Wilhelm)

 

Na piętnastolecie pułku

(napisał ROWECKI, pułkownik dypl.)

 

Złote czyny żołnierzy 55 Poznańskiego Pułku Piechoty

Bohaterski czyn i śmierć porucznika Zajączkowskiego Mieczysława

Męstwo i bohaterska śmierć starszego sierżanta Krygiera Bolesława

Wytrwanie na stanowisku i bohaterska śmierć plutonowego Drzewieckiego Wincentego

Czyn kaprala Sulskiego Władysława

Bohaterski czyn kaprala Włodarza Jana

Bohaterski czyn i śmierć kaprala Olszewskiego Bronisława

Bohaterski czyn i wybitne wyróżnienie się strzelca Królla Andrzeja

Wyróżnienie się strzelca Hampela Stefana

Bohaterska śmierć strzelca Arausa Mieczysława

Wyróżnienie się strzelców Psiarskiego Leona i Kabata Franciszka

 

Lista poległych i zmarłych od ran

Lista odznaczonych

Krótki zarys historii wojennej pułku

Chwila powrotu Józefa Piłsudskiego z więzienia magdeburskiego do Polski, była hasłem do zrzucenia kajdan niewoli. Już w pierwszych dniach listopada wyzwoliła się Małopolska i Podlasie, potem Mazowsze i reszta „Kongresówki", a w końcu grudnia chwyciła za oręż Wielkopolska i po przeszło 150-letniej niewoli wspaniałym porywem wyzwala się z pod jarzma pruskiego. 19 styczeń 1919 roku - to pamiętna data powstania pułku, dzień w którym na czele pułku z rozkazu głównego dowódcy sił zbrojnych byłej dzielnicy pruskiej staje pułkownik Daniel Konarzewski. Krótko po zaprzysiężeniu pułku oraz wręczeniu jemu przez miasto Poznań chorągwi bojowej, wyrusza pułk pod dowództwem podpułkownika Paszkiewicza Gustawa w składzie grupy wielkopolskiej dowodzonej przez generała Daniela Konarzewskiego na odsiecz Lwowa; rozpoczynają się dni chwały, triumfu i sławy pułku. W dniu 15 marca 1919 roku wyładowuje się pułk w Sądowej Wiszni, miasteczku położonem o 45 kilometrów na zachód od Lwowa, skąd o godzinie 5-tej rano rusza do natarcia. Uderza - potężnym rozmachem znosi od razu silnie ufortyfikowanego nieprzyjaciela, a w dniu 19 marca rozbija pierścień okalający Lwów, przyczem zadaje Ukraińcom duże straty w zabitych i rannych i zabiera znaczną ilość jeńców i materjału wojennego. Straty pułku w dwudniowym okresie walk wynosiły:

Obejrzyj zdjęcia

Wręczenie chorągwi

1Pułkowi Strzelców Wlkp. 29.01.1919

Pogrzeb poległych

1 Pułku Strzelców - Lwów 1919

Dowództwo pułku

pod Lesznem i personel pomocniczy

19 zabitych,

175 rannych,

35 zaginionych bez wieści.

Nie spoczywając na laurach, maszeruje pułk dalej i przechodzi na linji Henrykówko - Gródek Jagielloński do walk pozycyjnych, które trwają cztery tygodnie, poczem uderza powtórnie na Ukraińców i w dwudniowym zaciętym boju zdobywa Glinnę - Nawarję, a w dalszych bojach dochodzi do linji obronnej na wschód od Lwowa. Straty pułku są znów znaczne. W walkach tych poległ dowódca 2 kompanji sierżant Krygier, po śmierci mianowany podporucznikiem, zaś po raz trzeci zostaje ranny adjutant pułku porucznik Głowacki Michał. Prócz tego poległo:

18 szeregowych,

144 odniosło rany,

18 zginęło bez wieści

Dnia 25 maja wyrusza pułk do wielkiej ofenzywy i przyczynia się wybitnie do rozbicia głównych sił ukraińskich i uzyskania bezpośredniego kontaktu z Rumunją. Ostatnia walka stoczona w dniu 20 maja pod Stryjem daje obfitą zdobycz, a mianowicie:

10 armat,

24 karabiny maszynowe,

900 wagonów częściowo załadowanych żywnością

850 jeńców

Po zwycięstwie lwowskiem i krótkim odpoczynku we Lwowie, wraca pułk okryty sławą do Poznania. Po krótkim odpoczynku w Poznaniu, uzupełnieniu swych stanów i uzbrojenia, wyrusza pułk w dniu 29 lipca 1919 roku na front zachodni pod Leszno, gdzie w obronie granic zachodnich stacza szereg utarczek i potyczek z niemcami. W dniu 8 października 1919 roku wyrusza pułk na front wschodni do Bobrujska i wchodzi w skład swojej dywizji, t. j. I Dywizji Strzelców Wielkopolskich, dowodzonej przez generała Konarzewskiego. Już na trzeci dzień po przybyciu do Bobrujska wyrusza on do boju i łącznie z 3 i 4 pułkiem strzelców wielkopolskich w zaciętych walkach odrzuca wroga za rzekę Olę, rozszerzając tak zwany „Przyczółek mostowy Bo-brujsk", poczem umacnia go okopami, a częściowo nawet zasiekami z drutu kolczastego. Nieokiełznany duch i rycerska fantazja pułku nie znosi walk pozycyjnych, to też pułk przoduje tutaj w wypadach na dalekie tyły nieprzyjaciela. Nieraz słaby oddział pułku bije podczas takiego wypadu daleko silniejszego nieprzyjaciela, demoralizuje i dezorganizuje go, a po wykonaniu zadania wraca zawsze ze znaczną zdobyczą. Takich wypadków nocnych było w pułku bardzo wiele, a to najważniejsze z nich: wypad na wschodni brzeg rzeki Oli przeprowadzony w nocy z dnia 20 na 21 października przez jedną kombinowaną kompanję III baonu. Kompanja wpadłszy na tyły nieprzyjaciela, po krótkiej walce zdobywa wieś Koczorowice, wsie Storce, Starosiele i Siedliszcze oraz

180 jeńców w tem 4 oficerów,

2 działa z końmi i zaprzęgiem,

11 koni,

1 karabin maszynowy i

3 wozy z materjałem technicznym.

Za przykładem III baonu wyruszają w nocy dnia 6 listopada bataljony I i II i zdęcydowanem i silnem uderzeniem zdobywają wsie Bortniki, Pawłowicze i Kuchenki oraz biorą:

100 jeńców,

4 armaty,

4 karabiny maszynowe i 6 wozów amunicyjnych.

12 grudnia wyrusza pułk w składzie 6 kompanij strzeleckich i 2 kompanij karabinów maszynowych na, słynną wyprawę na Kliczew, miasteczko położone o 50 kilometrów na tyłach nieprzyjaciela, na północ od Bobrujska i po uciążliwym marszu drogami bocznemi, bagnami i lasami, rozpoczyna o godzinie 7,00 rano morderczą walkę, zdobywa silnie umocnioną pozycję nieprzyjaciela i miasto, przyczem wycina dwa bataliony 68 pułku sowieckiego zwanego „Żelaznym" oraz zaciekle broniącą się obsługę baterji nieprzyjacielskiej. W czasie uporządkowania oddziałów pułku wpada do miasta II baon sowieckiego „Żelaznego" pułku z miejscowości Baczewicz z pomocą swoim. Zagrały znowu nasze karabiny maszynowe, a 9 kompanja rzuciła się do walki na bagnety i dokonała reszty. Przy zdobywaniu armat padł śmiertelnie ranny porucznik Zajączkowski Mieczysław adjutant pułku i jego dzielny goniec bojowy strzelec Jasiński Jan. W godzinę potem ruszyły oddziały pułku do Bobrujska prowadząc ze sobą zdobyte:

2 działa,

3 jaszcze,

27 koni,

30 wozów,

2 kuchnie polowe,

4 karabiny maszynowe i 65 jeńców.

68 „Żelazny" sowiecki pułk piechoty po walkach tych przestał w ogóle istnieć. W dniu 24 stycznia pułk dokonał nowego napadu na Itol, przyczem zdobył:

1 samochód pancerny,

1 samochód ciężarowy,

3 karabiny maszynowe.

1 działo z jaszczami i pociskami i wziął do niewoli sztab II brygady 8 dywizji sowieckiej - 4 oficerów z dowódcą brygady na czele.

W wypadzie tym wspomagali dzielnie pułk: pluton dział górskich, pluton baterji konnej i 3 szwadron ułanów poznańskich. 3 marca pułk wziął udział w wyprawie 1-szej dywizji strzelców na miasto Żłobin. Celem tej wyprawy było poparcie oddziałów grupy poleskiej generała Sikorskiego, które po zaciętej walce zajęły dwa ważne punkty komunikacyjne, Mozyrz i Kalenkowicze. Pułk w ciągu 64 godzin przemaszerował 172 kilometry podczas wiosennych roztopów przy jak najgorszym stanie dróg. Od 3 do 6 kwietnia pułk zostaje przerzucony pod Szaciłki idąc na pomoc 36 pułkowi piechoty znajdującemu się w bardzo dużem niebezpieczeństwie. Tutaj przez 6 dni z rzędu w bardzo silnym ogniu odpiera w ciągu dnia i nocy szturm po szturmie pięciu pułków bolszewickich, aż wreszcie 16 kwietnia głębokim wypadem nocnym łącznie z III baonem 58 pułku piechoty, I baonem 56 pułku piechoty oraz 7 baterją 14 pułku artylerji lekkiej łamie nieprzyjaciela, rozbija go i zabiera wielką zdobycz wojenną. Straty pułku za czas od 5 do 17 kwietnia wyniosły:

36 poległych,

131 rannych i

4 zaginionych.

Do 4 czerwca 1920 roku pułk stał na pozycji przyczółka mostowego Bobrujsk, zmieniając się kolejno z 57 pułkiem piechoty. Ożywiona walka, pełna wypraw na tyły nieprzyjacielskie i odbijania napadów trwała nadal. Dnia 21 maja odrzucono nieprzyjaciela, który trzema pułkami przeprawił się przez Berezynę pod wsią Soło-mienka, przy ujściu Olsy do Berezyny i zdobyto dwa karabiny maszynowe i wzięto do niewoli około 100 jeńców. W czerwcu pułk zorganizował dwa większe wypady, a mianowicie w nocy z dnia 3 na 4 czerwca na wieś Stołpiszcze i dnia 24 czerwca na Kozulicze. Dzięki ogólnej sytuacji na froncie wschodnim, opuszcza pułk w dniu 9 lipca na rozkaz wyższy rejon Bobrujska i następują pamiętne dni odwrotu z nad Berezyny do rejonu Dęblina. Pułk maszeruje dniem i nocą, przechodzi przez palące się lasy i łany zbóż, stacza zacięte walki na swej osi odwrotowej, przełamuje wszelkie zapory bolszewickie, przyczem nie zostaje nigdy pobity. Naprawia zniszczone mosty i przechodzi bardzo często do akcji zaczepnej, zadając bolszewikom dotkliwe straty. Pamiętne są trzydniowe walki pod Kartuską Berezą, gdzie pułk zatrzymuje walącą się nawałę bolszewicką, stacza zacięte i niezwykle krwawe walki, wpada na tyły nieprzyjaciela, wycina całe oddziały, poczem dopiero na rozkaz wyższy cofa się dalej, pędząc przed sobą jeńców i zdobycz wojenną. Następują walki nad Bugiem i wypad na Janów Podlaski uwieńczony wielkim sukcesem. Pomimo tych wszystkich zwycięstw pułk cofał się dalej, bo miał taki rozkaz, lecz w czasie odwrotu bił zawsze wroga i tak wśród ustawicznych walk dotarł w składzie 14 dywizji piechoty nad Wieprz, gdzie zbierały się dwie armje, przygotowujące sierpniową naszą kontrofenzywę. Już w dniu 14 sierpnia 1920 roku stanął pułk we wsi Gołąb, dokąd w dniu 15 sierpnia przybył Naczelnik Państwa i Wódz Naczelny Pierwszy Marszałek Polski Józef Piłsudski, który po odbytym przeglądzie udekorował 3 oficerów i 4 podoficerów orderem wojennym „virtuti militari". Nadeszła wreszcie wiekopomna chwila - „Osiemnasta decydująca bitwa w dziejach świata" - „Bitwa Warszawska", owoc wspaniałej myśli strategicznej Naczelnego wodza, uwieńczona sukcesem, który wywołał zdumienie i podziw w całym świecie. 14 dywizja piechoty wielkopolskiej generała Konarzewskiego, należąca do składu 4 armji otrzymała rozkaz osiągnięcia rejonu Mińsk Mazowiecki - Kałuszyn. W dniu 16 sierpnia wyruszył pułk do miasteczka Irena, oczekiwał rozkazu do rozpoczęcia walki. 58 pułk piechoty wielkopolskiej, jako straż przednia dywizji, przerwał front nieprzyjacielski. 55 Poznański pułk piechoty z trzema baterjami artylerji ciężkiej doszedł do miasteczka Ryki, skąd na samochodach podwieziony został do Garwolina. Tu otrzymał pułk wieczorem rozkaz wysunięcia się na czoło dywizji i stanowił odtąd jej straż przednią. W nocy z dnia 16 na 17 sierpnia pułk uderza w kierunku na Kołbiel, natrafiając po drodze na opór. Wywiązała się tu niezwykle zacięta i krwawa walka zakończona porażką nieprzyjaciela, który uchodząc pozostawia drogę do Kołbiela zastaną rannymi, trupami, wozami i różnym sprzętem bojowym. W pościgu za nieprzyjacielem, przednia straż pułku wkroczyła do Kołbiela. I baon przeszedł miasto i wyszedł na szosę do Mińska Mazowieckiego, lecz tutaj nastąpiło nieoczekiwane starcie. Nieprzyjaciel widząc, że jego południowe skrzydło jest zagrożone przez działanie 14 dywizji piechoty wielkopolskiej - od Dęblina, począł szybko wycofywać się na Kołbiel i tu właśnie natrafił na chwilę, gdy pułk zdobył miasto. Wywiązała się teraz zacięta walka z XXII brygadą sowiecką ze zmiennem szczęściem, lecz wskutek umiejętnego używania odwodów uzyskał pułk przewagę, pobił nieprzyjaciela i zmusił go do ucieczki na wschód. Z kolei przechodzi pułk do pościgu, wkracza do Łomży i odrzuca nieprzyjaciela do Prus Wschodnich. Armja nasza organizuje teraz front w kierunku wschodnim. Dnia 30 sierpnia pułk wyjechał z Łomży transportami kolejowemi do Białej Siedleckiej, skąd przez Janów Podlaski dotarł do Motykał i zajął linję obronną. Celem rozbicia zgrupowanych sił sowieckich pułk otrzymał rozkaz: w nocy z dnia 7 na 8 września silnem uderzeniem przeprowadzić wypad na Żabinkę, stację linji kolejowej Brześć - Prużany. Bataljon I wśród ciemnej nocy przeprawił się przez rzekę Leśne i skierował się w stronę południowo - wschodnią, gdzie zaskoczył nieprzyjaciela i przeszło 100 jeńców z kilkoma karabinami maszynowemi zabrał ze sobą Główne siły pułku maszerowały w tym czasie na Żabinkę i o świcie weszły w styczność z nieprzyjacielem. Zawiązała się zażarta walka; przez trzy dni pułk powstrzymywał napór nieprzyjacielski, zabierając 400 jeńców i trzy karabiny maszynowe, rozbijając wreszcie wroga. W dalszym zwycięskim pochodzie dociera pułk do Laskowa, gdzie 16 września 1920 roku rozpoczęła się pamiętna dla całego pułku krwawa walka; chociaż zakończyła się dla pułku zwycięsko i dała mu nową chwałę, wyrwała jednak z szeregów pułku wielu najlepszych żołnierzy. W walkach tych wyróżnił się specjalnie II bataljon, który pomimo strat przez dwa dni powstrzymywał natarcie sześciu pułków bolszewickich, rozbijając je, zabierając przy tem dużo jeńców i różnej innej zdobyczy wojennej. Wśród ustawicznych walk poprzez Nieśwież, Kojdanów, Stańków idzie pułk na wschód i w dniu rozejmu stacza zażartą walkę o Mińsk Litewski, który zdobywa, zabierając przy tem masę jeńców i dużo zdobyczy wojennej. Z chwilą zawieszenia broni przechodzi pułk do rejonu Stołpców na linję demarkacyjną, a potem do Zelwy, dokąd przybywa Naczelny Zwycięski Wódz Pierwszy Marszałek Polski Józef Piłsudski i dekoruje 6 grudnia 1920 roku chorągiew bojową pułku orderem wojennym „virtuti militari". Tak zakończyły się pełne chwały i zwycięstwa boje 55 Poznańskiego pułku piechoty, który walczył na wszystkich frontach, a stoczone 110 bitew, w których nigdy nie był pobitym, świadczą o jego męstwie. Szlaki bojów pułku znaczone są od Warty do Karpat i od Wisły po Berezynę licznemi skromnemi mogiłami bohaterów pułku, trzymając na dalekich rubieżach Rzeczypospolitej przednią straż. W czasie działań wojennych stracił pułk 292żołnierzy, którzy bądź to polegli na polu chwały, bądź też zmarli z ran.

Resume bojowe pułku:

 

Odznaczenia nadane pułkowi

Chorągiew pułku udekorowana została orderem wojennym „virtuti militari",

Dowódca pułku podpułkownik Paszkiewicz Gustaw odznaczony orderem wojennym „virtuti militari" kl. III, IV i V,

63 żołnierzy pułku odznaczonych orderem „virtuti militari",

566 żołnierzy pułku odznaczonych Krzyżem Walecznych.

 

Zdobycze pułku w czasie działań wojennych:

24 armaty,

133 karabiny maszynowe,

1 samochód pancerny,

1 samochód ciężarowy z paliwem,

30 parowozów,

900 wagonów częściowo załadowanych żywnością,

5000 jeńców.

 

 

Dowódcy pułku

 

Pierwszy wojenny dowódca pułku

PUŁKOWNIK DANIEL KONARZEWSKI

(w 1934 gen. dyw. i inspektor armii

Drugi wojenny dowódca pułku

płk Gustaw Paszkiewicz

Trzeci dowódca pułku

płk dypl. Rudolf Kawiński

Czwarty dowódca pułku

płk Józef Kustroń

Dowódca pułku w 1934

płk dypl. Stefan Rowecki

 

Przemówienie Arcybiskupa Józefa Bilczewskiego

przy pożegnaniu Wojsk Wielkopolskich w dniu 4 czerwca 1919 roku na błoniach cytadeli lwowskiej

Bohaterskim Hufcom Wielkopolski Co Kresy Wschodnie Rzeczypospolitej Obroniły Słowo To poświęcił Arcypasterz Ziemi Czerwieńskiej

 

Niewiastom i Ojcom Wielkopolski

Co Synów, Mężów, Braci na Obronę Ziemi Czerwieńskiej Dali

 

„Non nobis Domine, non nobis,

sed nomini Tuo da gloriam. –

Nie nam, Panie, nie nam,

ale imieniowi Twojemu daj chwałę.

Ps. 113, 1.

 

Czcigodny Generale!

Wiarusi Nasi Ukochani!

W roku zeszłym odbył zwycięski naczelny wódz koalicji wjazd tryumfalny do Strassburga. Duchowieństwo witało go u bram Katedry, sławiąc jego genjusz wojenny. Wódz odrzekł: „Bóg dał zwycięstwo, pójdźmy Mu podziękować w świątyni". W odpowiedzi tej odzwierciedla się cała dusza człowieka. Nie czołgał się nigdy przed opinją publiczną, nie drżał przed nieprzyjacielem, ale wobec Boga pokornym był zawsze, jak dziecko. Dziś, Bracia Wielkopolanie, kiedy po spełnieniu zadania rozkaz wojskowy powołuje Was w strony rodzinne, zgromadziliście się na Mszy świętej, o którą prosiliście. Stawieniem się w tej chwili u stóp Ołtarza Pańskiego, chcieliście również złożyć publiczne wyznanie: „Nie nam, Panie, nie nam, ale imieniowi Twojemu należy się chwała". Przybyliście, Wiarusi nasi umiłowani, z samego serca Polski Piastowskiej, mimo, że u Waszych granic także czyhał wróg i rozlegał się szczęk oręża. Przywiodła Was najczystsza miłość ku Matce Ojczyźnie. Chcieliście ramię w ramię, dusza przy duszy żołnierza małopolskiego stwierdzić wspólność, nierozerwalność narodowego oręża, zaświadczyć, że jak tam nad brzegami Warty, Gopła, tak i tu nad Bugiem, Strypą, Styrem, Zbruczem, jedna jest Polska. My tej wojny na kresach wschodnich nie chcieliśmy. Narzucono nam ją gwałtem. Gdy wybuchła, jeszcze wszystko czyniliśmy, żeby wstrzymać krwi przelew. Oświadczyliśmy gotowość poddania naszej sprawy pod wyrok sądu międzynarodowego. Pragnęliśmy zwyciężyć tylko prawem, miłością, jak przystoi na naród chrześcijański. Odtrącono naszą dłoń, podaną ku zgodzie. Rzucono mściwe hasło: Niech miecz o sprawie rozstrzygnie! Słysząc o tem, nadciągnęliście, uderzyliście jak grom, rozerwaliście żelazny pierścień, co ścisnął nasz gród, zyskaliście miano „przełamywaczy frontów" uwolniliście nas. Wczoraj miasto wypowiedziało Wam dank przez usta swoich przedstawicieli. Ja od dawna czekałem na sposobność, żeby jako arcypasterz oswobodzonej ziemi wyrazić, co serce archidiecezji dla Was, Obrońców naszych, czuje. Słowo ludzkie na taką chwilę jest za słabe. Godną podzięką za krew, w obronie naszej przelaną jest tylko Ofiara z Krwi Boga - Człowieka. To też Ofiarę tę przed chwilą za Was, za całą Wielkopolskę złożyliśmy. Gdy zaś to nastąpiło, godzi się dołączyć i słowo ludzkiej podzięki. Otóż zapewniam Cię, Czcigodny Panie Generale i Was, Bracia Żołnierze, że pamięć wdzięczna za to, co dla tej ziemi Czerwieńskiej w bohaterskim wysiłku uczyniliście, pamięć o tem trwać będzie na zawsze w sercu jej mieszkańców i w całej Ojczyźnie. Przypomnieć jeszcze winienem, że w miesiącu marcu były dnie, kiedy mieszkańcy naszego miasta żyli prawie tylko chlebem, którego nam Wielkopolska dostarczyła. I za ten bratni chleb Wielkopolsce wdzięczność od nas i cześć! Osobna podzięka należy się wam ode mnie, Bracia Żołnierze, że broniąc przynależności tej ziemi do Polski, bronicie także jej przynależności do kościoła katolickiego. Długo zastanawiałem się, czy mogę stwierdzenie to podnieść głośno, publicznie. Mając jednak w pamięci niebezpieczeństwo, jakie zagrażało katolicyzmowi ze strony prawosławia podczas okupacji rosyjskiej, które wciąż z jego strony zagrażać będzie, mając na oku, że w czasie tej wojny ostatniej żołnierze nieprzyjacielscy wyszydzają nawet pacierz w chatach polskich, mając na uwadze, że zaraz w początkach wojny, władze nieprzyjacielskie wywiozły gwałtem z naszych parafij kilkudziesięciu kapłanów tylko dla tego, że są „Polakami i gdyby ich na tej ziemi nie było, nie byłoby tu też ludu polskiego ani obrządku łacińskiego. Mając to wszystko na myśli i w sercu, sądzę, że nie omylę się, gdy raz jeszcze głośno zaznaczę, że obrona polskości na kresach wschodnich jest niemal równoznaczną z obroną nie tylko obrządku łacińskiego, ale i Wiary katolickiej. Dlatego cześć Wam, Wiarusi Wielkopolscy, także za obronę Wiary naszej świętej katolickiej! Bracia moi serdeczni. Na nadrożne pragnę Wam też złożyć upominek duchowy. Jest nim wskazanie arcypasterskie, zrodzone z miłości ku Wam, ku Wielkopolsce, ku całej naszej Rzeczypospolitej. Chlubicie się Bracia, że jesteście twardymi katolikami. Wyznajecie otwarcie, że Wiara nasza święta dostarczyła Wam największej siły ku obronie języka, duszy polskiej, ziemi w walce z krzyżakiem, który uważał Was już za łup swój niechybny. I dobrze i mądrze czynicie, podnosząc to swoje przywiązanie do kościoła katolickiego. Ale idzie o to, żebyście tę wiarę katolicką, którą sobie dziś tak cenicie, której bronić na kresach wschodnich Rzeczypospolitej przybyliście, żebyście tę Wiarę także na przyszłość, jako skarb narodowy największy zachować chcieli, umieli. Czy zachodzi potrzeba takiego przypomnienia? Tak. Rzecz to dowiedziona, że czasu wolności, szczęścia, gdy niebezpieczeństwo wynarodowienia minęło, człowiek łatwo ulega pokusie, którą wrogowie zewnętrzni i wewnętrzni w nim rozbudzają, iż mianowicie sam sobie ze swoim rozumem przyrodzonym wystarczy, że opieka kościoła pomocy Wiary nadprzyrodzonej już nie potrzebuje. Otóż na wszystkie kuszenia, które Was nieomylnie czekają, któremi ludzie obcy i swoi, noszący imię polskie, będą się starali zabić w Was ducha chrześcijańskiego, rozbudzić egoizm klasowy, a osłabić spoistość, jedność narodową, odpowiadajcie, jak dotychczas słowy i czynami, pojedynczo i chórem: „Imię nasze Polak - katolik. Jak byliśmy katolikami, tak katolikami na zawsze pozostaniemy. i nie chcemy Polski innej, jak Polski ludowej katolickiej, w której by każdemu obywatelowi bez względu na jego stan i zawód, działa się całkowita, należna mu sprawiedliwość ! Oby te życzenia i pragnienia moje nad Wami się ziściły! Obyście, Bracia Wielkopolanie, także na całą przyszłość wszyscy byli „z liczby naszych mężów, przez których stało się i stawać się będzie zbawienie całej Ojczyzny - ex numuro virorum, per quos facta est et fiet salus in Polonia" ! Niech Wam ku temu uprosi potrzebne światło i łaski u Syna swojego Królowa nasza, Bogarodzica, Bogiem sławiona Marja! Jedno jeszcze. Wracacie na niwy Wielkopolskie, wielu z chlubnemi bliznami, odniesionemi w obronie naszych kresów, ale nie wracacie wszyscy. Część przyjęła ziemia Czerwieńska, jako matka w swoje łono na odpoczynek po trudach, na długi sen, w depozyt do Dnia Ostatecznego. Wczoraj nasze dzieci lwowskie złożyły ślubowanie na ręce Czcigodnego Waszego Wodza, że nie zapomną o mogiłach bohaterów, którzy wobec całego świata zaświadczyli, że szańce dla obrony tej ziemicy budowali wszyscy synowie Polski. Ślubowały dzieci lwowskie, iż nie pozwolą, by groby zarosły burzanami, że otoczą je siostrzaną opieką, że nie zabraknie im modlitwy, kwiatów. My starsi także ślubujemy, że nie zapomnimy Drogim zmarłym ich ofiarnego Czynu. Również za żywymi pójdzie nasza modlitwa szczera i gorąca, żeby Bóg błogosławił, Wam, rodzinom Waszym, całej Wielkopolsce! Niech Was, Bracia Żołnierze, Bóg prowadzi na dalszą chwałę Swoją i na chwałę Ojczyzny !

Józef Bilczewski

 

Chrzest ogniowy 1 kompanji 1 Pułku Strzelców Wielkopolskich

wspomnienia kpt. rez. Otworowskiego i sierż. rez. Budzyńskiego

Dobrzany, to jedna z najcięższych walk 1 kompanji pod Lwowem. Około godziny 10-tej dnia 18 marca 1919 roku po kilkugodzinnej akcji, której rezultatem było wzięcie Baru, Milatyna i innych miejscowości, rusza 1 kompanja pod dowództwem podporucznika Wierzejewskiego i pluton 3 kompanji pod sierżantem Otworowskim do natarcia. Wieś leży wśród płaszczyzny gładkiej jak stół, bagnistych łąk poprzecinanych siecią rowów szerokości około 3 metrów, w których stoi woda pokryta cienką warstwą lodu. Terenu nie pokrywa żaden krzak, żaden pagórek. Tutaj postanowili ukraincy położyć kres dalszemu posuwaniu się pułku. Mając przed sobą idealny teren ostrzału, ustawili w opłotkach wsi kilkanaście karabinów maszynowych i baterję lekką. W tych warunkach ma kompanja sforsować atakiem frontalnym półtora kilometra terenu. Już pierwsze skoki tyraljery rozpętują orgję ognia karabinów maszynowych baterji i broni ręcznej. Padają ranni, zwłaszcza, gdy przychodzi przejść rowy w terenie. To też posuwanie się naprzód jest coraz to powolniejsze, a skoki coraz to krótsze. W miarę zbliżania się do wsi, strzały nieprzyjacielskie są celniejsze, tak, że w końcu skacze tylko jeszcze naraz 1 do 2 ludzi, a samo podniesienie głowy, rozpętuje ogień kilku karabinów maszynowych, w dodatku ogień bardzo celny. Linja tyraljerska pokryta jest tysiącem małych gejzerków od pocisków, a co chwila wybuchają fontanny ziemi od granatów. Jedynem kryciem są rowy. Wnet jednak lód cienki taje i pęka pod atakującymi i leżą oni w wodzie. Żołnierz zacina zęby i krok za krokiem skacze i czołga się naprzóJ. Jest przemoczony od potu i zimnej wody, głodny, lecz przez chwilę nawet nie myśli o możliwości nie zdobycia wsi. Po dwóch godzinach posunęła się linja około 700 metrów. Baterja nieprzyjacielska przeszła na kartacze, karabiny maszynowe i ręczne karabiny nie milkną już na chwilę, cel przecież nazbyt widoczny. Umilkły wśród naszych nawet owe soczyste, a tak dobrze w ciężkich chwilach żołnierzowi robiące, przekleństwa. Jedyne głosy ludzkie, to wrzaski o sanitarjusza. Stary flegmatyk - weteran z nad Piawy i dziesiątka bitew na froncie włoskim, sierżant sanitarny 1 kompanji, chwili nie odpoczywa. Czołga się, biegiem spieszy do rannych wśród ulewy kul. Nikt mu nie zazdrości w tych chwilach. Nadchodzi rozkaz wstrzymania natarcia. Mija kwadrans za kwadransem. Przemoczeni, głodni, leżąc w błocie, trzęsą się nasi chłopcy z zimna. Ten i ów stary wyga próbuje drzemki, niejeden z młodziutkich ochotników - skautów popłakuje z cicha, gdy usłyszy bolesny krzyk rannego. Samorzutnie rusza linja dalej naprzód. Wśród chłopców panuje ponura zawziętość. Ukraińcy strzelają bez wytchnienia. Cała linja rozbrzmiewa ogniem kilkunastu karabinów maszynowych, salwami i ogniem armat. Jeden olbrzymi huk napełnia powietrze. O skokach niema już prawie mowy. Metr za metrem czołgają się nasi naprzód, po pas w wodzie brną przez rowy odwadniające. Podeszliśmy na 400 metrów, gdy natarcie ponownie zostaje rozkazem wstrzymane. Linja leży na gołej łące. Ukraińcy bawią się w polowanie, w którem my niestety jesteśmy zwierzyną. Podniesienie głowy z nad ziemi równa się bodaj samobójstwu. Jeden z naszych chce zapalić fajkę. Gdy w tym celu unosi się na kolana, pada śmiertelnie trafiony kilku pociskami w pierś. Po prawie 4 godzinach natarcia nadchodzi rozkaz wycofania się w lewo. Wiara nasza nie chce uwierzyć; jakżeż to, po porannych triumfach dnia zaprzestać natarcia, nie wziąwszy Dobrzan, tej wsi, która kosztowała tyle ofiar i nieludzkiego trudu ? Dopiero za ponownym rozkazem doręczonym osobiście przez szefa sztabu grupy wielkopolskiej kapitana Hulewicza, pojedynczo, posuwając się rowami, oddział się wycofuje i zbiera za grupą chat przy drodze. Zgłodniali, przemoczeni i dzwoniąc zębami na zimnie zbierają się wśród ponurego nastroju. Pociesza ich jeden z weteranów wojny światowej: „Wiara cieszcie się, żeśmy wyszli cało z tego piekła. Najgorzej było pod Verdim". I dorzuca po chwili „jutro tym cholerom pokażemy, co to Poznańczycy". Z kompanji skautowej, która wyruszyła rano do boju w sile około 230 chłopców, do godziny 17-tej zebrało się 50-ciu. Reszta powoli, częściowo dopiero pod osłoną zmroku mogła się wycofać, oprócz przeszło 30-tu; tyle bowiem wynosiły straty w rannych i zabitych 1 kompanji skautowej w owym pamiętnym, pierwszym dniu Odsieczy Lwowskiej. Dobrzan wprawdzie nie zdobyto, jednak walka o nie była triumfem żelaznej woli i wytrwałości 1 pułku, zwłaszcza, że połowa co najmniej chłopców 1 kompanji składała się z młodziutkich ochotników - skautów, którzy tu otrzymali swój chrzest bojowy. A za kilka godzin dowiedli oni innej cnoty żołnierza pułku. Po krótkiej nocy spędzonej w ostrem pogotowiu w kilku chatach i stodołach, rusza 1 kompanja wczesnym rankiem do natarcia na Doliniany. Chłopcy prawie nie spali i nie jedli nic ciepłego od 30-tu godzin, są jeszcze mokrzy z pod Dobrzan. To też rewanżują się wspaniale Ukraińcom. Z pasją nie kładąc się wcale na ziemię, w szalonym natarciu tłumią w zarodku opór pewnych siebie wrogów i w ciągu 10 minut w walce na kolby z uciekającym w panice nieprzyjacielem, biorą wieś oraz przygotowane przez niego na wzgórzach za wsią linję okopów, poczem ścigają go dalej, mimo rozkazu do zbiórki. Jeden z kaprali, mający snać szczególną urazę do wroga za kąpiel pod Dobrzanami, sam zapuszcza się za nimi w las i goni bez opamiętania. Tak triumfowała fantazja sarmacka żołnierza 1 pułku i takie odtąd bywały natarcia pułku.

 

Ukraiński punkt obserwacyjny w Stryju

na podstawie wspomnień sierż. Pawlaka i sierż. Wojtaszka

Po rozbiciu sił ukraińskich pod Lwowem pułk nasz w składzie Grupy Wielkopolskiej rozgromił i odrzucił nieprzyjaciela uwalniając Stryj. W zajętym Stryju zakwaterowała się cała grupa wielkopolska wraz z dowództwem. Zdawało się, że słodko popłynie nam żywot w gościnnie i serdecznie podejmującem nas mieście. Słodko - bo na stacji znaleźliśmy olbrzymie zapasy cukru, który ukraincy przez zapomnienie przy szybkiej „przeprowadzce" pozostawili. Naturalnie, słodycz ta została przez nas wykorzystana gdzie się tylko dało. Kucharze nawet mięso przyprawiali cukrem. Ledwo zorganizowany został kwaterunek, ledwo parki taborowe i artyleryjskie zajęły swoje rejony, a tu na poszczególne miejsca, gdzie ulokowano ważniejszy sprzęt, ukraińcy skierowali bardzo silny i celny ogień artyleryjski. Po ostrzelaniu parku artyleryjskiego, gdzie były duże straty w koniach, ludziach i sprzęcie, skierowali ukraińcy ogień na dowództwo grupy, które musiało zmienić kwaterę. Potem w gruzy rozbili szkołę żydowską, w której kwaterował pluton łączności i kompanja strzelecka. Celność ognia oraz pewność w przenoszeniu go na poszczególne bloki domów, zrodziła w nas podejrzenie, że ukraińcy uchodząc zostawili obserwatora artyleryjskiego, który z miasta kieruje ogniem. Zarządzono obserwację pobliskich domów, linji telefonicznych oraz cmentarza. Włączonemi aparatami podsłuchowemi do stałej sieci telefonicznej, stwierdzono, że z nieznanego miejsca prowadzona jest rozmowa w języku ukraińskim. Druty natychmiast przecięto. Przy jednym ze słupów znalazł patrol telefoniczny włączony przewód, po którym idąc, doszedł do grobowca na cmentarzu. W grobowcu tym znaleziono oprócz żydka, który donosił, gdzie kwaterują oddziały, dwóch telefonistów ukraińskich z aparatem. Całe towarzystwo natychmiast zabrano. Rozprawa była krótka, zostali natychmiast rozstrzelani. Po zlikwidowaniu tego „punktu obserwacyjnego" ogień ustał. Uderzenie II baonu na wsie położone na południe od Stryja odrzuciło nieprzyjaciela dalej, zmuszając go do zmiany stanowisk artylerji. Z nowych stanowisk miasta już ostrzeliwać nie mogła. Żyliśmy więc już w spokoju, serdecznie podejmowani przez ludność Stryja, która witała nas jako wybawców z ciężkiego jarzma watah ukraińskich.

 

Z walk pod Lesznem

wspomnienia st. sierżanta Franciszczaka Stanisława

Po pełnej chwały i zwycięstw kampanji lwowskiej, okryty sławą, wrócił pułk do rodzinnego Poznania, skąd po krótkim odpoczynku wyrusza na front przeciwniemiecki pod Leszno. W lipcu 1919 roku wyruszył nasz trzeci bataljon wraz z 4-tą kompanją karabinów maszynowych z Poznania przez Grodzisk i Wolsztyn i wyładował się na stacji we Włoszakowicach, skąd niebawem odmaszerował do wioski na przeznaczone kwatery, by dnia następnego zluzować 6 pułk Strzelców Wlkp. i objąć wyznaczony odcinek. 4-ta kompanją karabinów maszynowych jako odwód baonu, otrzymała kwatery w zamku włoszakowickim, gdzie dnia następnego wywiesiliśmy na starej drewnianej wieży zamku niemieckiego dużą chorągiew z orłem białym, naprędce zrobioną przez strzelców kompanji. Dziwny tu był ten front bojowy i dziwnie czuł się tutaj nasz żołnierz. Front, - odcinek pułku - biegł od Włoszakowic, przez las Niechłód, Jezierzyce, Gołanice, Krzycko Małe, Murkowo, Klonówiec, Trzebanię, las Kąkolewo, Pawłowice itd. Sam front nie posiadał ani okopów, ani zasiek z drutu kolczastego. Nasz żołnierz po pełnej walk i zwycięstw kampanji lwowskiej rwał się i tutaj do boju, lecz zakazano mu tego, gdyż krótko po naszem przybyciu na front zachodni, rozpoczęło dowództwo nasze pertraktacje z Niemcami; powyznaczano linje demarkacyjne, a w końcu zakazano nam zupełnie strzelać do Niemców, pomimo, że każdy z naszych żołnierzy miał pełne ładownice nabojów, pas główny poobwieszany granatami ręcznemi, pomimo, że nasze karabiny maszynowe stały na stanowiskach gotowe w każdej chwili do walki, a wiara paliła się do otwarcia ognia. Niemcy ze swojej strony zobowiązali się również nie przekraczać linji demarkacyjnej i nie przedsiębrać żadnych kroków zaczepnych. Lecz Niemcy, jak Niemcy. „Zawsze są słowni", w dzień siedzieli spokojnie, zato nocami robili częste wypady, grzmocili do nas z karabinów maszynowych, a nawet z miotaczy min, które nie wyrządzały nam oczywiście żadnych szkód. Dochodziło jednak z tego powodu do częstych utarczek i potyczek oraz nieraz gwałtownej strzelaniny. Złościło nas to ogromnie, gdyż nie pozwolono nam odwzajemnić się z nawiązką paroma wypadami. Zaciskał więc żołnierz nasz zęby, klął z cicha, ściskał silniej karabin i wściekał się. Lecz rozkaz, rozkazem, czuwaliśmy tylko. Szczególnie agresywnie występowali Niemcy na odcinku Klonówiec, a to dlatego widocznie, że jako zaplecze mieli miasto Leszno. Około 5 sierpnia 1919 roku otrzymałem rozkaz wyruszenia z plutonem moim z Włoszakowic do Klonówca, by karabinami maszynowemi wzmocnić odcinek. Pewnego słonecznego poranka około godziny 8-mej rano wyruszyłem z Włoszakowic przez las Niechłód, Jezierzyce, Gołanice, Krzycko Małe i Murkowo do Klonówca. Ponieważ na przemarsz ten nie otrzymałem żadnej ochrony, a maszerowałem wzdłuż frontu i często lasami, w których od czasu do czasu buszowały patrole niemieckie, ubezpieczyłem się w ten sposób, że mniej-więcej na 100 metrów przed wozy z karabinami maszynowymi wysłałem jako ubezpieczenie czołowe 3 ludzi pod dowództwem starszego strzelca Stępkowskiego (później porucznik 20 pułku piechoty), ubezpieczenie tylne prowadził starszy strzelec Kaus (później starszy sierżant III/55 Poznańskiego Pułku Piechoty). Przy przemarszach przez lasy, odległości te zmniejszałem automatycznie do 25 metrów. Z resztą plutonu maszerowałem przy wozach, na których miałem przygotowane do ognia karabiny maszynowe, przy czem obserwowałem stale ubezpieczenia i straże boczne, które przy przemarszach przez lasy wysuwałem dodatkowo. Przy wejściu do lasu Niechłód, zauważyliśmy patrol niemiecki, który nagle znikł. Miejscowości przez które maszerowałem zamieszkiwane były przez pewien procent Niemców, element bezwzględnie nam wrogi i skory do zdrady, co nawet poniekąd ułatwione mieli zezwoleniem udawania się w ciągu dnia na stronę niemiecką poza linję demarkacyjną, celem uprawy swojej roli. Płacili nam kamieniem za chleb, gdyż informowali oddziały niemieckie skrycie o naszych linjach, placówkach i wszelkich poruszeniach. Ażeby Niemców tych wprowadzić w błąd, rozsiewałem w każdej miejscowości do której przybyłem fałszywe wieści, że jestem strażą przednią, że za mną maszeruje cały pułk z artylerją i rozkazywałem tamtejszym sołtysom szybko przygotować kwatery dla piechoty i artylerji. Narobiwszy zamętu z kwaterami maszerowałem spiesznie dalej i około godziny 18,00 dotarłem do miejsca przeznaczenia, gdzie zameldowałem się u komendanta odcinka. Tego samego wieczoru jeszcze ustawiłem moje karabiny maszynowe na stanowiskach w okolicy wiatraka, a gdy się ściemniło, ustawiłem je w innych miejscach, już za dnia skrycie wybranych, by na wypadek ewentualnej zdrady ze strony ludności miejscowej nie być zaskoczonym przez Niemców w nocy. W ciągu dnia niepokoili nas Niemcy patrolami i ogniem karabinów maszynowych w nocy oświetlali pozycje nasze reflektorami, które ustawione mieli na stertach zboża w pobliżu Gronowa. Około godziny 1,00 w nocy, w czasie sprawdzania czujności obsług przy karabinach maszynowych na linji bojowej, idąc z moim gońcem bojowym strzelcem Radzinskim, zauważyłem kilka podejrzanych sylwetek na tyłach naszych, skradających się ostrożnie w kierunku wiatraka, to jest miejsca, na którem zwieczora ustawiony miałem jeden z moich karabinów maszynowych. Panujące ciemności nie pozwoliły nam rozpoznać co to za jedni, a jednak zachowanie się ich, przystawanie i nadsłuchiwanie dawało nam wiele do myślenia. Podczołgaliśmy się więc pod wiatrak, by rozpoznać co to za jedni. Rozpoznałem hełmy niemieckie, lecz i my mieliśmy te same hełmy. Czekaliśmy zatem co będzie dalej; może usłyszymy rozmowę ich. Nagle okrzyk: „Hande hoch" i cała ta masa runęła na kupę rupieci stojących w bok wiatraka, wpadając na stare brony, pługi i inne narzędzia rolnicze, przypuszczając prawdopodobnie, że wpadli na mój karabin maszynowy. Kropnęliśmy do nich raz i drugi i usłyszeliśmy przeraźliwy krzyk, lecz Niemcy zbiegli, nie pozostawiając nikogo na miejscu. Zgniewało to nas bardzo, a to temwięcej, gdy dnia następnego dowiedzieliśmy się od miejscowych Polaków, że na krótko przedtem Niemcy napadli nocą naszych poprzedników, którzy nie ubezpieczywszy się, spali w szkole; od rzuconych przez okno granatów, było zabitych i rannych kilku powstańców, Niemcy zaś zbiegli. Bez rozgłosu i w tajemnicy przed przełożonymi rozpoczęliśmy teraz partyzantkę na własną rękę. Gdzie tylko się dało szarpaliśmy Niemców, urządzaliśmy zasadzki, podkradaliśmy się do nich. Łanami zbóż, łubinem, lasami lub kartofliskami podchodziliśmy ich pozycje. W imprezach tych wyróżniało się specjalnie dwóch dzielnych zawadjaków z wojny światowej, strzelec Zuberek i strzelec Czajka, obydwaj z armji pruskiej, dwie prawdziwie zakazane gęby, lecz zdolni do wszystkiego, i do wybitki i do wypitki. Od tego czasu komendant naszego odcinka miał częste kłopoty, gdyż prawie zawsze, gdy udało nam się popisać, otrzymywał on ze strony niemieckiej zażalenia w których Niemcy domagali się ukarania winnych, których nigdy nie można było wykryć, tem więcej, że w gorliwości naszej sami pomagaliśmy nawet poszukiwać winowajców, robiąc przytem jak najniewinniejsze i najsłodsze miny. Pewnej nocy w czasie oświetlania przez Niemców naszego przedpola, wycelowałem jeden z naszych karabinów maszynowych na ów reflektor, przyciągając silnie obydwa rygle, a ponieważ reflektor ten zgasł, czekałem aż znów się zaświeci. Doczekałem się tego po pewnej chwili; szybko sprawdziłem jeszcze raz kierunek wycelowania i oddałem strzał pojedynczy. Reflektor zgasł momentalnie, a dnia następnego przybył do nas parlamentarjusz niemiecki z zażaleniem, że zabito im w nocy oficera przy reflektorze. W czasie pewnej zasadzki odkryłem przypadkowo niemiecki karabin maszynowy, gdy o zupełnym już zmierzchu zajmował stanowisko ogniowe, ustawiając się flankowo do moich karabinów maszynowych w rejonie Gronówka. Ponieważ karabin ten dotychczas nigdy nie odzywał się, nie wiedziałem o jego istnieniu, tem więcej, że prawdopodobnie zdejmowano go przed świtem ze stanowiska, abyśmy nie zdołali go wykryć. Wieczorem dnia następnego przywołałem do siebie strzelców Zuberka i Czajkę, wtajemniczając ich w plan wyprawy po ów karabin maszynowy ; aż im się ślepia zaświeciły, gdy zapytałem czy pójdą ze mną na wyprawę. Wykonanie tego zadania nie przedstawiało wielkiej trudności, gdyż trochę sprytu, znajomości zwyczajów i niemieckiej służby polowej wystarczyła do przeprowadzenia planu. Szliśmy tem śmielej, że każdy z nas władał dobrze językiem niemieckim. Zadanie nasze ułatwiało nam jeszcze to, że nosiliśmy to samo uzbrojenie i umundurowanie ; to ostatnie różniło się tylko srebrno - czerwonemi naszywkami na kołnierzu munduru, nocą zresztą niewidocznemi. Cała trudność polegała jedynie na zajściu tego karabinu z boku, na dowiedzeniu się o ile możności o haśle niemieckiem, ażeby można było załatwić się po cichu, nie alarmując obydwóch frontów. Wśród zupełnych ciemności, około godziny 0.45, wyruszyliśmy w trójkę, uzbrojeni w hełmy stalowe, karabinki i granaty ręczne, przeszliśmy pomiędzy własnemi placówkami, posuwając się kartofliskami w kierunku nieprzyjaciela. Podchodzenie było bardzo trudne; z początku szliśmy chyłkiem, a w miarę zbliżania się do nieprzyjaciela posuwaliśmy się na czworakach, przystawając i nadsłuchując często, przyczem kontrolowaliśmy wzrokiem cały horyzont, by nie wpaść niebacznie w zasadzkę lub na czujkę nieprzyjaciela. Szczęście sprzyjało nam jakoś, gdyż pomimo ciemności szliśmy w dobrym kierunku i doszliśmy na jakieś 30 metrów przed upatrzony karabin maszynowy. Tu zatrzymaliśmy się nadsłuchując. Od czasu do czasu do uszu naszych dochodzą urywane głosy dwóch Niemców, stojących przy owym karabinie maszynowym. Wytężamy więc wzrok i słuch upatrując dogodnego miejsca by ich zaskoczyć. Krew poczyna silniej krążyć, nerwy zaczynają się silniej naprężać a serce bije jak szalone, jakby uciec chciało. Siłą woli zaczynamy uspakajać nerwy, by móc myśleć i działać logicznie. Zaczynam szybko kombinować co by tu zrobić ; przecież nie poto przyszliśmy tutaj, by zobaczyć karabin i wrócić. Słyszę, że obok mnie leżący Czajka i Zuberek coś szepcą do siebie - nie mogę dosłyszeć co chcą, wściekam się jednak na nich, że w ogóle się odzywają. Nieprzeliczone pomysły i projekty przelatują przez głowę; trwa to co prawda sekundy lecz mnie wydaje się, że już wieczność upływa - muszę się na coś przecie zdecydować. Gdy już powziąłem plan działania, usłyszałem nagle ciche głosy i kroki po mojej prawej stronie ; usłyszeli to również i strzelcy moi, gdyż jeden z nich podczołgał się do mnie, wskazując mi kierunek palcem. Wytężam wzrok i widzę na tle nieba posuwające się jakby na nas sylwetki; odnoszę wrażenie, że kroczą olbrzymie postacie. Czyżby nas odkryli ? Granaty w pogotowiu - szepnąłem. Błyskawicznie, lecz bez szmeru wziąłem granaty trzonowe między palce prawej ręki i odkręciłem nakrętki. Spojrzałem jeszcze raz na owe sylwetki, coś mi jeszcze więcej wyolbrzymieli - zbliżają się. „Raz kozie śmierć" pomyślałem i przycisnąłem się silniej do ziemi; chwytam już lewą ręką za sznurki, by w odpowiednim momencie zapalić granaty i rzucić w nich. Zbliżają się coraz bardziej. Wtem ciszę nocną przerywa ostry, choć niezbyt silny głos wartownika przy kulomiocie: „Halt! wer da"? Sylwetki zatrzymały się. „Offizierspatrouillie zwischen der Postenkette" słyszę odpowiedź sylwetek. - „Lo-sungswort" pyta wartownik. - „Panzer" odpowiada jedna z sylwetek i zapytuje : „Feldgeschrei" — „Turm" brzmi odpowiedź wartownika przy kulomiocie, poczem rozkazuje: „Naher kommen". Odetchnąłem, sylwetki zbliżają się do wartownika, który zdaje raport, poczem patrol oddala się w lewo. Podczołgałem się teraz ostrożnie do moich ludzi; zabezpieczyć granaty i wycofać się - szepnąłem. Zabezpieczywszy granaty, wyczołgaliśmy się o jakie 100 m w tył, gdzie zatrzymaliśmy się. Mieliśmy już hasło niemieckie, a w czasie wycofywania się, wykombinowałem sobie plan działania. Omówiłem teraz szybko mój zamiar, który polegał na tem, że mieliśmy wystąpić jako ten patrol niemiecki wracający z powrotem i aby tą drogą dojść niespostrzeżenie do karabinu maszynowego. Szybko podczołgaliśmy się teraz jakie 75 m. w bok, a potem 100 m. wprzód, nałożyliśmy bagnety na karabiny i pomaszerowaliśmy śmiało na karabin maszynowy. Ponieważ nie wiedziałem która godzina, a ciemności nie pozwoliły dojrzeć wskazówek zegarka, działaliśmy teraz szybko, by nie natknąć się niepotrzebnie na chwilę zmiany wartowników, przyczem uważałem bacznie, by nie zboczyć z drogi. Nagle okrzyk : „Halt! wer da" ? Serce zabiło gwałtownie i nerwy szarpnęły całem ciałem. Nie ma czasu do stracenia, a nuż nas poznają ? Z wysiłkiem odpowiadam : „Patrouillie", a serce łomocze jakby uciec chciało. „Losungswort" pyta wartownik - odpowiedziałem i walimy do stanowiska z gotowemi do kłucia karabinkami. Niemczyska wyprężyli się jak struny na basach, wzrok skierowali w kierunku naszych pozycyj pod Klonówcem, przyczem jeden z nich otwiera usta i zaczyna zdawać raport. Słowa uwięzły mu w krtani; Zuberek i Czajka błyskawicznym ruchem wysłali dusze ich na tamten świat. Zrobili to tak sprawnie, że prócz charkotu, nic nie słyszałem. Piorunem zabraliśmy teraz w trójkę karabin maszynowy i stojące przy nim cztery skrzynki amunicji, oraz podążyliśmy na ukos w kierunku szosy, poczem zagłębieniem terenowem przeszliśmy pomiędzy czujkami własnemi, niezauważeni przez nikogo na tyły nasze i ukryliśmy zdobyty karabin głęboko w stercie siana w pobliżu wiatraka w Klonówcu. Po ukryciu karabina maszynowego, Zuberek i Czajka poszli spać, ja natomiast zbudziłem mego gońca bojowego, spojrzałem na zegarek, była już godzina 2.15 i krzyknąłem na niego - wstawaj, idziemy kontrolować posterunki, najwyższy czas godzina 1.00. Resztę nocy w obawie by Niemcy nie wykonali wypadu, zaostrzyłem czujność i patrolowałem bez przerwy, sprawdzając czujność obsług. Noc i dni następne przeszły względnie spokojnie, a coś w trzy dni później otrzymałem rozkaz, powrotu do Włoszakowic. Zdobyty karabin maszynowy przed opuszczeniem KIonówca rozebraliśmy i ukryliśmy na wozach plutonu, co nam się doskonale udało, gdyż 4-ta kompanja karabinów maszynowych miała pod karabiny lekkie, małe, kryte wozy typu taborowego, które przystosowane były na polskie drogi. Karabin ten oddał nam później wielkie usługi na froncie Litewsko-Białoruskim.

 

Patrol do wsi Cerkiewice pod Bobrujskiem

ze wspomnień st. sierżanta Nawrota

Krótko po przybyciu pułku z frontu niemieckiego, na front litewsko - białoruski, wyrusza pułk w nocy z dnia 15 na 16 października 1919 roku na przyczółek mostowy Bobrujsk. Z chwilą zetknięcia się pułku z nieprzyjacielem, wywiązała się niezwykle gwałtowna i zacięta walka, w której nieprzyjaciel został pobity i zmuszony do wycofania się za rzekę Olę. Ażeby nie pozwolić nieprzyjacielowi umocnić się tam, zamierzał pułk przez częste wypady na tyły bolszewickie stale go niszczyć i zmuszać do zmiany pozycyj. W tym celu wysłany został w dniu 24 października 1919 roku sierżant Nawrót Roman z większym oddziałem na patrol celem rozpoznania terenu, dogodnych przejść i umocnień nieprzyjaciela. Już o godzinie 17-tej wyrusza sierżant Nawrót z 19 żołnierzami w kierunku rzeki Oli, a krótko potem przeprawia się przez nią pod wioską Wołosowiczami na stronę bolszewicką, skąd udaje się do wioski Dobrycza, gdzie z pierwszej chaty zabiera mieszkającego tam chłopa na przewodnika i zmusza go do prowadzenia oddziału na placówki i pozycje nieprzyjacielskie. Z tą chwilą posuwa się patrol raźniej, osłaniany lasami i panującą ciemnością nocy i tak wpada na jeden karabin maszynowy, na wschód od miejscowości Cerkiewice, która zajęta jest przez nieprzyjaciela. Szybkim i zdecydowanym napadem uderza sierżant Nawrót na odwód bolszewicki i bez wystrzału zabiera go do niewoli. Od jeńców dowiaduje się teraz o rozmieszczeniu placówek nieprzyjacielskich i spiesznie rusza dalsze 500 metrów, gdzie sprytnie bez walki i hałasu zabiera placówkę bolszewicką w sile 8-miu żołnierzy, a 50 metrów dalej czujkę tej placówki. Po odpowiednim zabezpieczeniu jeńców wyrusza sierżant Nawrót z resztą swych ludzi prowadzony przez jednego z jeńców, na drugi kraniec wioski, gdzie spotyka patrol nieprzyjacielski, urządza zasadzkę i rzuca się nagle z bagnetem na nieprzyjaciela i zabiera cały patrol w sile 1 oficera i 16 żołnierzy bolszewickich, a następnie znosi dalszą placówkę w sile 8 bolszewików, na której miejscu wystawia własne ubezpieczenie w sile 1 kaprala i 8 żołnierzy. Od tej placówki dowiaduje się teraz sierżant Nawrót, że na skraju wioski znajduje się na biedce jeszcze jeden bolszewicki karabin maszynowy i że przy biedce jest tylko jeden wartownik, a reszta obsługi znajduje się w chacie. Sierżant Nawrót zabezpiecza teraz odpowiednio jeńców i swoje tyły i rusza na czele 3 pozostałych żołnierzy, by zabrać jeszcze ów karabin maszynowy. Doszedłszy bez przeszkód na odległość 150 metrów przed wioską, zauważa sierżant Nawrót stojącą i oświetloną latarką biedkę i domyśla się, że musi to być ów karabin maszynowy - podchodzi więc bliżej i wykorzystuje moment kiedy wartownik nie przeczuwający niebezpieczeństwa wchodzi na chwilę do chaty, dopada do biedki i zabiera ów karabin maszynowy oraz obsługę z chaty w sile 1 oficera i 5 żołnierzy. Po usunięciu ostatniej placówki, ubezpieczony ma teraz sierżant Nawrót swój odwrót, a złączywszy się po drodze z pozostałemi własnemi oddziałkami, wraca ze zdobyczą i jeńcami do swoich i pomimo uciążliwej drogi, bagien i lasów dociera o godzinie 1.00 w nocy do swoich, dokąd doprowadza:

2 oficerów bolszewickich - 48 żołnierzy bolszewickich,

1 karabin maszynowy - 1 biedkę z koniem i uprzężą,

15000 naboi ostrych do karabinu maszynowego i karabinów.

Zmysłem, szybką orjentacją i odwagą swoją wykonał sierżant Nawrót nadspodziewanie swoje zadanie, dostarczył dowództwu potrzebnych wiadomości i zdobycz wojenną. To też w późniejszych bojach odznaczony został sierżant Nawrót Roman za waleczność, umiejętne kierowanie oddziałem i częste narażanie życia orderem „virtuti militari" klasy V.

 

Patrol do wsi Pawłowicze i Zielonki pod Bobrujskiem

ze wspomnień st. sierżanta Nawrota

Ponieważ dowództwo 55 Poznańskiego Pułku Piechoty zawiadomione zostało przez własnych wywiadowców, że nieprzyjaciel przygotowuje się na odcinku 4 kompanji do natarcia zakrojonego na większą skalę i gromadzi w wioskach Pawłowicze i Zielonka większe oddziały wojska, postanowiło drogą rozpoznania stwierdzić siły i zamiary nieprzyjaciela. W związku z tem otrzymałem od mego dowódcy porucznika Tarnowskiego rozkaz udania się na patrol w kierunku Pawłowicz i Zielonki, przyczem mogłem zabrać sobie 10-ciu żołnierzy, o ile możności ochotników. Dnia 10 listopada 1919 roku od godziny 22.00 byłem już gotowy do wyruszenia na powierzony mi patrol. Ponieważ nocy tej świecił bardzo jasno księżyc, nie mogłem natychmiast wyruszyć i czekałem do godziny 1.00 aż księżyc zaszedł. Pomimo, że księżyc już zaszedł, noc była dość jasna, gdyż niebo pokryte było gwiazdami, prócz tego ziemia pokryta była grubą warstwą śniegu, a panujący mróz powodował skrzypienie śniegu pod nogami. Po krótkim namyśle poradziłem sobie w ten sposób, że wszystkich ludzi patrolu mego poprzebierałem w białe koszule i kalesony, na głowy zaś dałem im białe ręczniki i inne szmaty, ażeby patrol mój przystosować do terenu i zrobić go mniej widocznym, a tem samem wzbudzić postrach wśród zabobonnych bolszewików. Około godziny 1.15 wyruszyłem z patrolem mym z miejscowości Polkiewicze w kierunku Pawłowicz. Jedyną przeszkodą, którą miałem na swej drodze była rzeka Ola, na której był co prawda most rozebrany przez bolszewików, lecz była na nim kładka pozostawiona dla patroli bolszewickich ; most ten strzeżony był przez dwóch bolszewików z ciężkim karabinem maszynowym. Wiedząc, że przez most nie przejdę, skierowałem się z patrolem 400 metrów w prawo od mostu, by przeprawić się po lodzie na drugą stronę rzeki. Na miejscu stwierdziłem jednak, że lód jest za słaby i załamie się przy próbie przejścia. Ponieważ zadanie musiałem bezwzględnie wykonać, postanowiłem próbować szczęścia z mostem i skierowałem się do niego, ubezpieczając się szperaczami. Po krótkim czasie dotarłem bez przeszkód do mostu niezauważony przez nieprzyjaciela, po czem wraz z strzelcami Bielawnym i Pomykajczykiem ruszyłem ostrożnie przez kładkę na tamtą stronę rzeki i natknąłem się na zasieki, w których było otwarte przejście. Ponieważ most nie był obsadzony, przeprawiłem resztę moich ludzi przez kładkę i rozkazałem im strzec przejścia w zasiekach, sam zaś z Pomykajczykiem i Bielawnym pomaszerowałem dalej, a nie uszedłszy 50 metrów zatrzymany zostałem okrzykiem: „stój, kto idiot"? Była to czujka bolszewicka z karabinem maszynowym, stojąca przy kostnicy na cmentarzu Pawłowicze. Ponieważ nie dawałem odpowiedzi i maszerowałem dalej, bolszewicy biorąc nas prawdopodobnie za duchów, poczęli uciekać. Widząc to, nie pozwoliłem strzelać do nich, a to dlatego, ażeby nie zaalarmować załogi w Pawłowiczach, gdyż wtenczas nie wykonałbym całkowicie zadania. Momentalnie puściłem się z moimi ludźmi w pogoń za bolszewikami, którzy biegnąc obalali się co parę kroków, gdyż wpadali w głębokie bruzdy zawiane śniegiem. Pościg ten udał mi się, gdyż widząc ślady, przeskakiwałem przez bruzdy i dopadłem obydwóch bolszewików, których odstawić kazałem jednemu ze strzelców do mostu pod opiekę kaprala Jaśkiewicza. Następnie skierowałem się ponownie na cmentarz, gdyż przypuszczałem, że musi tam być placówka. Obchodząc cmentarz od południa natknąłem się na drugą czujkę składającą się z „kitajców", którzy na widok mój powstali, wpatrując się w nas bacznie, gdyż wzięli nas również za duchów. Poszedłem do nich i wyciągnąłem ich za kołnierze z wnęku, poczem rozkazałem strzelcowi Bielawnemu odstawić ich do mostu, skąd kapral Jaśkiewicz odesłać ich miał do dowódcy 4 kompanji do Polkiewicz. Po zniesieniu czujek wziąłem cały patrol i zacząłem posuwać się w kierunku wsi Pawłowicz w ten sposób, że przed siebie wysłałem strzelców Jaszczaka i Bielawnego jako szperaczy, z resztą patrolu zaś posuwałem się w pewnej odległości w tyraljerach za szperaczami. Traf chciał, że w tym czasie bolszewicy wysłali również silny patrol; w odległości 200 metrów od Pawłowicz zeszli się szperacze obydwóch stron i zatrzymali w odległości 70 metrów pomiędzy sobą. Maszerujący na czele komunista zapytał: „kto idiot", „swój" była nasza odpowiedź i znów zaczęły obydwie strony zbliżać się do siebie, powtarzać ciągle „kto idiot" i „swoji". W ten sposób zbliżyły się obydwie strony na odległość 50 metrów, przyczem bolszewicy nie rozpoznali w nas polaków. Nagle jeden z szperaczy naszych kropnął do bolszewików, którzy maszerując dotychczas dwójkami rozsypali się w tyraljery i rozpoczęła się gwałtowna strzelanina. W tej chwili zostali zaalarmowani bolszewicy w Pawłowiczach, wylegli na zachodni skraj wioski, rozpoczęli strzelać i posuwać się w kierunku mostu. Wydałem rozkaz wycofania się za most. Lecz ogień karabinów maszynowych utrudniał mi to, gdyż bolszewicy położyli zaporę ogniową na most. Dopiero wykorzystując chwilę przerwy ogniowej z całym mym oddziałem przebiegłem po kładce nie ponosząc żadnych strat. Około godziny 3.00 nad ranem powróciłem do kompanji do Polkowicz.

 

 

„Pierwsy pluton zdzar bycka, drugi zdzar speck, a tzeci kielce wystrzyzo"

autentyczny opis podsłuchany po wypadzie oddziału sierżanta „Specka" za rzekę Olę pod Bobrujskiem w 1919 roku

W mroźny, ponury wieczór zimowy, zebrał się w jednej z chat na pozycji przyczółka mostowego Bobrujsk, pluton karabinów maszynowych sierżanta „Specka" dowcipkując i czyszcząc broń na przygotowujący się wypad nocny za rzekę Olę. Nagle z hukiem i trzaskiem otwarły się drzwi chłopskiej chaty, przez które wtłoczył się dowódca plutonu „Pan Sierżant Speck", osobistość znana w całym pułku i z przezwiska (słonina) i z figury. Był to bowiem mały, krępy człowieczek, o długim korpusie, który nosiły krótkie, cienkie pałąkowate nogi, ubrane w długie sznurowane, żółte trzewiki pod same kolana, twarz pucułowata, wiecznie czerwona; był do wszystkiego: i do wybitki i do wypitki, a ponieważ lubił strasznie „Speck"'),który bolszewicy zazdrośnie przechowywali, więc ich za to strasznie nienawidził. W związku z tem robił częste wypady, przyczem niemiłosiernie tarmosił ich i zabierał im za poniesione trudy umiłowany „Speck"; zabierał go, jak to zwykle mawiał, tak ot sobie na pamiątkę. „Pan sierżant Speck" ulokowawszy swą osobę na połamanym stoiku, powiódł groźnie wzrokiem po swoim plutonie, zmarszczył się, splunął, co było u niego oznaką wielkiego zadowolenia, poczem chwycił kawał starej gazety, wydobył ze sakwy garść tytoniu, z czego skręcił sobie potężnego papierosa marki „śmierdziel" i „zamachnął" się parę razy dużemi „cugami", rozkoszując się aromatem, a odetchnąwszy, przemówił: „Wicie co scuny, dziś wieczór dymać będziema na wypad za zeke Ole, ale powiadum wum scuny psakrew, musimy beutnunc te maszynki przy moście, bez tego ani mrummrum, bo inacej scuny, to psakrew cholera wos weźmie". Na to odezwał się znany z dowcipu i humoru strzelec Jankiel: „Fajno panie sierżant, sie wi, idziemy, ale wi pan sierżant co - psiakrew, jak by to było, gdyby my tym - synom tak troszkę specku zabrali - „mos recht scunie, speck to grunt, ale pzedewsystkim te masynki - a zes fajn scun, choć do mnie, dostanies papiurosa". Za dobry pomysł otrzymał strzelec Jankiel potężnego „śmierdziela" od którego od paru „lungencugach" omal że się nie rozchorował. A gdy „Pan Sierżant" wyszedł do dowódcy kompanji po dyspozycje, strzelec Jankiel powiada do wiary: „ale tysz nasz stary poli papcie, a co za fajno marka" a na to strzelec Bartek: „brachu, to ty nie wisz co un poli, markę granat ręczny, zapol i rzuć won " ? Koniec końcem, po aromacie tym musieli chłopacy przez cały tydzień wietrzyć wnętrze chaty, a w pierwszych dwóch dniach to nawet maski na gębach nosić. I poszli chłopcy w noc ciemną i mroźną, podziwiając swego dowódcę „Sierżanta Specka", ubranego w pełną galę, to jest łachmany bolszewickie, (gdyż tak przeważnie ubierał się „Pan Sierżant Speck" na wypady) a uzbrojonego w mnóstwo granatów ręcznych, „nagan" i potężny nóż kuchenny, zatknięty za cholewę buta. .... „co tak scuny te gały na mnie wycyscocie, co ? cy nie wicie ze z tymi chamami nie można w incy sposób konferyncerować? .... pewnie, ze zawse, gdy przezemnie idziece na wypady, to uni zawse wum ucieknum, bo to z takimi fajnymi panicami w galantych uniformach i z wyglancowanymi giwerami nie chcą godać, bo to uni pzeciez są proterlancjanuse i z burzujami nie sprechują". Po godzinnym nocnym marszu dotarł wreszcie oddział nad brzeg rzeczki Oli, zajmując cichaczem przyczółek mostowy, strzeżony przez dwóch bolszewików z karabinem maszynowym. Sierżant „Speck" widząc, że przez most nie przedostanie się na drugą stronę, gdyż bolszewicy zaalarmują swoich, rozkazał pozostać oddziałowi swemu na miejscu do chwili, aż usłyszą po tamtej stronie mostu strzały, względnie umówiony, a poprzednio wydany sygnał. Po wydaniu zarządzeń i zdaniu dowództwa, przepadł sierżant „Speck" jak lis gdzieś w przybrzeżnych zaroślach, gdzie przeprawił się przez częściowo zamarzniętą rzeczkę na stronę nieprzyjacielską. Nastała teraz chwila ogromnego naprężenia, nadsłu-chiwana i oczekiwania. Noc ciemna, noc jak otchłań i hulająca wichura sprzyjały przedsięwzięciu sierżanta „Specka", który sprytnie podszedł szczelnie, po same uszy otulonych w kożuchy bolszewików. Nagle zachrzęściało i zachropotało coś po tamtej stronie mostu i znów cisza. Tylko wiatr nagle silniej zawył jakby przestraszony. Wśród ciemnej nocy odezwał się nagle po tamtej stonie mostu puszczyk. Oddział sierżanta „Specka" drgnął i cichaczem lecz sprawnie przebiegł na bolszewicką stronę mostu, gdzie ujrzał sierżanta „Specka" ubranego jak widmo w długą, śnieżnobiałą koszulę. W ręku trzymał on potężny nóż, umazany w jakiejś czarnej cieczy, na ziemi zaś spało dwóch towarzyszy, obok których na śniegu leżała mała katuża krwi. .... „Tak scuny, muwie wum, gdy do nich dosedłem, to się te cholerniki tak mnie pzestrasyły, ze padli na zimie, fajtnyli porę razy pazurami i skitami as im jucha z ryjów posła i slus". Dalsza akcja rozegrała się teraz szybko i sprawnie, zabrano w pobliskiej wiosce kilku komisarzy i innego towaru, a przedewszystkiem upragnione dwie maszynki. „Sierżant Speck" zebrał teraz jeńców w najobszerniejszej chacie, a będąc dobrym żołnierzem nie znosił dezercji - Odezwał się więc do nich: „widzicie scunioki, nie mogę wos wsystkich wziuńść ze sobom, bo by wos wasi dezyntercjum posundzili, poniewosz zas wasi komandezy sum pozundni i kultlarni ludze, cysto umyte ubrane, pozostanum wienc tutaj na miejscu, reste brudasuw wezmę ze sobum, gdzie wum pokozum jak się ludziska myjom i hyndozom, a potym, gdy się tego tys naucycie, a wojna się skuncy, to wos puscum jak cacka do swoich". Zabierał więc pojedynczo komisarzów, wprowadzając każdego do innej stodoły, a wychodząc wystrzelił sobie w każdej stodole tak ot sobie, na postrach, co odniosło podobno ten skutek, że żaden z nich przed czasem z miejsca się nie ruszył. Następnie obejrzał sobie sierżant „Speck" resztę bolszewików i uznał, że są bardzo brudni. Posłużył się więc ich własną nahajką wytrzepał każdego z nich rzetelnie z kurzu i brudu, gdyż takich brudasów jak sam mówił, nie mógł zabrać na pokaz do swoich. Bolszewicy z wdzięczności zaś za wytrzepanie ich z brudu opowiedzieli sierżantowi „Speckowi, że takich jak oni brudasów jest jeszcze w następnych wioskach więcej, opowiedzieli dokładnie gdzie się znajdują, jakie uzbrojenie mają i wiele innych ciekawych i nieciekawych szczegółów, które w odpowiednim czasie zostały znów wykorzystane. Po uporządkowaniu oddziału swego i jeńców, ruszył sierżant „Speck" z całą zdobyczą wojenną do swoich i traf chciał, że napotkał w drodze opuszczoną chatę, gdzie zupełnie przypadkowo znalazł „speck i bycka", a że z natury miał bardzo dobre serce, zabrał również i to wszystko ot tak, ot sobie na pamiątkę, ażeby na miejscu nie zniszczyło się. Po parogodzinnym uciążliwym marszu dotarł oddział sierżanta „Specka" szczęśliwie do miejsca postoju baonu, gdzie dowódcy i reszta żołnierzy wylegli by podziwiać zucha. Dowódcy podziwiali zdobycz, a żołnierze 1 i 2 plutonu jego kompanji zainteresowali się przywiezionym „speckiem i byckiem". Następnego dnia ku swemu przerażeniu dowiedział się sierżant „Speck", że jakimś cudownym sposobem bycek i speck przepadły w żołądkach intruzów i do dnia dzisiejszego nie może przeboleć, że: „pierwszy pluton zdzar bycka, drugi płuton zdzar speck, a on zdobywca i jego dzielny trzeci pluton musiał kielce wystrzyzać", to jest obejść się smakiem. Podsłuchał - Udzielny Pan na Bobrujsku.

 

Walka o Berezę Kartuską

ze wspomnień sierżanta Swojaka

W dniu 24 lipca 1920 roku natarł III baon na nieprzyjaciela, który zbliżył się pod mury miasta. Baon zatrzymał się na skraju lasu, a dalszy pościg za nieprzyjacielem prowadził II baon, który odrzucił nieprzyjaciela na kilka kilometrów. Po powrocie II baonu zajął III baon linję obronną w lesie na północny - wschód od m. Kartuska Bereza, 12-ta kompanja po lewej, 9-ta kompanja po prawej stronie szosy Bereza Kartuska-Michnowicze. Dnia 25 lipca kompanja wysunęła się wgłąb lasu około jednego kilometra, przez co rozszerzyła znacznie swój odcinek. Nieprzyjaciel od samego rana nacierał na nasze linje, próbując w różnych miejscach przerwać front. Natarcia te nie powiodły się. Co godzinę siły nieprzyjacielskie rosły kolosalnie. Nieprzyjaciel ugrupował swe siły i popołudniu około godziny 16, przystąpił do gwałtownego natarcia a całym odcinku baonu - pchając niezliczone masy nprzód ; wreszcie udało się nieprzyjacielowi w kilku miejscach przebyć naszą linję co zmusiło nas do wycofania się. Plutony, a nawet drużyny torowały sobie drogę między hordą bolszewicką aby wydostać się z opanowanego przez nieprzyjaciela lasu. Znajdowaliśmy się w przykrem położeniu, gdyż dalsze wycofanie się było niemożliwe z powodu znajdujących się po obu stronach szosy bagien; szosę już całkiem opanował nieprzyjaciel. Kompanja nasza po zorganizowaniu się częściowo, uderzyła na szosę, aby utorować drogę i zapewnić dalszy swój odwrót. Masy bolszewickie nadal pchały się za kompanją szosą ku miastu aż do stanowisk, które już zajęła 4-ta kompanja karabinów maszynowych. Po opuszczeniu szosy przez naszych żołnierzy, 4-ta komp. karabinów maszynowych rozpoczęła brawurowym ogniem niszczyć siły nieprzyjacielskie. Napór bolszewicki został załamany. Oddziały nasze wykonały przeciwnatarcie, wyrzucając znów nieprzyjaciela wgłąb lasu. Dnia następnego 9-ta kompanja przewieziona została pociągiem pancernym na odcinek Różana, celem powstrzymania nieprzyjaciela, który zagrażał pułkowi z tego kierunku. W czasie tych walk przeżyłem dość niebezpieczny moment, który chcę opisać. Po zajęciu stanowisk w lesie dnia 24-go lipca wysłana była drużyna pierwsza na prawe skrzydło kompanji, celem zabezpieczenia flanki. Noc upłynęła spokojnie. Rano dnia 25-go lipca odcinek nasz został zwiększony przez wysunięcie się kompanji około 1 kilometra wprzód, dlatego i odstępy między strzelcami zwiększyły się, co utrudniało utrzymanie ścisłej łączności. Stanowiska zajmowaliśmy wśród krzaków i zarośli. Gęsty las świerkowy uniemożliwiał nam daleki wgląd. Aby go uzyskać, została wysłana czujka, do której stanowiska schodził się trójkątem ów gęsty las świerkowy. Po obiedzie o godzinie 14.00 zająłem to stanowisko, zmieniając mych poprzedników. Nieprzyjaciel grupami przesuwał się w gęsty las świerkowy. Strzelec Nowak który był ze mną na czujce wycofał się do drużyny z meldunkiem i z powrotem do mnie już nie wrócił. Pozostawszy sam, pilnie obserwowałem dalsze ruchy nieprzyjaciela. Po pewnym czasie odczułem nagle jakiś lęk i przerażenie - mimo, że dotąd nic nie widziałem. Zmieniłem swe stanowisko o 8 metrów do tyłu, poczem bacznie śledziłem wkoło siebie co się mogło przyczynić do mego nastroju. I nagle zobaczyłem dwóch drabów pełzających ku poprzednio zajmowanemu stanowisku. Odlegli byli około 15 kroków odemnie. Oddałem strzał do jednego z nich, począł się zwijać po ziemi - drugi chciał się podnieść, lecz posłusznie się położył na mój drugi strzał. W tej chwili powstał wielki szmer i trzask łamanych gałązek w gęstwinie około 25 metrów od mego stanowiska ; w tę stronę oddałem dalsze trzy strzały, poczem niezwłocznie wycofałem się na stanowisko ogniowe do drużyny. Nie zwróciłem uwagi w tym momencie na swych sąsiadów, jedynie zawołałem „Wiara strzelać, bo idą" ! Z gęstwiny wyłonił się oddział liczący około 40 bolszewików w odstępach do 50 metrów oddziały dalsze posuwały się ku naszym stanowiskom. Strzelanina w całym lesie! Przyległem do ziemi, szybko naładowałem karabin, w który wierzyłem jak w Boga i rozpocząłem szybki ogień. Ponieważ oddziały nieprzyjacielskie nie rozsypały się w żaden szyk luźny, z celowaniem dokładnem nie miałem kłopotu - tylko aby jaknajszybciej. Radował mnie każdy mój strzał, po którym widziałem walących się ku ziemi bolszewików - nie jednego, lecz za niektórym kilku. Pierwsze te oddziały posunęły się już na wysokość moją; skierowałem me strzały raz w lewo, drugi raz w prawo. Oddziały przebyły już naszą linję i mimo ostrzeliwania ich, pozostawiały mnie na mem stanowisku. Nie przerywając ognia, pomyślałem: „gdzie moja drużyna". W kierunku moim posuwa się następny taki oddział z gęstego lasu. Przybrałem pierwotny kierunek i strzelałem jak szybko tylko mogłem. W tym samym czasie zawarkotał z tyłu nasz lekki karabin maszynowy i posypał się grad kul karabinu maszynowego i z drużyny. Pierwsza linja nieprzyjacielska napotkawszy na silniejszy opór, rozsypała się w tyraljery już za memi plecami. Zrozumiałem teraz, że znajduję się między pierwszą a drugą linją nieprzyjacielską. Drużyna jednak pod naporem nieprzyjaciela z dwóch stron wycofała się dalej. Oderwałem się od mego stanowiska, kiedy widziałem coraz większe masy pchającego się wroga, wykorzystałem wszelkie zarośla i tak wraz z hordą bolszewicką dostałem się na skraj lasu, skąd zauważyłem na łące kompanję. Rozpocząłem strzelaninę na pierwszą linję bolszewicką, z myślą przedarcia się do kompanji. W tej chwili jedna z drużyn 11-ej kompanji wykonała w moim kierunku wypad, który umożliwił mi przedostanie się do kompanji. Potem kompanja rzuciła się na nieprzyjaciela na szosie, aby nią dalej się cofać, gdyż po bokach bagna na to nie pozwalały. Mimo piekielnej strzelaniny w czasie przedzierania się wśród nieprzyjaciela, tylko jedna kuleczka drasnęła mi prawą rękę, przez co nie utraciłem zdolności do walki.

 

Odwrót 3 kompanji 55 Poznańskiego Pułku Piechoty z pod Wistycz

wspomnienia kapitana w st. sp. Wolnowskiego Stanisława, byłego dowódcy 3 kompanji 55 Poznańskiego Pułku Piechoty

W czasie odwrotu z pod Bobrujska pułk staczał zacięte i krwawe walki, przebijając się przez liczne bandy partyzanckie i nieprzyjaciela, który w międzyczasie zdążył już zająć osie odwrotowe 14-ej dywizji piechoty wielkopolskiej, lecz każdorazowo pobity, dawał pułkowi wolną drogę. Tak dotarł pułk do miasteczka Zabinki w ziemi Grodzieńskiej, skąd po krótkim odpoczynku baony I i II/55 Poznańskiego pułku piechoty wraz z 15 pułkiem ułanów poznańskich odmaszerowały do miejscowości Wistycz, by zająć tam pod osłoną III/55 Poznańskiego pułku piechoty i 57 pułku piechoty wielkopolskiej które pozostały jeszcze dla osłony w Zabince, nakazane pozycje. ... pod wieczór dnia 28-go lipca z chwilą zajęcia przez I i II baon pozycyj pod Wistyczami, wyruszyły z Zabinki III baon 55 Poznańskiego pułku piechoty, 57 pułk piechoty wielkopolskiej, jedna baterja artylerji 14 pułku artylerji lekkiej oraz 1-szy pluton karabinów maszynowych z 4 kompanji karabinów maszynowych do Wistycz. Nieprzyjaciel obsadził już w międzyczasie dwoma brygadami piechoty i artylerji wzgórza i szosę prowadzącą do tej miejscowości. Wywiązała się więc zażarta walka, zakończona porażką wroga. Nad ranem dnia 29-go lipca rzucone zostały baony I i II/55 Poznańskiego pułku piechoty na północ od Wistycz, na miejscu zaś pozostał mój oddział jako jedyny odwód, składający się z trzeciej kompanji strzeleckiej, dwóch plutonów karabinów maszynowych i dwóch szwadronów ułanów poznańskich. Około południa nieprzyjaciel przekroczył rzekę Leśne na wysokości wioski Sucharewicze, wobec czego otrzymałem rozkaz odrzucenia go na wschodnią stronę rzeki, zajęcia tam pozycyj i czekania dalszych rozkazów. Akcja ta w zupełności udała się, a po rozmieszczeniu placówek, na odcinku moim zapanował spokój. Na sąsiednich odcinkach natomiast rozgorzał zacięty bój. Przez cały dzień i całą noc grzmiały działa i trwał ogień karabinów maszynowych i piechoty, który ustał nagle ze świtem. Z tą chwilą zapanował na całym froncie dziwny i denerwujący spokój. Ponieważ dziwny ten spokój trwał w ciągu dnia uporczywie dalej, doszedłem do przekonania, że oddziały własne wycofały się w stronę Brześcia n/B. Przypuszczenia moje potwierdziły wysłane przezemnie patrole konne i piesze, które zameldowały mi, że nieprzyjaciel zajął już tyły nasze i że silne kolumny nieprzyjaciela znajdują się na szosie Żabinka - Motykały Wielkie. Okazało się później, że goniec, który wysłany został z rokazem do wycofania się mojej kompanji nie dotarł do mnie, gdyż został w drodze zabity. Zbliża się noc, w dodatku nie posiadam mapy tego odcinka. Ludzie moi są silnie przemęczeni i głodni, nie wiem co począć - waham się. Ponieważ nie znam siły i rozmieszczenia oddziałów nieprzyjaciela, obawiam się rzucić oddział mój w bój. Zgrupowałem więc go w znajdującej się tam kotlinie i ubezpieczyłem się, wskutek czego miałem oddział pod ręką i w każdej chwili i w każdym kierunku mogłem w razie potrzeby uderzyć. Zaczyna świtać, zbieram więc moich oficerów i podoficerów, by omówić z nimi plan przebicia się do swoich. W tej chwili wpada do kotliny wysłany prze-zemnie patrol z meldunkiem, że nieprzyjaciel w sile baonu rozwinął się i maszeruje w moim kierunku. Ta wiadomość zmusiła mnie do nowej decyzji, gdyż przebijać się do swoich, którzy są niewiadomo jak daleko odemnie, mając tuż za sobą większe siły nieprzyjaciela depcące mi po piętach, było niemożliwe. Trzeba więc było zrobić w koło siebie trochę luzu (odrzucić nieprzyjaciela) a potem myśleć o cofaniu się. Po rozważeniu więc sytuacji, wydałem następujący rozkaz: „1-y pluton 3 kompanji, plus jeden pluton karabinów maszynowych, plus szwadron ułanów spieszonych pod ogólnem dowództwem podporucznika Głuszkowskiego zajmie natychmiast pozycję na najbliższym grzbiecie, ja zaś z resztą oddziału obejdę nieprzyjaciela z boku, a o ile to się da z tyłu i uderzę na niego." Rozkaz ten został momentalnie wykonany, ja zaś niezauważony, pomaszerowałem w kolumnie znajdującym się tam wąwozem na bok nieprzyjaciela. Zanim podporucznik Głuszkowski zdążył zająć nakazaną pozycję, miał już przed sobą nacierającego kilkoma falami nieprzyjaciela. Podporucznik Głuszkowski uderza więc całą swą garstką na nieprzyjaciela by umożliwić mi wykonanie mego zamiaru, przyczem udaje mu się zepchnąć nieprzyjaciela w kierunku szosy, poczem błyskawicznie odskakuje na swoje pozycje. W tej chwili bolszewicy przechodzą znów do szturmu, lecz z flanki zarechotały już nasze dwa karabiny maszynowe, a podporucznik Głuszkowski przechodzi ponownie na bagnety. Odgłosy walki, huki i krzyki walczących dochodzą do mego oddziału, który niezauważony przez nieprzyjaciela dochodzi już do szosy. Z chwilą wyjścia oddziału mego z parowu i osiągnięcia celu, oczom moim przedstawił się następujący widok: „Szosa jest zajęta i formalnie zatarasowana przez całą brygadę bolszewicką i tabor. Broń poustawiana w kozły, bolszewicy leżą w rowach przydrożnych i odpoczywają." Podobnego obrazu i siły nieprzyjaciela nie spodziewałem się i znalazłem się w takiej sytuacji, że nie wiedziałem co począć. Siły nierówne, tam brygada, a tu zaledwie dwa plutony i dwa karabiny maszynowe. Zacząłem się zastanawiać co zrobić. Uderzyć niepopobna, cofnąć się również nie można, spojrzałem na moje dwa karabiny maszynowe i na garstkę wypróbowanych w boju żołnierzy i zastanowiłem się, co by z tego wynikło, gdyby tak nagle te dwa karabiny maszynowe „rzygnęły" w to kłębowisko, niespodziewające się niczego - ogniem ? Powziąłem więc ostateczny zamiar, stawiając wszystko na kartę losu. Wśród największej ciszy by nie być spostrzeżonym przez nieprzyjaciela, ustawiłem moje dwa karabiny maszynowe na flankę, resztą oddziału obsadziłem grzbiet i na poprzednio umówiony sygnał „rzygnąłem" w kolumnę ogniem, przechodząc równocześnie z okrzykiem „niech żyje" do szturmu. Nieprzyjaciel nie orjentując się jaką siłę ma przed sobą, ławą ruszył do ucieczki. Część bolszewików starała się dopaść kozłów, lecz spłoszone konie taborowe wpadły z wozami w kozły, tratując je i własnych żołnierzy. Z drugiej zaś strony ogień własny, bagnet i granat szerzył panikę, śmierć i spustoszenie w oddziałach bolszewickich, które rzucając rynsztunek i kto co miał, zaczęły ratować się ucieczką, biegnąc w stronę rzeki Leśnej. Żołnierze nasi owiani duchem zwycięstwa pędzili przestraszoną dzicz do rzeki, by tam ją wyniszczyć do reszty. Przerażony i zdemoralizowany nieprzyjaciel wtłoczył się całą swą masą na most, lecz zaszczekały znów nasze karabiny maszynowe zaściełając most zabitymi i rannymi. Pod naporem ciężaru pękły poręcze, a zbita masa zabitych, rannych i żywych, wtłoczyła się w nurty rzeki, znajdując tam śmierć. Inna część bolszewików widząc, że mostem nie przejdzie, rzuciła się w nurt rzeki by przepłynąć. Lecz dzielni nasi strzelcy dopadli już brzegu, kłując wroga bagnetem i niszcząc ogniem tych, co znajdowali się w rzece. Żołnierze, którzy mieli nawet wojnę światową poza sobą, poraz pierwszy widzieli podobne zwycięstwo, gdzie jedna kompanja porządnie nadwyrężyła całą brygadę. Po odniesionem zwycięstwie począłem szybko zbierać oddział, by nieprzyjaciel nie zorjentował się, od jakiej garstki poniósł porażkę. Po krótkiej naradzie zebrałem szybko jeńców do niesienia własnych rannych oraz części zdobyczy, gdyż lwią część zniszczyłem na miejscu, zabierając tylko zamki i t. p. części, które za pokwitowaniem zdałem w Brześciu. Po uporządkowaniu oddziału, szybkim marszem wzdłuż rzeki Leśnej omijając osady, pośpieszyłem w kierunku Brześcia n/B. W późnych godzinach popołudniowych w odległości 15 kilometrów od Brześcia dotarłem z oddziałem na wysokości wioski Katemberga do toru kolejowego, gdzie w oddali zauważyłem pociąg pancerny. I znów niepewność. Oddział silnie przemęczony i głodny, a tam gotowy do boju pociąg pancerny i niewiadomo czyj, swój, czy też wroga? Zatrzymałem oddział, zabezpieczyłem jeńców i wysłałem patrol, który stwierdził, że pociąg należy do grupy operacyjnej generała Szeptyckiego. Zebrałem więc oddział i ruszyłem do pociągu, gdzie w porozumieniu z komendantem załadowałem moich 17 rannych żołnierzy w tem podporucznika Głuszkowskiego oraz resztę oddziału, poczem pociąg ruszył do Brześcia.Po przybyciu do Brześcia rozkazałem rannych przenieść do stojącego tam pociągu sanitarnego, poczem zdałem za pokwitowaniem zdobycz i postarałem się o żywność dla mego oddziału. Po załatwieniu wszelkich formalności, wyruszyłem z oddziałem swym pociągiem do Białej, skąd do Janowa Podlaskiego, miejsca chwilowego postoju pułku. Chwila przybycia naszego do pułku wywołała nieopisaną radość. Wszyscy, którzy nie byli na pozycji biegli na nasze spotkanie, gdyż miano nas w pułku za dawno już straconych. Gratulacje, całusy i łzy radości nie miały końca. Dowódca pułku podpułkownik Paszkiewicz wyróżnił oddział mój pochwałą, życząc dalszej owocnej pracy „Ku Chwale Ojczyzny".

 

Epizod z odwrotu w 1920 roku

na podstawie wspomnień sierżanta Swojaka

Kiedy 14 dywizja piechoty wielkopolskiej otrzymała rozkaz wycofania się z rejonu Bobrujsk, 9 kompanja 55 Poznańskiego pułku piechoty zajmowała linję nad Berezyną na lewo od miejscowości Parycze. Dnia 9 lipca z rozkazu dowódcy kompanji podporucznika Jeziorańskiego zarekwirowaliśmy większą ilość podwód celem załadowania sprzętu wojennego i około godziny 17-tej ruszyliśmy w kierunku północno - zachodnim. Dnia 10 lipca około godziny 9-tej dołącza kompanja do pułku na szosie Bobrujsk - Słuck, który tą szosą wycofał się z rejonu Bobrujska. Dnia następnego w czasie marszu odwrotowego, nieprzyjaciel rozpoczął ostrzeliwać kolumnę naszą artylerją z prawej strony, z lasu położonego około 4 kilometry od szosy. Pociski padały o 150 - 200 metrów za krótko, to też kolumna posuwała się swobodnie dalej. Po przebyciu dalszych 3 do 4 kilometrów wyłoniły się z tego lasu cztery samochody pancerne, które posuwały się w szybkiem tempie drogą polną w kierunku szosy. W odległości około 250 metrów ugrupowały się w jedną linję i w jednej chwili posypał się grad kul karabinów maszynowych na swobodnie posuwającą się szosą naszą kolumnę. Oddziały, które w tym czasie znajdowały się na wysokości tych żelaznych potworów, zostały przygniecione do ziemi ogniem. Piechota w jednej chwili wykorzystała przydrożne rowy. Ranione konie rwały się do ucieczki - niektóre z nich pędziły w nieładzie naprzód. Lecz tylko krótką chwilę trwała taka sytuacja. Znajdująca się wśród kolumny marszowej baterja artylerji, w jednym momencie zajęła stanowiska ogniowe i celnymi strzałami zwalczyła te groźne dla nas samochody pancerne. Strzały były tak celne, że przy pierwszych dwa samochody uległy zniszczeniu. W jednej chwili ogień nieprzyjacielskich karabinów maszynowych zamilkł. Dalsze dwa rozpoczęły szybki odwrót. Jednemu udało się uciec. Po tej krótkiej niespodziance oddziały przybrały poprzedni szyk marszowy z tem, że 9 kompanja 55 Poznańskiego pułku piechoty otrzymała rozkaz posuwania sie z tyłu, za kolumną, celem ubezpieczenia jej od tyłu. Wraz z kompanją posuwał się samochód pancerny „Poznańczyk" zdobyty w maju na odcinku 9 kompanji na szosie Rochaczewskiej. Od tej chwili rozpoczęły się częste potyczki, z których niektóre przeistaczały się w zacięte walki (jak w okolic) Sieniawka, Byteń w rejonie Baranowicz i na linji starych okopów niemieckich z wojny światowej. Z tego krótkiego opisu można wywnioskować jakim spokojem odznaczały się oddziały 1 Pułku Strzelców Wielkopolskich. Nagły napad samochodów pancernych nie wyprowadza nas z równowagi - spokojnie czekamy na akcję naszej artylerji, która w celu obron; przeciwpancernej została włączona do kolumny. Artylerją zrobiła swoje - maszerujemy dalej zabierają jedynie „ną pamiątkę" części rozbitych samochodów

 

Zaskoczenie

ze wspomnień sierżanta Swojaka

W dniu 4 sierpnia około południa zajął pułk miejscowość położoną na zachód od Konstantynowa. Nadszedł rozkaz do wytężenia wszystkich sił, by odzyskać linję Bugu. - „Bracia ze stolicy idą nam z pomocą, jeszcze chwila, a nadejdą". Dnia 5 sierpnia rusza pułk do natarcia w kierunku Konstantynów - Janów. Zaraz z rana III baon rusza do natarcia w ugrupowaniu następującem: 9 kompanja i 3 kompanja karabinów maszynowych na czele pułku wzdłuż drogi - za niemi 10 kompanja. 11 i 12 kompanja z boków. Po zwycięskiej walce przed Konstantynowem nieprzyjaciel wycofał się w kierunku na Białą i Niemirów do pobliskich lasków tak, że droga do Janowa stała si wolną. Aby jak najszybciej zająć Janów, 9 kompanja trzymała się wozów karabinów maszynowych, poczem biegiem ruszyła naprzód i wpadła zupełnie niespodziewanie do miasta. Nieprzyjaciel sądząc, że jest w dalekim odwodzie, czuł się zupełnie swobodnie. Pierwszy oddział, na który napotkaliśmy zażywał w stroju Adamowym kąpieli słonecznych na trawniku przy młynie wodnym. Na nasz widok rozpoczęli sobie oczy przecierać, jakby nie mogli temu widokowi uwierzyć. Chwila paniki i już każdy z nich rusza w kryjówki, jakie były najbliżej. Nie zazdroszczę tym, których spotkałem w wysokich pokrzywach w stroju tym - gdyż o ubieraniu się wtenczas już nie było mowy. Wpadliśmy do miasta, gdzie bez strzału braliśmy jeńców i materjał wojenny. Nieprzyjaciel swobodnie zajęty był obiadem i wypiekiem chleba. Zabraliśmy kilkuset jeńców i dużo materjału wojennego. Po nadejściu naszych dalszych oddziałów, 9 kompanja rusza dalej za Janów w kierunku wschodnim, gdzie zajmuje pozycje na wzgórzach na lewo od szosy Janów - Żabinka. W czasie udawania się na linję obronną, napotkała kompanja na pluton bolszewików wiozących na podwodach z pobliskich pól kartofle na obiad - niestety zjeść ich nie zdążyli. Zostali również odstawieni do Janowa razem z kartoflami, które smakowały nam bardzo. Na zajętej linji kompanja czuwała do późniego wieczora, a w nocy na rozkaz wycofała się znów w kierunku Janowa, skąd rozpoczął się dalszy odwrót.

 

0 fasunku końskim słów kilkoro

przygotowane do druku na podstawie wspomnień st. sierżanta Tatarskiego przez podpór. Radomińskiego

W historji każdej wojny mamy szereg czynów cichego bohaterstwa, czynów świadczących o odwadze szaleńczej, o pogardzie życia, o brawurze bezprzykładnej. Każdy z nich jest opisywany, komentowany, wreszcie stawiany jako przykład. Tym czynom bezwzględnie należy się pierwszeństwo. Są jednak zdarzenia, które nie są bohaterskie ale jednocześnie niecodzienne - choć się o nich nie pisze wcale lub bardzo mało i to ze wstydliwym uśmiechem. Jedno z takich zdarzeń możliwie wiernie chcę opisać. A jak się stało opowiem. W czasie pościgu na Łomżę w roku 1920 pluton nasz pod dowództwem podporucznika Włodarskiego otrzymał zadanie osłony taborów pułku, mocno obciążonych zdobyczą wojenną. Czego tam nie było. Dosłownie od szpilki do armaty wszystko. Pluton nasz może na swój: konto zapisać zdobycie karabinu maszynowego Lewisa. Oglądaliśmy go, macaliśmy przez dwa dni, wreszcie w Mińsku Mazowieckim na postoju postanowiliśmy go wypróbować. Zebrała się rada złożona z ślusarzy i dalejże ładować. Cóż - bestja twarda i uparta. Ani rusz. Szukają przyczyn - znów próbują namówić przeklęte bydlę do strzału! Ani drgnie! Wreszcie w najmniej oczekiwanej chwili wywaliła bestja straszliwie i o zgrozo - celnie. Piękny wiatronogi pegaz, duma naszego taboru, zwalił się o sto kroków na łeb i oddał swoją końską duszę. Zdjęliśmy pokornie czapki! Wstyd nas palił... Przybiegł blady i zielony dowódca taboru i dalejże używać na naszej opinji. Milczeliśmy - bo pełni byliśmy skruchy. Pierony ale - konie zabijać - pierony. Wam ino ale wołki szibować, a nie tabory osłaniać, Za trudne zadanie dla takiego wojska ! Czekajcie ! Nieszczęścia idą zawsze w parze. Teraz też tak było. Na straszliwą tę wieść przycwałował do nas adjutant pułku, przed którego straszliwym głosem i groźbami drżeli nawet kucharze. Po krótkiej pogawędce z dowódcą taboru zaczęła się grzeczna przemowa, przeplatana miłemi komplementami pod naszym adresem. Gestykulacja gwałtowna zdradzała nawet z większej odległości co mówca chce powiedzieć. Przemowa skończyła się stwierdzeniem: „starajcie się jak chcecie, koń musi być i koniec". Zaczęły się starania o konia. Uruchomiono rozpoznanie, które wkrótce dało wiadomości, że w pobliżu nas obozuje któryś z pułków legjonowych, który posiada kilka zwierząt wyglądem zbliżonych do koni. Jeden z kolegów, w cywilu organista, wybrał już nawet jedno, które nie skompromitowałoby naszego taboru. Ukartowano plan tej końskiej wyprawy, stanęło na tem, że kilku nas zostało wydelegowanych celem „kupienia" konia. Noc była ciemna, rozmarzony ciepłem i wspomnieniami wartownik poszedł wzdychać do kolegi, wskutek czego można było konia kupić. Przyprowadziliśmy pięknego bachmata; kiedy zobaczyliśmy go zbliska, włosy nam dębem stanęły. Był tak przedziwnej maści, że był jednocześnie i siwkiem i gniadym i kasztanem. Miał piękny ogon i bujną grzywę. Blady strach padł na nas. Jasne było, że przy pierwszej okazji poznają go prawi właściciele, a bohater, który dokonał kupna znajdzie się za kratkami. Ładna perspektywa ! Trzeba złemu zaradzić. Zebrani koledzy uchwalili, że trzeba fizjognomję konia zmienić. Łatwo jest taką rzecz uchwalić, ale jak ją zrobić na froncie, gdzie niema ani kredki do ust, ani ołówka do brwi, ani szczoteczki do rzęs. Po zatem kwestja co w ogóle zmienić. Na dobrą sprawę trzeba by wszystko przeinaczyć. Wybić mu zęby - żeby nie poznali wieku - radzi jakiś dentysta. Tobie draniu wybić zęby za taką radę. Całe szczęście, że mieliśmy w naszem gronie fryzjera, który podjął się konia tak urządzić, że rodzona mama go nie pozna. Zaczęła się gorączkowa praca przy łojówce. Zgrzytały nożyce do cięcia drutu - po godzinie piękna grzywa znikła, ogon był skrócony, maść zatarta sadzami. Gdyby tak szanownemu naszemu delikwentowi pokazać w tym momencie lustro, zapłakałby na pewno nad swym wyglądem. Ale zmiana wyglądu to pół dzieła. Trzeba zmienić usposobienie. Bestja była spokojna jak jagnię. Aby jej dodać wigoru wlano jej w gardło litr alkoholu, ku wielkiemu żalowi malkontentów, którzy uważali, że lepiej było zmienić tym sposobem usposobienia u nas. Stał się po prostu cud. Szkapa zaczęła wyprawiać przedziwne hece. Wierzgała, chciała gryść, wreszcie rżała, jak zamiłowana w swym zawodzie histeryczka. Błoga radość zagościła w naszych złodziejskich piersiach. Koń był nasz . 0 świcie z otwartemi ramionami przyjęliśmy pasterza, który w towarzystwie żandarmów szukał swej owieczki. Dowódca nasz najbezczelniej złożył kondolencję i uprzejmie prosił o przejrzenie naszych koni - bo może się tu przybłąkał. Oglądali dokładnie każdego konia, a najkrócej i bez cienia podejrzenia „kupionego". Wyszli ze stajni zawiedzeni w swych rachubach, a goniło ich daleko ironiczne rżenie pijanego konia. Fasowany koń zżył się z naszemi, czuł się bardzo dobrze i pracował długo w taborach pułku, ceniony przez przełożonych i szanowany przez taborowych kolegów. Zainteresowany pułk legjonowy zechce łaskawie nie wszczynać kroków prawnych - nie opłaci się - sprawa przedawniona.

 

Fragment z walk pod Żabinką 9. IX. 1920

ze wspomnień st. sierżanta Tatarskiego

Po przybyciu do Motykał pułk rozpoczął akcję na Żabinkę. Pluton nasz z podporucznikiem Włodarskim zatrzymał się jako osłona taboru pułkowego w Motykałach do dnia 9 września 1920 roku. W dniu tym podporucznik Włodarski postanowił dotrzeć do pułku popołudniu ruszyliśmy w kierunku Żabinki. Na godzinę przed nami wyruszył również z Motykał tabor 9-tej baterji 14 pułku artylerji lekkiej. Po godzinnym marszu zauważyliśmy, że w kierunku naszej kolumny zbliża się dwóch żołnierzy bez broni i ekwipunku. Dopadają do nas i opowiadają, że zostali napadnięci przez bolszewików. Jak się okazało byli to artylerzyści z kolumny taborowej 9 baterji 14 pułku artylerji lekkiej, która znajdowała się na godzinę drogi przed nami. Ci artylerzyści opowiadali, że z lasu wybiegł oddział bolszewicki, który napadł ich tabor, wybił załogę i zrabował wozy. Oni dwaj tylko zdołali ujść śmierci. Ta wiadomość sprawiła nielada kłopot dowódcy naszego taboru porucznikowi Włodarskiemu. Chwila wahania; co robić, wrócić czy iść naprzód. Nastąpiła organizacja naszego plutonu i marszem ubezpieczonym ruszyła kolumna naprzód. Niebawem znaleźliśmy się w terenie bagnistym i zalesionym. Dwaj artylerzyści kroczyli z nami. Dowództwo szpicy objął sierżant Kujawa. W czasie marszu opowiadali nam artylerzyści, że miejsce w którem zostali napadnięci przez bolszewików jest niedaleko. Jeszcze chwila, a dały się słyszeć strzały w lesie. To bolszewicy czatowali na nowy łup. Zauważyliśmy oddział w sile około dwóch kompanji zbliżający się ku szosie, po której posuwała się nasza kolumna. Tabory nasze zatrzymały się na chwilę, a pluton ruszył zmierzyć się z wrogiem. Garstka nas była, bo tylko 28 ludzi, jednak wyposażenie nasze w broń maszynową i żądza zemszczenia się na wrogu za pobitych kolegów artylerzystów, zatarła liczebną przewagę nieprzyjaciela. Już było słychać złowrogie „urra", kiedy w odpowiedzi karabiny maszynowe posłały nieprzyjacielowi grad pocisków, a brać z granatami w ręku rzuciła się w las, aby tam zajrzeć w oczy wrogowi. Bolszewicy nie spodziewając się z naszej strony ognia z broni maszynowej, poczęli uchodzić w las, a tylko drobne oddziały parły ku szosie, po nowy łup. Byli jednak' za słabi, aby osięgnąć zamierzony cel, bo kilka granatów ręcznych rozprószyło ich po lesie. Słychać rozkaz naszego dowódcy plutonu: „naprzód". Tu i ówdzie napotkaliśmy na pojedynczych bolszewików, lub drobne ich oddziały. Wywiązała się; walka wręcz. Sam byłem uczestnikiem tej wyprawy, goniąc za przygodą. Niedługo pozwoliła mi czekać, bo z poza drzewa wysunęła się rosła i barczysta postać bolszewika. W groźnej postawie z karabinem najeżonym parł na mnie. Zwątpiłem, i w pierwszej chwili opanował mnie strach paniczny; nie wiedziałem co począć z sobą - uciekać czy zmierzyć się z olbrzymem. Wreszcie wybrałem to drugie, podskoczyłem do przeciwnika. Ten krzyknął „ruki w wierch" ; o mało, a wypuściłbym był karabin z ręki. Szybko opanowałem się i wołam na mego przeciwnika „chody w plen", jednak ten szczerząc zęby natarł na mnie. Znów zwątpienie i strach - ale tylko chwilkę i przyjmuję postawę szermierczą. Pierwszy pcha mój przeciwnik - cios jego udało mi się zręcznie odbić i momentalnie pcham z kolei ja. Przeciwnik odskakuje w tył - los zrządził, że zawadziwszy nogą o pień, upadł na ziemię. Doskoczyłem i z całą siłą przekłułem pierś jego, tak, że konając, rzucił jeszcze na mnie garść mchu. Potem ruszyłem, spiesząc aby połączyć się znów z kimkolwiek z mego plutonu. Jeszcze kilka minut, a słychać głos dowódcy plutonu „zbiórka na szosie". Tabor nasz już spokojnie posuwał się w kierunku na Żabinkę. Za chwilę dotarliśmy do miejsca, gdzie bolszewicy rozprawili się z taborem 9 baterji 14 pułku artylerji lekkiej. Straszny to był obraz : trupy ludzi i koni na szosie, wozy powywracane, a zawartość ich doszczętnie splądrowana. - Spokojnie odbyliśmy resztę drogi do Żabinki i tam połączyliśmy się z pułkiem.

 

Bój II baonu 55 Poznańskiego Pułku Piechoty pod Laskowem w 1920 roku

na podstawie wspomnień uczestników boju kapitana Ratajczaka Józefa i starszego sierżanta Franciszczaka Stanisława, opracowany przez kapitana Dudziaka

Po ciężkich walkach o Żabinkę następuje dla 55 Poznańskiego pułku piechoty kilkudniona przerwa bojowa podczas której przechodzi pułk do rejonu Tewle - Strygowo. Na przedpolu działają 56 i 58 pułk piechoty wielkopolskiej. II i część III baonu 55 p. p. z jedną baterją artylerji przychodzą dnia 15. IX. do wsi Strygowa jako rezerwa 14-tej dywizji piechoty wielkopolskiej, gdzie zajmują kwatery. Pierwszy, po długim okresie walk, dzień odpoczynku wykorzystują kompanje dla swego uporządkowania. Słoneczny i ciepły 16-ty wrzesień 1920 roku jest nielada okazją do naprawy umundurowania i przeprania bielizny. Od wczesnego ranka panował w Strygowie ogromny ruch w pobliżu studni i stawu. Generalne pranie odbywało się w wesołym nastroju przy wtórze śmiechów, które towarzyszyły dowcipom i śpiewkom wąsatych praczek. Żołnierze odpoczywają sobie przed chatam inni czyszczą broń, naprawiają mocno podniszczone umundurowanie lub uporządkowują swój ekwipunek. Również artylerzyści we folwarku przystąpili do robienia generalnych porządków koło armat i koni. Słychać żołnierskie piosenki, tam znów słowa komendy, jasno przyświeca słońce temu prostemu i beztroskiemu życiu żołnierskiemu. Przebąkiwano o nadejściu poczty i odwiedzinach Czerwonego Krzyża, który z Poznania miał nadesłać cały wagon smakołyków dla strzelców poznańskiego pułku. Jak przystało na taki okres beztroski na czoło mężnych wysunęli się taboryci i zwiadowcy konni. W poszukiwaniu za paszą udali się do sąsiednich wiosek, między innemi do pobliskiego Laskowa za którym była pozycja III/56 pułku piechoty. Nadspodziewanie szybki powrót oddziału rekwizycyjnego z Laskowa nie wróżył nic dobrego. Dowódca tegoż oddziału dopadłszy galopem do kwatery dowódcy pułku w folwarku Strygowa położonego na połowie drogi między Laskowem a Strygowem, melduje: „w czasie ich rekwizycji przybył do wioski większy oddział bolszewicki, spędził rekwirujących i zajął wieś i folwark Laskowo". „Alarm" ! - „W Laskowie bolszewicy"! Jak piorun z jasnego nieba pada wiadomość w roznegliżowaną gromadę. „Najbliższe kompanje II baonu wyruszą natychmiast do natarcia na Laskowo." Wiara rzuca się z zapałem do broni i do plecaków. Mokre koszule wędrują na grzbiety lub do tornistrów. Wszystko spieszy się na łeb na szyję, by zdążyć w porę i dopaść nieoglądanych od kilku dni „towarzyszy". W kilka minut po otrzymaniu rozkazu wyrusza zakwaterowana na skraju wsi 6-ta kompanja pod dowództwem podporucznika Matyli. Za nią w pewnej odległości rusza biegiem podporucznik Ratajczak z 7 - mą kompanją. Jest godzina 11.00 przed południem. Mijamy folwark Stry-gowo, miejsce postoju dowództwa pułku, skąd przed chwilą wysłano patrol w kierunku Laskowa pod dowództwem sierżanta Franciszczaka, składający się z kilkunastu strzelców z 4 kompanji karabinów maszynowych, uzbrojonych w karabinki i granaty z zadaniem „rozpoznania i powstrzymania bolszewików do czasu nadejścia kompanij strzeleckich". Przed Laskowem słychać strzelaninę. To walczy patrol sierżanta Franciszczaka, zamykając ogniem wschodnie wyloty wsi. Z oddali majaczą wierzchołki chat i drzew osiedla, położonego w dolinie. Na drodze tuman kurzawy zbliża się do nas. Broń w pogotowiu. Pierwszy pluton rozwinięty. Oto z obłoku wyłania się grupa jeźdźców. To dowódca pułku pułkownik Paszkiewicz z dowódcą III baonu artylerji kapitanem de Hauke wraca z rozpoznania sytuacji. Krótki rozkaz: „wieś zajęta - uderzyć i wyrzucić ich won - posiłki nadeślę" wystarczył dla dowódcy 6-ej kompanji. Wiara odetchnęła. „W tyraljery biegiem marsz". Plutonowy Urbański ze swoim plutonem mknie na przedzie, wypatrując pilnie za wrogiem. Dobiegamy do krawędzi wzniesienia. Przed nami wieś i „oni". Na lewem skrzydle zajmuje stanowisko flankowe zaalarmowany pluton karabinów maszynowych. Obejmuje nad nim dowództwo sierżant Franciszczak. Pierwsze strzały. Wiara prze naprzód, z bagnetem w ręku wpadają strzelcy w opłotki Laskowa. Zawrzał bój, w którym bagnet i granat ręczny dochodzą do głosu. Rozmach uderzenia zmiótł nieprzyjaciela ze skraju wsi a potem pędzono przed sobą skłębioną i wrzeszczącą masę bronzowych płaszczy i olbrzymich papach. Wieś wolna od nieprzyjaciela! Bolszewicy w popłochu wucofują w kierunku forwarku Boży Dar i wsi Bereza. Za tłumem olbrzymów gnają chłopcy 6-tej kompanji. Ma się wrażenie, że gromadka uzbrojonych wyrostków gna paniką ogarnięty tłum. 7-ma kompanja zbliża się do wschodniego krańca Laskowa, gdy obraz na przedpolu zmienia się. Nowe oddziały bolszewickie ruszyły do przeciwuderzenia i porwały za sobą pierzchające roty. Gęstemi falami posuwają się naprzód na garstkę naszych, już słychać ich rozpaczliwe wycie. „Szósta" przyjmuje ich gwałtownym ogniem. Walka zawrzała na nowo. Nieprzyjaciel naciera i okrąża skrzydła. Zachwiała się nasza linja. Dowódca kompanji daje rozkaz do wycofania się na wschodni skraj Laskowa. Tymczasem „siódma" w mig podejmuje inicjatywę. Plutony piechoty i broń maszynowa z 2-giej i 4-tej kompanji karabinów maszynowych zajmują pozycje na skrzydłach wioski, zostawiając w środku przestrzeń dla wycofującej się kompanji. Bolszewicy pewni wygranej i widząc swoją przewagę, prą z pochylonym bagnetem bez strzału. Chwila napięcia. Pierwsi strzelcy dobiegają do chat położonych na skraju wsi. Tuż za nimi tyraljerka 6-tej kompanji, a w odległości 300 metrów jak na placu ćwiczeń suną zwycięskie papachy. Zarechotały nasze karabiny maszynowe, siejąc popłoch i śmierć w tłumach nieprzyjaciela. Zachwiała się linja nieprzyjaciela i przywarła do ziemi, daremnie szukając ochrony na nagiej płaszczyźnie. „Wiara - naprzód - niech żyje" ! To nasi piechurzy 6-tej i 7-mej kompanji pędzą do przeciwuderzenia, by pomścić niepowodzenie. Zrywają się i piaskowe szynele, lecz morderczy ogień działających na naszych skrzydłach karabinów maszynowych łamie każdą myśl o oporze. Cofają się pod naporem naszych - już biegną - uciekają w popłochu, dziesiątkowani szybszym od biegu ogniem naszych maszynek. Ostatni łańcuch tyraljerki mknie chyłkiem do zarośli. Ściga go, macając krwawo nasz ogień. Jakby cudem zjawia się na wschodnim skraju wsi obserwator artyleryjskiej baterji z pod Strygowa. Kilkoma strzałami ubezwładnia dwa karabiny maszynowe bolszewickie w parku Boży Dar. Ulice wsi i całe pole zasłane rannymi i zabitymi. Resztki walczących oddziałów bolszewickich szukają schronienia pod osłoną własnych maszynek, ustawionych pod Berezą i Bożym Darem. Nasi panami sytuacji. Ostrożnie wysuwają się ze wsi i zajmują poprzednio utraconą pozycję. Do uderzenia na wsie obsadzone przez nieprzyjaciela w tej chwili brak sił i amunicji. Zwycięski bój pochłonął kilkanaście ofiar w rannych i zabitych. Pierwszy w wiosce padł strzelec Wierzewski z 6-ej kompanji. Na linji zawrzała gorączkowa praca. W mgnieniu oka powstają wnęki, doły strzeleckie i stanowiska karabinów maszynowych. Przegrupowanie własnych oddziałów uniemożliwiają maszynki wystawione przez nieprzyjaciela na strychach w Berezie. Walczący na prawem skrzydle 6-tej z pierwszym plutonem 7-mej kompanji - podporucznik Jesionek organizuje obronę cmentarzyska, utrzymując łączność w prawo z III baonem 2 pułku strzelców wielkopolskich (56 pułkiem piechoty). Jak w czasie walki pozostaje reszta 7-mej na lewo od 6-tej kompanji. Nieprzyjaciel podejmuje kilkakrotne próby natarcia, które załamują się w ogniu naszych karabinów maszynowych. Kilkakrotnie przechodzą nasze kompanje do kontrataku biorąc jeńców i znaczną ilość karabinów i amunicji. Bój zamiera - ustaje ogień armatni. Tu i ówdzie padają pojedyncze strzały. Bolszewicy ucichli. Porucznik Paszkiewicz Wilhelm objeżdża konno stanowiska swoich karabinów maszynowych w linji bojowej i rozpoznaje kierunki najbardziej niebezpieczne. Dwa plutony karabinów maszynowych odwodu z 4-tej kompanji karabinów maszynowych przygotowują stanowiska na drugiej linji oporu na zachodnim krańcu Laskowa. Zmierzch zapada. Dłoń silniej ujmuje karabin, a wzrokiem usiłują strzelcy nasi przeniknąć ciemności, by wypatrzeć sylwetki bolszewickich tyraljerów. Patrole nasze wysuwają się przez linję, by wczas oznajmić zjawienie się nieprzyjaciela. Dalsze dwie kompanje nadchodzą ze Strygowa, 8-ma podporucznika Otworowskiego wzmacnia i przedłuża prawe skrzydło 6-tej - 5-ta podporucznika Sieradzona pozostaje w odwodzie we dworze Laskowo na zachodnim krańcu wsi. Po trudach całodziennych nastała noc. Chłód przenika mundur i skostniały strzelec otula się płaszczem. Goniec z dowództwa baonu: „podać po jednym żołnierzu 6 i 7 kompanji do odznaczenia krzyżem „virtuti militari". Przy mdłych światłach świecy przygotowują dowódcy kompanji wnioski na odznaczenie plutonowego Urbańskiego i kaprala Jandego. Cisza i ciemności wokoło. Z trudem można rozpoznać sylwetkę sąsiada. Mija godzina za godziną i napięcie nerwowe słabnie, Strzelcy otuleni płaszczami drzemią we wnękach i dołach linji bojowej. Upiorami wydają się sylwetki dowódców kontrolujących czujność posterunków. We dworze Laskowo obwód w ostrem pogotowiu Konie przy wozach karabinów maszynowych, obsługi śpią na słomie przy wozach. Nieco na uboczu w stodole cała 5 kompanja. Oficerowie i starsi podoficerowie powaleni wszechwładnym snem odpoczywają na ławach i słomie w obszernej świetlicy starego dworku modrzewiowego, którego umeblowanie poza kilkoma krzesłami stanowił staroświecki fortepian. Przed gankiem dworku o starą lipę oparty dumny sierżant Franciszczak, wsłuchując się w rzadką i daleką strzelaninę oraz świst kul, przelatujących nad zabudowaniami dworskiemi. Cisza panująca na linji bojowej nie wróży nic dobrego. Niekiedy poruszają się wzdłuż linji szare sylwetki naszych strzelców. - Zimno ! Tu i ówdzie ciche szepty przerywają to zamyślenie, ten smutek nocy. Oby nareszcie ta noc minęła ! Nagie przeraźliwe „huraa - huraaa" - strzały! Nieprzyjaciel zaatakował nas przeważającemi siłami, wprowadzając do boju nowego żołnierza tylko co przywiezionego z głębi Rosji. Bolszewicy atakują w kilku falach, z których każda następna silniejsza od poprzedniej. Natarcie załamuje się w morderczym ogniu o pierś stalową Wielkopolan i wolę niezłomną oficera. Z dzikim rykiem i gniewnym pomrukiem cofają się fale bolszewickie ku swoim pozycjom. Stanowiska obronne utrzymano na całej linji. Nastała znów cisza, którą od czasu do czasu przerywają jęki rannych i konających. Z linji wyniesiono rannych i zabitych, podwieziono zapasy amunicji. Gwiazdy na wschodzie już bledną, zapewnie niedługo? świt zwiastuje narodziny nowego dnia. Nagle ciszę nocną przerywa gwałtowne „hurraa i strzały". Bolszewicy ponawiają ataki na całej linji kilkakrotnie silniejszymi oddziałami. Sześć pułków bolszewików rzuca się na nasz II bataljon. Strzelanina gwałtowna na odcinku 6 kompanji. Walka ogarnia wszystkie kompanje pierwszej linji. Jak ciemny tuman prze ku wsi nawała bolszewicka, przerywając linję i wybijając broniące się placówki. Trudno strzelać, by nie razić swoich. Pod silnym naporem zachwiała się linja, cofa się nasze lewe skrzydło. Odgłosy walki w ciemnościach zbliżają się do wsi Laskowa. Bolszewicy wykorzystują przerwę i rzucają się do wsi. Już wkraczają do niej i posuwają się dalej bez oporu. Zaalarmowany w ostatniej chwili odwód zajmuje pozycje na zachodnim krańcu Laskowa. Drogą, ogrodami, skrajem bagna suną czarne cienie, wśród których nie rozpoznasz swojego od nieprzyjaciela. Garstka tylko broni jeszcze linji na wschód od Laskowa, odpierając ataki frontalne, nie wiedząc, że nieprzyjaciel już na tyłach. Między opłotkami roi się od „Bolszów". Zwartą ławą suną przez wieś, rozpływając się po zagrodach i opłotkach. Dochodzą na zachodni skraj Laskowa. „Nie strzelać - swoi". Rakieta rozjaśnia na chwilę mroki i w bladym świetle widać ciemne sylwetki „towarzyszy" z cienkimi bagnetami na karabinach. „Bolszewicy - ognia" ! Smuga błysków z luf karabinów maszynowych znaczy zarys naszej linji w odwodzie. Ogień maszynek 4 kompanji karabinów maszynowych zipnie śmiercią na zachodnie wyloty wsi. Bolszewicy odpowiadają również morderczym ogniem, od którego pada ranny podporucznik Sieradzon, dowódca 5 kompanji. Już dnieje, straty w rannych i zabitych wzmagają się. Bolszewicy celnym ogniem wybijają obsługę broni maszynowej. Śmiercią bohaterów giną celowniczowie strzelec Taysner Wawrzyn i Pałka Maciej. Ranni strzelec Rzepecki, strzelec Ławniczak i plutonowy Janiak. Do pozostałego przy życiu ostatniego strzelca przy karabinie maszynowym dopada sierżant Franciszczak i momentalnie kieruje jako celowniczy ogień na strych chaty, skąd bolszewicy wybili całą obsługę i wybija ich. Jęki rannych zagłusza gromkie „niech żyje", idących do przeciwuderzenia, by odzyskać wieś i starą pozycję, Znajomość terenu oddaje wielkie usługi. Straszna walka zawrzała pomiędzy chatami, opłotkami i stodołami wsi. Karabin, bagnet i granat ręczny sieje śmierć i spustoszenie. Za tych zabitych przy karabinie maszynowym „bij psubratów". 5-ta mści się za ranę swego dowódcy. Daremnie usiłują czerwoni „Komanderzy" zorganizować opór we wsi i poza nią. Grupy bolszewików zostają osaczone i wycięte w pień. Walczono o każdą chatę z niemą wściekłością i zaciętością, kłuto bagnetami, bito kolbami, trupy ludzkie leżały wszędzie: na ulicy, na progach chat, w ogrodach i na polu. Już grają maszynki zamykające ogniem krzyżowym drogę odwrotu czerwonym. W popłochu usiłują resztki bolszewików ujść w stronę Bożego Daru, lecz trupy ich zapełniają przydrożne rowy i pola. Prażą jeszcze dwa karabiny maszynowe z obsługą komunistyczną z ostatnich domków Laskowa. Dostrzegł je dowodzący 5 kompanją podporucznik Bakoń i z garstką zuchwałych rzuca się z granatem w ręku na tę ostatnią placówkę bolszewicką. Wzniósł ramię do rzutu - huk - granat rozrywa się w dłoni. „Naprzód Wiara" rzuca swoim broczący krwią dowódca i chłopcy pędzą za nim miażdżąc ostatni opór bolszewików. Teraz dopiero osiągnąwszy cel, pada dzielny oficer wycieńczony upływem krwi. Dawne linje odzyskane w całości - kompanją 6 na starej pozycji - brzmią lakoniczne meldunki, które gońcy niosą dowódcy baonu kapitanowi Korwin - Kos-sakowskiemu. W krwawej walce o Laskowo zdybyto cztery karabiny maszynowe, masę amunicji i broni ręcznej oraz około 100 jeńców. Promienie wschodzącego słońca padają na pole zasłane rannymi i poległymi. Walka pochłonęła nowe ofiary. Broniąc swej pozycji odniósł ciężką ranę w brzuch plutonowy Urbański, któremu nie było danem doczekać się odznaczenia. Dzielny ten żołnierz zmarł w drodze do szpitala Nieprzyjaciel nowemi siłami obsadza pozycję i za wszelką cenę chce zdobyć tak mężnie bronione przejścia wśród bagien. Około godziny 9,00 nieprzyjaciel wypiera nowym atakiem nasze tyraljery z zajmowanej pozycji. Po chwili kompanje porządkują się i ruszają do nowego przeciwuderzenia, rozbijając bolszewicki 463 pułk piechoty. Nieprzyjaciel stracił w samych zabitych i rannych około 100 ludzi. Pole formalnie zasłane trupami. „Podporucznik Matyla dowódca 6-tej ciężko ranny" idzie wiadomość przez linję. Na odcinek 6-ej spieszy podporucznik Ganke dowódca 2-giej kompanji kara-pinów maszynowych, by wydać niezbędne zarządzenia. (Widać jak mknie chyłkiem wśród gradu pocisków od załogi do załogi, wtem pada - nie podnosi się - wierni karabiniarze wynoszą ukochanego dowódcę, którego pocisk zranił w głowę. Czwarty już oficer bataljonu, a trzeci z pośród pięciu dowódców kompanji ciężko ranny. Nie wrócił już do szeregu - niezdolny do służby wojskowej jak i do pracy w zawodzie cywilnym, zmarł na skutek odniesionej rany w kilka lat później. Podporucznik Paszkiewicz Józef z III bataljonu obejmuje kompanję 6-tą. Wiara zacięła zęby - nie damy się i pokażemy psubratom. Ogień karabinowy i broni maszynowej wzdłuż linji nie milknie na chwilę. Jego wzmożenie się wskazuje na nowe próby inicjatywy nieprzyjaciela, za które on płaci krwawą daniną. Stary żołnierz szanuje naboje i na wiatr nie strzela. Na prawo i lewo wre dalej walka ogniowa. Dowódca bataljonu kapitan Kossakowski w pierwszej linji - sprawdza stan bojowy kompanji, dodając otuchy zmęczonym żołnierzom i zagrzewa do dalszego wytrwania. Zbliża się do drogi Laskowo - folwark Bereza, świst pocisku potem krzyki „sanitarjusz - sanitarjusz - dowódca bataljonu ciężko ranny". Wynoszą go z pola bitwy z postrzałem w brzuch. Dowództwo baonu obejmuje podporucznik Ratajczak. 7-mą kompanję podporucznik Czarnecki, 5-tą podporucznik Jesionek, 2-gą kompanję karabinów maszynowych sierżant Tomaszewski. - Żołnierze pełnią swoje powinności bez różnicy stopnia i funkcji. Łapiduchy w ogniu wynoszą rannych z linji. Ostał się przy czołowym plutonie strzelec Obst, który śmiejąc się mówi: „mnie się one nie imają", lecz przed czasem to rzekł, zanim dzień się skończył i jego przy wynoszeniu dwunastego rannego odkryła kula bolszewicka. Nieprzyjaciel skoncentrował całą dywizję przeciwko bataljonowi i nie szczędzi dalszych ofiar mimo, że więcej jak tysiąc poległych i rannych zostawił we wsi i na polach Laskowa. Walkę piechoty wspiera dzielnie III dyon 14 pułku artylerji lekkiej. Odznaczył się szczególnie podporucznik Ozdowski, który z jednym działem wysunął się tuż za pierwszą linję i ogniem bezpośrednim prażył w nadciągających bolszewików. Dwudniowa walka, kilkakrotne przeciwuderzenia wyczerpały zupełnie siły żołnierza szczególnie kompanij, które już drugą dobę bez przerwy i strawy stoją w boju. Dzień ma się już ku schyłkowi, III baon 55 Poznańskiego pułku piechoty obejmuje pozycje pod Laskowem. Bataljon II po zluzowaniu odejdzie do Strygowa brzmi rozkaz dowódcy pułku. 0 zmroku zdają kompanję II baonu pozycje III – mu i odchodzą na zasłużony odpoczynek. Zakończył się dzień krwawy, dzień pamiętny. Krwawy bój II bataljonu pod Laskowem uwieńczony zwycięstwem okupiony jednak krwawemi stratami 14 zabitych i 56 rannych (w tem 5-ciu oficerów) to jedna z najpiękniejszych stronnic dziejów 1 pułku Strzelców Wielkopolskich.

 

Walki o Stańków w 1920 roku

opisane na podstawie wspomnień starszego sierżanta Franciszczaka

W czasie zwycięskiej naszej ofenzywy z pod Warszawy, zapędziliśmy się wśród ciągłych walk, aż pod miasteczko Kojdanów, o który rozgorzała zacięta walka, zakończona naszem zwycięstwem. Po zdobyciu Kojdanowa ruszyliśmy w ślad za nieprzyjacielem, który usadowił się na wzgórzach leżących na południowy - wschód od skrzyżowania szosy z torem kolejowym prowadzącym do Mińska. W czasie walki o Kojdanów z początku brał udział i mój pluton, a z chwilą zdobycia go, wycofany został do odwodu, gdzie znajdowała się już jedna z kompanji strzeleckich. Gdy gros pułku wyszło w pościgu za nieprzyjacielem na wysokość skrzyżowania szosy z torem kolejowym, wywiązała się niezwykle ostra i zacięta walka; trzy razy zdobywali nasi żołnierze tor kolejowy i trzy razy musieli go oddać nieprzyjacielowi. Zaalarmowano pluton mój celem wsparcia natarcia i powtórnego zabrania toru kolejowego. Z chwilą ruszenia plutonu mego z pomocą, rozpoczęła się silna strzelanina i jak wyczułem według huków, miało to miejsce już na wschodniej części przedmieścia Kojdanowa. Momentalnie przyspieszyłem marsz mego plutonu, z tem, że ja i mój goniec bojowy maszerowaliśmy około 75 metrów przed plutonem. Dochodząc do wylotu miasta, ujrzałem przy prawej i lewej stronie, przy czołowych chatach, stojących bolszewików z karabinem w ręku, opartych o chaty. Momentalnie chwyciłem za pistolet, a goniec mój za karabinek; lecz zdziwiło mnie to, że bolszewicy stoją zupełnie obojętnie i nie myślą o walce. Podszedłem do jednego z bolszewików z pistoletem w ręku, a memu gońcowi rozkazałem z gotową do strzału bronią uważać na drugiego. Gdy do owego bolszewika podszedłem zobaczyłem dopiero, że jest to już nieboszczyk, którego ktoś postawił na nogi i oparł go o chałupę dając mu karabin w rękę. To samo było i po drugiej stronie chałupy. Wobec tego rzuciliśmy nieboszczyków na ziemię i pomaszerowaliśmy w stronę toru kolejowego, gdzie toczyła się zacięta walka. Pluton mój nie został w niej już zaangażowany, ponieważ w międzyczasie nasze oddziały przednie przepędziły wroga w kierunku Stańkowa. Po przepędzeniu bolszewików maszerowałem w składzie reszty 4-ej kompanji karabinów maszynowych aż do wysokości jakiejś osady leżącej przy trakcie, gdzie nastąpiło porozdzielanie kompanji plutonami do różnych kompanij strzeleckich naszego pułku. Ja z moim plutonem walczyłem z kompanją porucznika Szymańskiego, a w czasie zażartych walk zdobyliśmy wieś Kukszewicze. Około północy ruszył pluton mój w składzie kompanji porucznika Szymańskiego w kierunku m. Stańkowa. Ze względu na ważne i trudne zadanie jakie otrzymał oddział, maszerował z plutonem moim również i dowódca kompanji, porucznik Paszkiewicz Wilhelm. W trakcie posuwania się, dotarliśmy do rzeki Usy, która miała dość wysokie brzegi obrosłe wikliną, sama rzeczka zaś nie była zbyt szeroka, lecz za to bardzo głęboka i rwąca. Po przełożeniu kładek, przeprawiliśmy się szczęśliwie bez przeszkód na drugi brzeg i ruszyliśmy w kierunku Stańkowa. Z chwilą przybycia do oddzielnie stojącej chałupy przy drodze na południowo - zachodnim skraju folwarku Stańków, zauważyliśmy w parku i pod pałacem własności Hutten - Czapskiego ognie obozowe, a wpadłszy do parku zaskoczyliśmy obozujących bolszewików, których bez strzału pokłuliśmy bagnetami, zabierając tylko nielicznych do niewoli to jest tych, którzy jakimś cudem uniknęli ciosów bagnetów; kilka sióstr ich czerwonego krzyża, dużo wozów, koni, broni i dwa karabiny maszynowe z wielką ilością amunicji. Tylko mała garstka zdołała się ulotnić pod osłoną nocy. Kompanją strzelecka porucznika Szymańskiego zajęła po zwycięstwie trakt prowadzący od folwarku Stańków do m. Hończarowa, oraz położone tam wzgórza. Pluton karabinów maszynowych wycofany został do odwodu do wyżej omawianego zabudowania, by w razie potrzeby mógł być odpowiednio użyty. Nad ranem wywiązała się bardzo zacięta walka, gdyż bolszewicy wielką przewagą natarli na nasze pozycje i pomimo silnego ognia z naszej strony, pomimo wielkich strat nieprzyjaciela którego trupami gęsto zasłane było całe przedpole, pomimo, że natarcie się stale załamywało, nadchodziły nowe posiłki tratujące własnych rannych i zabitych i idące wytrwale naprzód. Nasze oddziały nie cofały się lecz grzmiały i szerzyły w szeregach nieprzyjaciela śmierć i zniszczenie. Ponieważ pluton mój był jeszcze w odwodzie i na razie nie miał rozkazu wejść w akcję, uprosiłem dowódcę kompanji ażeby pozwolił mi z zdobytemi nocy wczorajszej ciężkiemi karabinami maszynowemi i obsługami zapasowemi pójść naprzód na linję walczących i wesprzeć nasze oddziały. Po otrzymaniu zezwolenia zabrałem obydwa zdobyte karabiny maszynowe i całą obsługę zapasową i ruszyłem folwarkiem na prawe skrzydło walczącej kompanji. Z chwilą ustawienia i naładowania bolszewickich karabinów maszynowych wydałem rozkaz do otwarcia ognia. Zagrzmiały równocześnie dwa karabiny maszynowe siejąc śmierć. To też momentalnie powstał olbrzymi wyłom i nieprzyjacielskie natarcie załamało się. Lecz po chwili nadeszły znów nowe posiłki bolszewickie, prąc nieustannie naprzód. I znów odezwały się nasze karabiny maszynowe kosząc nielitościwie wszystko co podlazło pod lufy; karabiny maszynowe huczały bez przerwy i pożerały jedną taśmę amunicji po drugiej, lecz co dwie czy trzy falangi zostały skoszone, nadchodziły nowe, wyrastały jakby z pod ziemi i jakby mocą piekielną pchane, bezustannie parły naprzód i naprzód, nie bacząc na formalnie zasiane przedpole ich zabitymi i rannymi po których musieli tratować. Nasze szeregi ucierpiały znacznie od żniwa śmierci, lecz straty w porównaniu do nieprzyjacielskich nie były tak wielkie, a to dlatego, że mieliśmy dobre pozycje. W chwili najzażartszej walki skończyła się przy obydwóch karabinach maszynowych amunicja, a ponieważ była to amunicja zdobyta, a innych zapasów nie było, musiałem moje karabiny maszynowe wycofać do odwodu, sam zaś podążyłem z mym gońcem do plutonu, meldując o tem dowódcy kompanji. W czasie powyższej walki gdy strzelałem z karabinka który oparłem o wodnik od karabinu maszynowego, w pewnej chwili otrzymałem strzał od któregoś z bolszewików tak celnie, że skrzynka o którą byłem oparty podrzuciła mnie w bok i uczułem ból w piersiach. Momentalnie położyłem się na wznak i zacząłem szukać rany, odpinając mundur. Lecz ku memu zdziwieniu zauważyłem, że krew nie płynie. Obejrzałem zatem ową skrzynkę, która była cała rozharatana. Z chwilą gdy podniosłem głowę znów zaczęły świstać mi pociski, tuż, tuż nad głową. Ostrożnie cofnąłem się nieco w tył i zacząłem obserwować skąd wróg mnie ostrzeliwuje. Nareszcie zauważyłem w krzakach nieco w prawo odemnie ulatniające się dymki. Walnąłem w stronę tę parę razy z karabinka, lecz pomimo to stale i celnie ostrzeliwał ukryty wróg, niedopuszczając mnie do innej pozycji. Widząc, że może ze mną być źle, skierowałem w strony tę jeden z moich karabinów maszynowych; od razu zamilkł ukryty tam wróg. Z chwilą mego wycofania się, podszedł nieprzyjaciel do 75 metrów przed naszą pozycję. Kompanją strzelecka nia mogła dłużej dotrwać na stanowisku i zaczęła cofać się ku rzece Usy. W czasie cofania się zauważyłem, że pluton mój jest już na stanowiskach ogniowych i dowodzi nim porucznik Paszkiewicz Wilhelm, dowódca kompanji i czeka na moment otwarcia ognia. Z chwilą, gdy cofająca się kompanja, strzelecka opróżniła przedpole, zagrzechotały karabiny maszynowe dowodzone przez porucznika Paszkiewicza, niszcząc i szarpiąc wroga, który od razu przywarł do ziemi. Ponieważ nieprzyjaciel nie zauważył z początku owych ukrytych karabinów maszynowych, a pędził wprost za cofającą się kompanją chcąc ją potopić, srodze się zawiódł, gdyż położona zapora ogniowa osłaniała naszą kompanję, dziesiątkując ogłupiałego tem zaskoczeniem nieprzyjaciela. Nieprzyjaciel zorjentowawszy się, skierował od razu część swojej dziczy na nasze karabiny maszynowe by zajść je z boku i pomimo silnego ognia i wielkich strat dotarł do nas dość blisko. Bolszewicy dotarli teraz do nas dość blisko i zaczęli nas okrążać wzywając do poddania się. Na domiar złego wyczerpała się przy jednym z karabinów maszynowych amunicja, tak, że strzelcy tego karabinu maszynowego walczyli tylko karabinkami i granatami. W czasie najzażartszych walk gdy chodziło o własne głowy, o być albo nie być, zginął w plutonie strzelec Araus i Łabodziński, jeden zaś z strzelców plutonu został pokłuty bagnetami przez bolszewików. Odznaczył się tu szczególnie strzelec Araus Mieczysław, który będąc już ciężko ranny nieco na uboczu podniósł się i chwiejnym krokiem dźwignął ostatnią skrzynkę amunicji do karabinu maszynowego. Doszedłszy do stanowiska został powtórnie śmiertelnie ranny a padając wymówił słabnącym głosem : „wolę umrzeć wśród was, niż tam zostać", poczem skonał. Lecz pomimo tych strat trzymaliśmy się dalej, licząc teraz na pomoc kompanji porucznika Szymańskiego którą nam miała dać już z tamtej strony Usy. Karabin maszynowy obsługiwany przezemnie szerzył w dalszym ciągu w okalających nas szeregach śmierć, a to tem więcej, że nieprzyjaciel był tuż przed naszemi lufami. Bolszewicy waląc do nas, zaczęli nas ścieśniać, o jakimkolwiek wycofaniu się przez rzekę z powodu braku mostu, nie było już mowy. Przygotowaliśmy się już na to, że nas w pień wyrąbią, lecz musi ich to kosztować bardzo drogo. W momencie gdy mieli nas dopaść, na co przygotowaliśmy granaty ręczne, bagnety, noże, łopatki i kto co miał do rozbijania łbów bolszewickich, rozległ się na prawo od nas huk wystrzałów; bolszewicy wzywają nas do poddania się, lecz otrzymują znów porcję ołowiu i żelaza. Walka na prawo od nas rozgorzała w najlepsze. To dowódca pułku pułkownik Paszkiewicz dąży nam z pomocą. Bolszewicy okrążają nas a my walimy w nich już resztkami amunicji. Bolszewicy cofają się na całym froncie, kompanją porucznika Szymańskiego praży w nich ogniem, przeprawia się szybko przez rzekę i wali do szturmu. Z kompanji strzeleckiej przynoszą nam parę skrzynek amunicji od lekkich karabinów maszynowych i znów walimy naprzód. Ranni bolszewicy prosili o wodę, inni o opatrunki a inni harczeli w agonji. Straszny to był widok, gdyż niektórzy mieli po pół głowy, innym powychodziły jelita, jedni siedzieli z pourywanemi rękami, nogami, a inni leżąc wili się z bólu gryząc ręce i ziemię. Po dotarciu do starej naszej pozycji zdobyliśmy znów huk nataśmowanej amunicji rosyjskiej do karabinów maszynowych. Otrzymałem więc rozkaz udania się po nasze zdobyte karabiny maszynowe. Waląc z moim nieodstępnym gońcem bojowym poprzez zabitych i rannych bolszewików na nasze tyły, zauważyłem dopiero ogrom naszej pracy niszczycielskiej; ranni bolszewicy błagali nas na wszystkie świętości by ich dobić, inni jęczeli wijąc się z bólu, inni konali już i widziałem jak wyprężały się ich ciała. Nagle natknąłem się na leżącego rannego oficera bolszewickiego, który prosił mnie ażebym mu podał łyk wody. Widząc, że nie jest on ani komunistą ani żydem, lecz zabranym może przemocą oficerem carskim, odczepiłem manierkę i dałem mu haust gorzałki, pocieszając go, że ma leżeć, gdyż ja nie mam czasu, a przyjdą zaraz sanitarjusze to go opatrzą i zabiorą do szpitala, poczem spiesznie odwróciłem się by walić dalej i wykonać otrzymany rozkaz. W chwili, gdy odszedłem od niego około trzech kroków padł strzał, odwróciłem się momentalnie i zauważyłem, że właśnie ten bydlak który otrzymał odemnie wódki, strzelił, lecz na szczęście nie trafił mnie. Rozwścieczony chwyciłem za mój browning, doleciałem do niego i przyłożyłem mu lufę do łba - lecz nie miałem sumienia pociągnąć za spust wydarłszy mu „Nagan" pozostawiłem go w spokoju. Ale goniec mój nie mógł mu tego darować, krzycząc: „jak pan sierżant nie chce, to ja go zakatrupię" ! Krzyknąłem „zostaw go", lecz było już za późno, gdyż porwał ze ziemi bolszewicki karabin i grzmotnął nim tak silnie przez czaszkę owego oficera, że się rozpękła i rozprysł się mózg. Pomimo to, że chłopak ten był bardzo odważny i nigdy nie odstępował mnie, za co go bardzo lubiłem, nie mogłem jednak długo mu tego darować i zapomnieć. Po zajściu tem pobiegłem po karabiny maszynowe, a gdy wróciłem na naszą pozycję, bolszewików już nie było. Pod wieczór zaś pułk odmaszerował dalej, idąc na Mińsk Litewski.

 

Na tle wspomnień z zajęcia Mińska Litewskiego przez 55 Pozn. p. p.

napisał major dyplomowany Paszkiewicz Wilhelm

„Do Polski jedziemy, do Polski"

Walka o Mińsk, jaka rozegrała się w dniu 15-go października, toczyła się właściwie w trzech niemal zupełnie odosobnionych ogniskach, a mianowicie: pod Siennicą, na północ od Mińska i w samym Mińsku. Wszędzie osiągnęliśmy świetne zwycięstwa, ale łączność wskutek dużej przestrzeni i braku środków istniała jedynie przez boga wojny, honor sztandaru pułkowego i przez wiarę niezachwianą w zwycięstwo. Oddział mój, który działał na północ od Mińska w rejonie Kalwarji i na zachód od niej, już od południa walcząc ciągle z potworną przewagą liczebną wroga (części 81 brygady sowieckiej, a potem z 79 brygadą sowiecką) nie miał też łączności z pułkiem już od południa. O nawiązaniu jej marzyć nie można było, bo front walki stanowiło ciągłe zamknięte koło, posuwające się stale naprzód. Szczęściem udało nam się zerwać wszystkie połączenia 79 brygady sowieckiej z Mińskiem, a wskutek tego pobiliśmy ją drogą szeregu zasadzek i zaskoczeń. Walki te trwały do zmierzchu. Gdy oddział zajął Kalwarję było już ciemno. Chłopaki byli gonitwami po polach straszliwie zmęczeni, więcej jednak jeszcze zmęczeni byli dowódcy, a szczególnie porucznik Orłowski i sierżant Franciszczak. Obaj ci moi dowódcy w tym dniu kilkakrotnie wykazali niesłychane wprost zuchwalstwo bojowe i wzięli olbrzymią zdobycz. Przemęczenie ogólne zmusiło mnie do zarządzenia wypoczynku w Kalwarji; ubezpieczyłem się i wysłałem rozpoznanie na Mińsk. Sam od ludności dowiedziałem się, że słyszeli walkę pod Mińskiem, ale w mieście miało być dużo bolszewików i Mińsk nie został zajęty. O tem, że Mińsk nie jest zajęty twierdziła też ludność z miejscowości bliższych Mińska; o walce pod Mińskiem pod wieczór wszyscy jednak mówili. Na razie cieszyłem się przynajmniej tem, że przecież nasi, gdzieś pod Mińskiem są blisko. Czekałem wyniku własnego rozpoznania. Noc była ciemna i bałem się, że może zbłądzili lub zmylili kierunek. Minęło parę godzin, rozpoznanie nie wracało. Zdecydowałem się nie wysyłać więcej, bo za szczupłe były stany, lecz tej samej jeszcze nocy uderzyć całym oddziałem na Mińsk od północy, o ile nie jest zajęty i przebić się do swoich przynajmniej, jeżeli nie da się miasta zająć. Naradziłem się ze swymi podkomendnymi. Zgodzili się oni ze mną całkowicie, z przyjemnością też stwierdziłem u nich nietylko gotowość, lecz pewność, że sukces będzie efektowny, bo do nocnych walk mieliśmy zamiłowanie i szczęście. Wydałem więc zarządzenia do poczynienia wszelkich przygotowań. Dowództwo oddziału ulokowało się na pewien czas w domu organisty przy plebanji. Kazałem przyprowadzić uwolnionych jeńców. Niektórzy z nich kryli się po wsiach i lasach i podczas walki do nas się przyłączali. Wszystkich ich uzbroiłem w broń zdobyczną; byli to dzielni chłopcy, ale wygłodzeni i słabi, walczyliby jednak do upadłego. Wśród ludności cywilnej panował straszliwy głód. Wsie były doszczętnie ogołocone ze wszystkiego, a cóż mówić o miasteczkach i Mińsku. Rodzina organisty, u którego się zatrzymałem, już od kilku miesięcy głodowała. Echo wspaniałego zwycięstwa Warszawskiego doleciało, tem bardziej więc tęsknota za Polską w tym domu panowała i nasze przyjście wywołało wybuch gwałtownej radości. Cała ta rodzina płakała ze szczęścia i drżała o to, by nas nie odrzucili, bo tak było już z polską Kawalerją (kawalerja nasza przedtem docierała do Mińska). Ze szczególną siłą i żywiołowym entuzjazmem reagowała na wszystko, co polskie, córeczka organisty, Anielka. Wszystkie kwiatki wazonowe poobcinała, aby bodaj listkiem zieleni przywitać tych, o przyjście których tyle bolesnych łez w ukryciu z matką wylała. „Kto wie, może to nasza modlitwa was tu przywiodła"?!. szepnęła nieśmiało do sierżanta Franciszczaka, który wdał się w poufną i serdeczną rozmowę z Anielcią. „O na pewno to skutek Twej modlitwy, Anielciu" odrzekł sierżant Franciszczak i ucałował ją w czoło. Dziewczynka zarumieniła się jak róża, a sierżant dalej szeptał uprzejmie: „Śniłaś się nam Anieiciu, że tu w Kalwarji cierpisz nadmiernie, że tęsknisz za nami, że kwiatki dla nas pielęgnujesz!... Musieliśmy więc tu przyjść. A teraz do Polski cię wywieziemy! Do ojczyzny wrócisz, w polskiej szkółce się uczyć będziesz.. Polska jest opiekunką dobrych"! Nie wytrzymała Anielcią tych słów żołnierskich, załkała gwałtownie i uciekła do matki. Potem nieśmiało, lecz z natchnieniem i niepospolitą wprawą, jak na swój stan i wiek, zagrała na fisharmonji „Boże coś Polskę". Niebawem jednak wionął cień niepokoju Była już godzina 23-cia od rozpoznania nie było nic, nakazałem gotowość marszową. Noc była prawdziwie jesienna, bo ciemna choć oko wykol, i słotna. Od czasu do czasu wicher dzwonił po szybach, hulał złowrogo po poddaszach i opłotkami potrząsał ze złością i groźbą, naśladując niekiedy odgłosy wrzawy bitewnej. Dobra to dla nas noc pomyślałem, ale nie szkodzi zabrać ze sobą przewodnika; tę rolę zaproponowałem organiście. Zgodził się chętnie, choć żona przeraziła się tem śmiertelnie. „Czego ty, babo" - rzekł organista dość sucho - „pójdę, to mój święty obowiązek! Oddział był już gotów, wydałem ostatnie rozkazy. Porucznikowi Orłoskiemu kazałem prowadzić gros oddziału, sam poszedłem ze szpicą. Organista postępował przy poruczniku Orłowskim. Gdy tylko oddział ruszył wybiegła Aniela, ale przed progiem domku wyprostowała się jak długa i padła zemdlona. Ojciec ją odniósł z porucznikiem Orłowskim do domu, a sami dalej w drogę za oddziałem. Nie było już czasu komukolwiek rozczulać się nad tą sceną. Czas naglił. Jeśli Mińsk tak silny, że oparł się we dnie pułkowi, to taka dogodna do wszelkich zaskoczeń noc jest naszym świetnym sprzymierzeńcem... Od północy nas nie czekają! Spadniemy, jak pioruny! Posuwałem się przy szpicy, aby napotkanego nieprzyjaciela złapać bez strzału i dowiedzieć się wreszcie coś konkretnego. Po godzinie mniej więcej niezwykle ostrożnego marszu spotkaliśmy nagle sylwetki zbliżającego się patrolu od strony Mińska. Wyobraźnia kazała przypuszczać, że to wróg. Zasadzka łatwa sami w nią idą. Szpica przykucnęła w rowach, wszystko zamarło. Kilka minut i już „ręce do góry"! Błysnęła latarka elektryczna i okazało się, że to swoi. „Mińsk zajęty" mówią. Wiadomość szybko obleciała szeregi. Nie trzeba mówić jak się ucieszył organista. „Bo to proszę Pana, ci kawalerzyści tu pohulali, popukali i poszli, a ściągnęli bardzo dużo wojska bolszewickiego tak, że niepodobna było pomyśleć, aby „znaczy się nasi Mińsk zajęli". Wobec tego zawróciłem oddział do Kalwarji, sam jechałem konno do Mińska po rozkazy. W Mińsku otrzymałem rozkaz ubezpieczenia od północy Mińska przez noc, a rano miałem się stawić w Mińsku - mieliśmy Mińsk 16 października opuścić. Zdobycz jeszcze w ciągu nocy miałem odesłać, zaś zdobyte tabory rozdać ludności do ucieczki powrotu do Polski. Wróciłem do Kalwarji, a po wydaniu zarządzeń wstąpiłem znów do organisty. Aniela szalała z radości. Roiła najśmielsze plany. Duże oczka jeszcze przyczerwienione niedawną rozpaczą śmiały się teraz entuzjazmu pełne i radości gwałtownej, pod wpływem której prysnęła już początkowa bojaźliwość i nieśmiałość. Opowiadała z zachwytem o jednym żołnierzyku z 201 pułku polskiego, który tu się ukrywał po ucieczce z niewoli, któremu dostarczała do kryjówki gotowane kartofelki. Ileż to obaw przeszła w obliczu władz sowieckich, a ile za te kartofelki nasłuchała się opowiadań o wodzu, którego nawet fotografji nie widziała, o obronie przez dziewczęta małe Lwowa, o praniu bolszewików pod Warszawą. Teraz pragnęła zostać Emilją Plater lub przynajmniej Dziuńką Tejszerską, która z Mińska była i mężnie dotrwała do końca, mimo tortur i obiecanek. O! jakże, słyszałyśmy o niej, powtarzała Aniela, potwierdzała matka. Czas naglił, musiałem ogłosić ludności, że Mińsk opuszczamy, że kto chce musi tejże nocy do Polski wracać. Przeznaczyłem na ten cel zdobyte tabory. Wśród ludności powstał nieopisany lament i rozpacz i to nie-tylko wśród ludności polskiej. Smętek ogarnął wszystkich. Aniela teraz z wyjątkową energją zaczęła namawiać rodziców do wyjazdu do Polski. Namyślać się długo nie można było i organista zdecydował jechać. Podwody szybko zostały rozchwytane. Kto rnógł pakował manatki i opuszczał raj sowiecki. Po kilku godzinach już organista z żoną i córką ruszyli na zachód najkrótszą drogą do szosy. Gdy wozy ładowne przejeżdżały obok grupek żołnierzy polskich, Aniela wysoko wznosiła ręczną naftową latarkę i głośnym okrzykiem ich witała i żegnała zarazem: „Do Polski jedziemy, do Polski! Niech żyje Polska"! Przez całą noc ciągnęły na zachód nieprzerwane sznury uciekinierów, przeszło trzy tysiące przepłynęło ich przez most na Ptyczy. Nazajutrz, gdy pułk przechodził ulicami Mińska ludność tłumnie wyległa, nie bojąc się artylerji wroga, który manifestował swą przemoc, a nawet proletarjat miejski wołał z rozpaczą wślad za nami „Dlaczego nas opuszczacie"? Oddział mój szedł ponury i smutny, a lament tych biedaków jeszcze .wyraźniej odbijał echo szczęścia Anieli w sercach żołnierskich - to echo jej słów: „Do Polski jedziemy, do Polski! Niech żyje Polska!

 

Na piętnastolecie pułku

Lat temu piętnaście powstał nasz pułk zorganizowany jako 1 Pułk Strzelców Wielkopolskich, przemianowany później na 55 Poznański Pułk Piechoty. Złożony z ideowej młodzieży Wielkopolskiej oraz z żołnierzy wypróbowanych w latach wojny światowej na różnych frontach armij niemieckich, od razu wszedł pułk nasz w życie wojenne z temi pierwszorzędnemi wartościami żołnierskiemi, które decydują o powodzeniach na polach bitew. Zorganizowany na wypróbowanych wzorach niemieckich, wyposażony doskonale w materjał wojenny oraz dowodzony przez świetnych bojowych dowódców, pułk zdobył sobie w latach wojen o zjednoczenie ziem polskich - nieśmiertelną sławę. Bitwy stoczone w obronie Lwowa i Małopolski wschodniej, zbrojna straż pod Lesznem, boje pod Bobrujskiem i nad Berezyną, niezliczone zwycięskie wypady i wyprawy tam przeprowadzane, ciężki odwrót latem 1920, a w czasie niego częste przyjmowanie postawy zaczepnej i odrzucanie wroga, który parł zbytnio, udział w kontrofenzywie z nad Wieprza prowadzonej osobiście przez Naczelnego Wodza, potem ciężkie walki pod Brześciem, Baranowiczami z świeżemi siłami czerwonej armji, wchodzącemi w grę, aby powstrzymać zwycięski nasz napór na wschód, wreszcie bój pod Kojdanowem i ostatnie zwycięskie zajęcie Mińska Litewskiego, już w przeddzień rozejmu, oto w ogólnym zarysie filary sławy wojennej pułku. Każdy z tych filarów - kampanij czy operacyj składa się przecież z licznych bitew, walk, bojów i potyczek, w ogólnej liczbie ponad sto. Wiele ciężkich i krwawych walk stoczono, nie zna jednak historja naszego pułku żadnej przegranej, zawsze wola zwycięstwa świetnych dowódców i dzielnych żołnierzy, nawet w odwrocie pozwoliła narzucić przeciwnikowi swą inicjatywę oraz wzbudzić w nim respekt i postrach. Za czyny wojenne pułku, o których najlepiej świadczą zdobycze wojenne pułku, żołnierze ranni i zabici, ilość dekorowanych Krzyżem Virtuti Militari i Krzyżem Walecznych, Naczelny Wódz Marszałek Józef Piłsudski udzielił pułkowi najwyższego odznaczenia wojennego i osobiście w dniu 6. XII. 1920 roku w Zelwie dekorował chorągiew pułku wstęgami „Virtuti Militari". Biegnie już drugi dziesiątek lat pokojowej pracy pułku, w szybkim tempie oddalamy się coraz bardziej od tych sławnych lat wojennej chwały pułku. Oddalamy się coraz bardziej w przestrzeni czasu, ale również oddalamy się jeżeli chodzi o obecność w naszem pułkowem gronie tych, którzy brali bezpośredni udział w wykuwaniu sławy wojennej pułku. Z każdym rokiem znikają oni z naszych szeregów. Oficerów z czasów wojny pułk już prawie nie posiada. Podoficerów z tych czasów jest coraz mniej, ciągle ubywają, odchodząc jako starsi wiekiem na stanowiska cywilne lub jako niezdolni do służby linjowej przechodząc w stan spoczynku. Niedalekie już są lata, gdy w pułku nie będzie nikogo z tych, którzy brali bezpośrednio udział w walkach pułku o zjednoczenie ziem polskich. Równocześnie co roku przybywają do pułku młodzi oficerowie zawodowi ze Szkoły Podchorążych, którzy wojnę znają jedynie z książek i opowieści. Co roku przybywa nowy rocznik kontygensu, który odbywa w szeregach pułku swą powinność wojskową, z niego szkolą się potem podoficerowie rezerwy, a najlepsi z nich mogą w przyszłości zostać podoficerami zawodowymi pułku. Roczniki odbywające obecnie swą służbę wojskową, to dzieci z czasów wojny, mieli wówczas po 6 do 8 lat wieku, a z każdym rokiem będą przybywać coraz młodsi. Bliska jest więc chwila, gdy sławny 55 pułk piechoty nie będzie już miał w swych szeregach nikogo z tych, co brali udział w jego bohaterskich walkach i utrzymanie przepięknej tradycji wojennej pułku opierać się będzie nie na żywem, a jedynie drukowanem słowie, nie na uczestnikach sławnych bojów, ale na wspomnieniach i dokumentach, które po nich pozostaną. W pełni zrozumienia powyższego, 15-letnią rocznicę pułku postanowiłem uczcić mniej szumnie i okazale jeśli chodzi o przyjęcia i chwilowe efekty zewnętrzne, natomiast główny wysiłek skierować na stałe uzewnętrznienie wojennych tradycyj pułku. Korpusy oficerski i podoficerski drogą składek, darowizn i ofiar zebrały kwotę poważną, umożliwiającą w pewnym stopniu zrealizowanie powyższego. Zostanie więc wydana, stosunkowo dość obszerna jednodniówka pułku, poświęcona żywym wspomnieniom uczestników walk 1918 - 1920 r. Zostaną sfinalizowane w najbliższym czasie prace nad wydaniem obszernej historji pułku, prace będące już od 2 lat w toku. Zostanie jeszcze w roku bieżącym otwarty oddział muzealny 55 p. p. przy Wielkopolskiem Muzeum Wojskowem w Poznaniu. Niech te trwałe dokumenty przepięknej sławy wojennej 55 p. p. będą podstawą utrzymania świetnych tradycyj bojowych naszego pułku nawet wtedy, gdy w jego szeregach nie będzie już nikogo z tych, co brali udział w wojnie o zjednoczenie ziem polskich.

ROWECKI Stefan, pułkownik dypl.

 

Złote czyny żołnierzy 55 Poznańskiego Pułku Piechoty

 

Bohaterski czyn i śmierć śp. porucznika Zajączkowskiego Mieczysława,

adjutanta 55 Poznańskiego Pułku Piechoty i jego gońca bojowego starszego strzelca Jasińskiego Jana z 9 kompanji

W czasie słynnej wyprawy na Kliczew w dniu 12 grudnia 1919 roku nad ranem oddziały nasze zbliżały się pod pozycje nieprzyjaciela pod Kliczewem. Na czele jednego z oddziałów w sile mniej więcej baonu szedł adjutant pułku porucznik Zajączkowski, który na czas wyprawy otrzymał dowództwo tegoż kombinowanego oddziału. Funkcję gońca bojowego porucznika Zajączkowskiego pełnił starszy strzelec Jasiński Jan z 9-tej kompanji. O godzinie 7-ej nad ranem posuwający się w tyraljerach oddział porucznika Zajączkowskiego został ostrzelany morderczym ogniem kbk., km. i baterji nieprzyjaciela. Żołnierze zagrzani osobistym przykładem porucznika Zajączkowskiego z bagnetem w ręku rzucili się do szturmu i dopadłszy przeciwnika wpędzili go do Kliczewa. Zaskoczona obsługa baterji nieprzyjacielskiej nie mogąc użyć armat, broniła się zawzięcie ogniem karabinowym, aż legła pokotem przy działach, wykłuta naszemi bagnetami. Niestety w tej chwili zwycięstwa pada śmiertelnie ranny porucznik Zajączkowski, który pierwszy dopadł armat. Przy nim padł starszy strzelec Jasiński, który jako goniec bojowy do ostatniej chwili nie opuścił swego stanowiska, aż legł bez życia przy boku swego dowódcy. Żołnierze widząc ich bohaterską śmierć z furją wpadają na karkach bolszewików do miasteczka, szerząc wśród broniących się straszne spustoszenie. Za bohaterski ten czyn śp. porucznik Zajączkowski został po śmierci odznaczony orderem „Virtuti Militari" klasy V, a za waleczności wierne wytrwanie na stanowisku przy boku swego dowódcy, aż do ostatniego tchu odznaczono pośmiertnie śp. strzelca Jasińskiego Jana, „Krzyżem Walecznych".

 

Męstwo i bohaterska śmierć śp. starszego sierżanta Krygiera Bolesława,

dowódcy 2 kompanji strzeleckiej w walkach o Lwów w 1919 roku

W dniu 20 kwietnia 1919 roku w czasie walk pod Lwowem, pułk nasz nacierał na silnie umocnioną pozycję Ukraińców pod Nawarją. I - szy baon okazał niezwykłą zaciętość i męstwo przy zdobywaniu cegielni, silnie umocnionej i obsadzonej przez trzy baony z 6 karabinami maszynowemi. Szturm na cegielnię trwał półtorej godziny, nieprzyjaciel wycofał się z pozycji, pozostawiając na placu boju wielu zabitych i rannych. Zdobyto wielki magazyn z żywnością i umundurowaniem oraz wzięto wielu jeńców. Podczas natarcia i szturmu odznaczył się chlubnie śp. starszy sierżant Krygier Bolesław, dowódca 2 kompanji strzeleckiej. Z zaparciem siebie, pomimo otrzymanej rany w rękę, prowadził swoją kompanję na okopy nieprzyjacielskie, świecąc przykładem waleczności i odwagą w boju, zagrzewa swoich podwładnych do parcia naprzód, cały czas krocząc na czele kompanji dopóki nie padł śmiercią bohatera tuż przed okopem nieprzyjaciela. W uznaniu waleczności i dzielnego dowodzenia kompanją w boju, śp. starszy sierżant Krygier otrzymał pośmiertną nominację na podporucznika i został odznaczony orderem „Virtuti Militari" klasy V-tej.

 

Wytrwanie na stanowisku i bohaterska śmierć śp. plutonowego Drzewieckiego Wincentego

z 5 kompanji 55 Poznańskiego Pułku Piechoty

Dnia 17 września 1920 roku w drugi dzień krwawych walk pułku o Laskowo, II baon broni krańca wsi, mając w odwodzie kompanję 5-tą. Bolszewicy wprowadzają nad ranem tegoż dnia świeże siły do boju. Pod silnym naporem cofa się lewe skrzydło pułku. Bez dalszego oporu wychodzą bolszewicy o godzinie 4-tej nad ranem na tyły II baonu i zajmują przeważającemi siłami wieś Laskowo od zachodu. Tu napotykają na 5 kompanję, która jako odwód baonu kwateruje w stodole. Zaalarmowana kompanją wyskakuje z kwatery i rozpoczyna się zacięta walka pomiędzy chatami, opłotkami i stodołami o każdą piędź ziemi. Walczono o każdą chatę z niemą zaciekłością, z pełnem zrozumieniem rozpaczliwej sytuacji. Po godzinnej zażartej walce nieprzyjaciel został wyparty ze wsi pozostawiając 4 karabiny maszynowe i około 100 jeńców. Jako przykład bohaterswa służył swym towarzyszom broni plutonowy Drzewiecki Wincenty z 5 kompanji, który otrzymywał we wsi zajętą pozycję do ostatniej chwili, gdy zachwiały się linje bolszewickie pierwszy dopadł wroga i szerzył spustoszenie w jego szeregach, dopóki nie legł śmiertelnie przekłuty bagnetem. Historja pułku zaliczyła śp. plutonowego Drzewieckiego w poczet swych bohaterów Zginął na polu chwały, wierny dewizie „Honor i Ojczyzna".

 

Czyn kaprala Sulskiego Władysława z I/55 Poznańskiego Pułku Piechoty

Podczas marszu z Garwolina na Kołbiel nad ranem dnia 17-go sierpnia 1920 roku w straży przedniej pułku idzie I baon. Bolszewicka XXIII brygada zagrożona z lewej flanki wycofuje się po krótkich walkach, pozostawiając rannych i zabitych. Walki toczono w nadzwyczaj trudnym, częściowo bagnistym terenie. Żołnierze brodzili po pas w wodzie, niosąc karabiny maszynowe na barkach. Pod miejscowościami Lunicze i Stara Wieś w ręce nasze wpada kilkudziesięciu jeńców, różny materjał wojenny, baterja dział i liczny tabor. Do zdobycia dział przyczynili się wielce kapral Sulski Władysław z I batalionu, który na czele swego plutonu puścił się w pogoń za uciekającą baterją i taborami. Kapral Sulski wyprzedzając własne linje tyraljerskie, zaatakował uciekającą bajerję i celnym ogniem z karabinu spowodował porzucenie baterji przez bolszewików. Za powyższy czyn odznaczono kaprala Sulskiego Władysława „Krzyżem Walecznych.

 

Bohaterski czyn kaprala Włodarza Jana z 2 kompanji w dniu 10 października 1920 r. podczas walk o Stańków

W czasie naszej zwycięskiej kontrofenzywy i zdobyciu miasteczka Kojdanowa, wyrusza 2 kompanja strzelecka w nocy z dnia 9 na 10 października 1920 roku na m. Stańków, zdobywając go. O świcie dnia 10 otrzymali bolszewicy znaczne posiłki i przeważającemi siłami przeszli do natarcia. Kompanja nie mogąc się utrzymać, zaczęła cofać się do rzeki Usy. Kapral Włodarz widząc niebezpieczeństwo zagrażające jego kompanji, samorzutnie stworzył obronę przeprawy i bronił jej tak długo, aż bolszewicy zaczęli okrążać go i wzywać do poddania się. Kapral Włodarz widząc zagrażające mu niebezpieczeństwo, bronił się granatami tak długo, aż z rozstrzaskaną lewą nogą padł na ziemię. Nie pozwolił bolszewikom dojść do siebie tak długo, aż zabrany został przez współtowarzyszy broni do swoich. Odesłany do szpitala polowego 702, zmarł dnia 14. X. 1920 roku poczem pochowany został na cmentarzu w Kojdanowie. Za bohaterski czyn i umożliwienie kompanji przeprawienia się przez rzekę Usę, został Kapral Włodarz w dniu 11 października 1920 roku odznaczony „Krzyżem Walecznych".

 

Bohaterski czyn i śmierć kaprala Olszewskiego Bronisława z 3 kompanji 55 Poznańskiego Pułku Piechoty

w walkach o Wielkie i Małe Bortniki na froncie Litewsko - Białoruskim 1919 roku

W wyprawie I baonu 55 Poznańskiego pułku piechoty w dniu 6 października 1919 roku na tyły bolszewickie, na m. Kuchenki, Wielkie i Małe Bortniki otrzymał kapral Olszewski jako dowódca sekcji rozkaz od swego dowódcy kompanji porucznika Wolnowskiego, by wyruszył ze swą sekcją do m. Wielkie Bortniki i stwierdził umocnienia oraz siłę nieprzyjaciela na prawem jego skrzydle. Otrzymany rozkaz wykonał kapral Olszewski bardzo sumiennie i wrócił z patrolu wcześniej aniżeli się spodziewał dowódca kompanji, przynosząc szczegółowy meldunek o sile i umocnieniach wroga. Przeprowadzenie tego patrolu było niezwykle trudne, gdyż droga patrolu prowadziła przez osiedla opanowane przez bolszewików, lasy i jary i istniała możliwość zetknięcia się z wrogiem przed wykonaniem zadania, co uniemożliwiłoby wywiad i dostarczenie koniecznych wiadomości o nieprzyjacielu. Dowódca kompanji mając szczegółowo dane od kaprala Olszewskiego, rusza na m. Wielkie Bortniki, by uderzyć na wroga i zniszczyć go. Kapral Olszewski, który znajdował się przy 2-gim plutonie podprowadza pluton ten na dogodną i bliską odległość przed pozycje nieprzyjaciela, skąd od razu można było uderzyć. Nieprzyjaciel spostrzegł jednak w ostatniej chwili zbliżający się pluton i zasypał go gradem pocisków z karabinów i broni maszynowej do tego stopnia, że pluton padł na ziemię i nie mógł otworzyć ognia. Na moment wyłoniła się tak przykra sytuacja, że zaistniała możliwość wybicia tego plutonu przez wroga. Kapral Olszewski widząc niebezpieczne i przykre położenie plutonu, krzyknął: „Wiara naprzód, bo nas tu wszystkich wystrzelają"! I sam chcąc świecić przykładem, poderwał się, aby pójść do szturmu. Jednak w tym momencie zostaje śmiertelnie rażony w serce i pada trupem na miejscu. Tak poległ chwalebnie cichy bohater i wzór żołnierza, pomszczony jednak przez swą kompanję, która w puch i pył rozbiła wroga, zadając mu ciężkie straty.

 

Bohaterski czyn i wybitne wyróżnienie się strzelca Królla Andrzeja z 2 kompanji karabinów maszynowych

55 Poznańskiego Pułku Piechoty w dniu 9 września 1920 roku pod Żabinką

W walkach o Żabinkę w dniu 9 września 1920 r. wyróżnił się dzielnością i niezwykłą odwagą strzelec Króll Andrzej, którego ciężki karabin maszynowy był około 100 metrów w bok przed własne pozycje i gdzie zajmował stanowisko w zagłębieniu tuż przy torze kolejowym. Bolszewicy chcąc zdobyć pozycje nasze, przeprowadzali szturm po szturmie, lecz załamywali się każdorazowo w ogniu flankowym karabina maszynowego strzelca Królla. Czerwoni widząc, że karabin ten załamuje im już piąty szturm z rzędu i szczerbi strasznie szeregi, użyli do zniszczenia go pociągu pancernego, który wyłoniwszy się z lasu otworzył tak silny ogień na ów karabin maszynowy, że cała obsługa za wyjątkiem strzelca Królla opuściła go. Nieprzyjaciel widząc, uchodzącą bez karabinu maszynowego obsługę, rzucił się do szturmu, lecz doszedłszy na wysokość karabinu maszynowego otrzymał tak silny ogień od strzelca Królla, że w miejscu się załamał. W międzyczasie artylerja nasza ogniem swym zmusiła pancerkę nieprzyjaciela do wycofania się a piechota własna przeszła do szturmu, odpierając wroga. Za wybitny ten czyn męstwa i odwagi, otrzymał strzelec Króll Andrzej pochwałę i stopień kaprala oraz odznaczenie w postaci orderu wojennego „Virtuti Militari" klasy V.

 

Wyróżnienie się strzelca Hampela Stefana 55 Poznańskiego Pułku Piechoty

z 4 kompanji karabinów maszynowych w dniu 9 września 1920 roku pod Żabinką

Dnia 8 września 1920 roku rozpętała się niezwykle zacięta i krwawa walka o miasteczko i węzeł kolejowy Żabinkę, która trwała bez przerwy do późnego wieczora. Bolszewicy nie zważając na zadawane im ciężkie straty, z zaciętym uporem przypuszczali szturm za szturmem i wszelkiemi siłami starali się zniszczyć nasze oddziały, by ponownie opanować utracony w walce węzeł kolejowy i miasto Żabinkę. Lecz wszelkie ich zakusy spełzały na niczem. Pomimo znacznych strat, przemęczenia i głodu dzielna pierś żołnierzy naszego pułku odpierają każdy ponowny szturm nieprzyjaciela, a bohaterska śmierć porucznika Śniatały zakończyła zwycięsko całodzienny wysiłek. Schwyconych kilku jeńców zeznało, że bolszewickie dowództwo ma rozkaz za wszelką cenę zniszczyć nasze oddziały, opanować Żabinkę i że oczekują na znaczne posiłki, które jeszcze w nocy nadejdą oraz, że będą ich wspierały dwa pociągi pancerne w natarciu, które będzie przeprowadzone następnego dnia o świcie. To też przed świtem uderzyła nasza piechota wsparta ciężkiemi karabinami maszynowemi na odosobniony pułk bolszewicki, który znajdował się między rzeką Muchawcem a Żabinką. Pierwszy pluton 4 kompanji karabinów maszynowych sierżanta Franciszczaka związał pułk ten ogniem flankowym, a drugi pluton 4 kompanji karabinów maszynowych pod dowództwem dowódcy kompanji porucznika Paszkiewicza Wilhelma z częścią piechoty przesunął się przez lukę ugrupowania bolszewickiego poza rzekę Żabinkę na skrzydło nieprzyjacielskie, poczem ogniem bocznym prawie doszczętnie rozbił pierwszą linję dokładnie widoczną, a wykonany szybki szturm dokonał reszty. W czasie tej walki został zdobyty bolszewicki pluton karabinów maszynowych, który natychmiast został obrócony przeciw bolszewikom. Odznaczył się tu szczególnie strzelec Hampel Stefan z 4 kompanji karabinów maszynowych, który nie zważając na silny ogień nieprzyjacielskiej piechoty, jako pierwszy dopadł do pozostawionych, a częściowo jeszcze bronionych nieprzyjacielskich karabinów maszynowych, granatem unieszkodliwił resztę obsługi, momentalnie skierował ogień z jednego ze zdobytych karabinów maszynowych i kładł pokotem uciekających i broniących się jeszcze bolszewików. Wskutek tego bolszewicki baon, który uszykował się do przeciwnatarcia - poddał się. Za powyższy czyn, wyjątkowe męstwo i odwagę w boju mianowany został strzelec Hampel kapralem i odznaczony orderem „Virtuti Militari" klasy V.

 

Bohaterska śmierć strzelca Arausa Mieczysława z 4 kompanji karabinów maszynowych

w walkach w dniu 9 i 10 października 1920 roku pod Stańkowem

W nocy z dnia 9 na 10 października 1920 roku porucznik Szymański otrzymał zadanie wypadem swej kompanji z plutonem karabinów maszynowych przejść rzekę Usę pod Kukszewiczami, uderzyć na bolszewików w Stańkowie, zdobyć i utrzymać go. Przez rzekę przeszedł oddział w nocy bez przeszkód, a wkrótce potem udało się zająć Stańków i położone na północ od niego wzgórza. O świcie dnia następnego bolszewicy otrzymali posiłki i z olbrzymią przewagą przeszli do przeciwnatarcia. Kompanja strzelecka nie mogąc się utrzymać, poczęła się cofać za rzekę Usę, która była szeroka i głęboka. Ponieważ na tym odcinku nie było mostu, więc Usa stanowiła poważną przeszkodę. Trzeba więc było kompanję osłonić w odwrocie. Zadanie to wziął na siebie pluton karabinów maszynowych, który zajął bardzo dogodne stanowisko na wzgórzu o pół kilometra na północ od dworu Stańków, skąd ogniem swym powstrzymywał dziesięciokrotną przewagę nieprzyjaciela. Po dłuższej walce bolszewicy podsunęli się bardzo blisko pod karabiny maszynowe, a to dlatego, że jeden z karabinów zużył swą amunicję, obsługa zaś broniła się tylko karabinkami i granatami ręcznymi. Przy zmianie stanowiska na oczach plutonu padł strzelec Araus Mieczysław, który raniony podniósł się i z ostatnią skrzynką amunicji usiłował zbliżyć się do własnego stanowiska, by dostarczyć potrzebną amunicję do karabinu maszynowego. Doszedłszy do stanowiska padł przeszyty kilkoma pociskami, wymawiając słabnącym głosem : „wolę zginąć wśród was, niż zostać" i skonał. Tak poległ śmiercią walecznych dzielny amunicyjny strzelec Araus, który walczył do ostatka. Grób strzelca Arausa został przez towarzyszy broni naprędce obdarniony i upiększony krzyżem z napisem : „Tu spoczywa śp. strzelec Araus Mieczysław z 4 kompanji karabinów maszynowych 1 Pułku Strzelców Wielkopolskich, który pomimo ran donosił amunicję, aż padł śmiertelnie rażony". Cześć jego pamięci!

 

Wyróżnienie się strzelców Psiarskiego Leona i Kabata Franciszka z 11 kompanji

Celem ostatecznego rozbicia nieprzyjaciela na odcinku Szaciłkowskim wykonano w nocy z dnia 16 na 17 kwietnia 1920 roku głęboki wypad z zadaniem przełamania linji nieprzyjacielskiej i zdobycia m. Jełania. Wymarsz nastąpił o godzinie 19-tej. W straży przedniej pułku idzie III baon. Po rozbiciu przez 10 kompanję placówki bolszewickiej, na czoło wysuwa się kompanja 11-ta podporucznika Śniatały. Nieprzyjaciel broni zaciekle swoich okopów. Jego karabiny maszynowe powstrzymują na chwilę rozmach naszej piechoty. Do akcji wchodzi 12-ta kompanja podporucznika Moszczeńskiego. Ciemna noc utrudnia orjentację. Bagnisty teren uniemożliwiał dostateczne rozwinięcie się kompanji do natarcia. Wyczekiwanie pod ogniem powoduje nowe ofiary. Pada ranny dowódca 11 kompanji, podporucznik Śniatała. Po chwili wahania rzucają się kompanję do szturmu. Obrona jest zażarta, lecz trwa krótko. Zdecydowany szturm przyczynił się do zwycięstwa. W popłochu cofają się bolszewicy pod Jełań. W czasie szturmu wyróżnili się wybitną odwagą w boju strzelcy Psiarski i Kabat z 11 kompanji. Nie zważając na morderczy ogień docierają do bolszewickiego karabina maszynowego. W walce pierś o pierś wybijają jego obsługę i skierowują ogień ze zdobytego karabinu maszynowego na szeregi przeciwnika, który broni się jeszcze w okopach. Swą odwagą, przytomnością umysłu oraz doskonałą orjentacją w boju ułatwili w znacznej mierze wykonanie szturmu swej kompanji i przyczynili się do nowego zwycięstwa.

 

Lista poległych i zmarłych od ran

Oficerowie

1 ppor. Krygier Bolesław

2 ppor. Moszczeński Władysław

3 ppor. Śniatała Kazimierz

4 ppor. Susała Kazimierz

5 por. Tarnowski Jan

6 por. Zajączkowski Mieczysław

Podoficerowie i strzelcy

1 strzelec Andrzejczak Wawrzyniec

2 „ Andrzejewski Wincenty

3 „ Andrzejewski Andrzej

4 „ Antoszewski Stanisław

5 „ Araus Mieczysław

6 „ Bajda Antoni

7 „ Bajerowicz Antoni

8 ,, Barłoga Roman

9 „ Bartkiewicz Edmund

10 „ Bedyński Józef

11 plutonowy Białecki Edmund

12 strzelec Bieląwski Kazimierz

13 „ Bielecki Władysław

14 kapral Biernacik Wojciech

15 strzelec Błaciak Karol

16 „ Bojański Antoni

17 „ Boracki Józef

18 „ Borowczak Antoni

19 „ Branicki Seweryn

20 „ Brzoskowski Jan

21 „ Brzozowski Jan

22 kapral Budaj Leon

23 strzelec Burkiewicz Stanisław

24 „ Buzela Franciszek

25 „ Cal Jan

26 „ Cekan Antoni

27 „ Chwalczyński Józef

28 sierżant Ciszak Tadeusz

29 strzelec Ćwikliński Jan

30 „ Cwyl Józef

31 „ Czechowski Zygmunt

32 „ Czubała Stanisław

33 „ Dajerling Jan

34 kapral Dajewski Czesław

35 strzelec Debliński Antoni

36 „ Dolatkowski Antoni

37 „ Dolski Józef

38 „ Dopierała Antoni

39 „ Drabczyk Władysław

40 „ Drewicz Franciszek

41 plutonowy Drzewiecki Wincenty

42 strzelec Duda Józef

43 kapral Dudziak Józef

44 strzelec Dwornikowski Walenty

45 „ Fabisz Władysław

46 „ Filipczak Kazimierz

47 plutonowy Filipowski Józef

48 kapral Fiułczyński Sylwester

49 strzelec Flaum Józef

50 kapral Frąckowiak Franciszek

51 strzelec Frąckowiak Stefan

52 „ Gajos Wincenty

53 „ Oałas Jan

54 „ Olapiak Antoni

55 „ Oćwiński Józef

56 „ Oórniaczyk Ludwik

57 „ Goroński Józef

58 „ Gulcz Władysław

59 „ Grad Wawrzyniec

60 „ Grzelinski Walenty

61 „ Hajdasz Piotr

62 „ Hałas Ignacy

63 „ Hegelmann Antoni

64 „ Hermeła Józef

65 kapral Hernes Józef

66 strzelec Jaginiak Maciej

67 „ Jaklicz Jan

68 „ Jankowski Józef

69 plutonowy Jankowski

70 st. strzelec Jasinski Jan

71 kapral Jęczmionka Wiktor

72 strzelec Jędryk Michał

73 „ Jesiołowski Jan

74 st. strzelec Jopek Władysław

75 strzelec Jurczak Jan

6 „ Kaczmarek Józef

77 kapral Kaczor Piotr

78 strzelec Kamiński Franciszek

79 „ Kamiński Wiktor

80 „ Kasprzak Marjan

81 „ Kaźmierczak Andrzej

82 „ Kaźmierowski Wojciech

83 „ Kendler Maksymiljan

84 „ Kleszcz Józef

85 „ Klimczak Józef

86 „ Klonowski Marcin

87 strzelec Kluczyk Józef

88 „ Knast Stanisław

89 „ Koch Wincenty

90 „ Kokociński Franciszek

91 „ Kokoszka Jan

92 „ Kołodziej Stanisław

93 „ Koniczka Ignacy

94 kapral Konieczny Edward

95 strzelec Korytowski Franciszek

96 „ Kościelniak Władysław

97 „ Kosicki Kazimierz

98 „ Kosmowski Franciszek

99 „ Kowal Stanisław

100 strzelec Kowalski Józef

101 st. strzelec Kozłów ski Wacław

102 „ Kraska Stanisław

103 strzelec Krause Walenty

104 kapral Krawczyk Stefan

105 st. strzelec Krenz Paweł

106 strzelec Kuczyński Józef

107 „ Kulińjki Sylwester

108 st. strzelec Kurasz Józef

109 strzelec Kurczewski Michał

110 „ Kurtkowiak Stanisław

111 „ Kurzynoga Michał

112 „ Kurzyński Antoni

113 „ Kwaśnicki Ignacy

114 „ Lala Franciszek

115 „ Langner Leon

116 „ Laszczyk Mateusz

117 „ Leciak Józef

118 „ Lenartowski Józef

119 „ Lepkowski Kazimierz

120 „ Lasiński Władysław

121 „ Lewandowski Wawrzyniec

122 „ Leżyński Jan

123 kapral Lis Ignacy

124 strzelec Ławniczyk Franciszek

125 „ Łabodziński Stanisław

126 „ Ławniczak Stanisław

127 „ Łodyga Józef

128 „ Łubiński Stanisław

129 „ Łuczak Franciszek

130 „ Łuczak Paweł

131 „ Łuczak Stanisław

132 „ Łuczak Szczepan

133 „ Łukasiewicz Feliks

134 plutonowy Łysiak Leon

135 strzelec Mądrzak Kazimierz

136 „ Majchrzycki Kazimierz

137 „ Malaszkiewicz Antoni

138 „ Malicki Jan

139 sierżant Marczyński Michał

140 strzelec Mencel Kazimierz

141 „ Menesiak Kazimierz

142 „ Michalak Paweł

143 „ Michalski Józef

144 „ Mielcarek Antoni

145 sierżant Mikołajczyk Jan

146 strzelec Morawiec Józef

147 „ Moś Władysław

148 „ Mroziński Józef

149 „ Miiller Franciszek

150 „ Napierała Józef

151 „ Napierała Stefan

152 kapral Nawrót Konstanty

153 strzelec Niewiada Franciszek

154 plutonowy Nowaczyk Tomasz

155 kapral Nowak Aleksander

156 strzelec Nowak Franciszek

157 „ Nowak Franciszek

158 „ Nowak Jan

159 „ Nowak Michał

160 „ Nowicki Czesław

161 „ Nowicki Stanisław

162 „ Ochliński Antoni

163 „ Okowity Andrzej

164 kapral Okupniak Michał

165 strzelec Olejniczak Stanisław

166 „ Olek Stanisław

167 kapral Olszewski Florjan

168 strzelec Olszewski Florjan

169 „ Osiński Stanisław

170 „ Ostrowicki Stanisław

171 „ Pałka Maciej

172 kapral Parysek Władysław

173 strzelec Pausz Marcin

174 „ Pawela Andrzej

175 „ Pawelski Józef

176 „ Pietrak Franciszek

177 „ Pietryga Józef

178 „ Pluciak Andrzej

179 „ Pogan Wawrzyniec

180 „ Polak Jan

181 „ Polak Wawrzyniec

182 „ Polcyn Wojciech

183 „ Połatyński Józef

184 „ Poprawka Józef

185 „ Porażewski Ludwik

186 „ Prorok Antoni

187 „ Przybył Marjan

188 » Przybył Stanisław

189 „ Przybyszewski Franciszek

190 „ Przydryga Wacław

191 „ Ratajczak Jan

192 st. strzelec Ratajczak Stanisław

193 strzelec Richter Leon

194 „ Rolnik Franciszek

195 kapral Rosiejka Tomasz

196 strzelec Rosik Wojciech

197 „ Rybarczyk Stanisław

198 „ Rybczyński Franciszek

199 „ Rybak Franciszek

200 „ Rychlewski Michał

201 „ Rychlewski Bernard

202 „ Rzepecki Stefan

203 kapral Soporowski Marcin

204 strzelec Serafiniak Ignacy

205 „ Siwa Jan

206 kapral Skibiński Stefan

207 „ Skóra Michał

208 strzelec Skrzypczak Bolesław

209 kapral Skrzypczak Jan

210 strzelec Skrzypczak Leon

211 „ Śladziński Marjan

212 „ Śliwa Antoni

213 „ Ślotała Ignacy

214 st. strzelec Słomian Stanisław

215 strzelec Śmigielski Stefan

216 „ Śniegocki Stanisław

217 „ Soćko Piotr

218 „ Sosiński Teodor

219 „ Sosnowski Jan

220 „ Spychalski Antoni

221 „ Spychalski Stanisław

222 „ Sroka Michał

223 „ Sroń Michał

224 „ Stachowiak Andrzej

225 „ Stawny Stanisław

226 „ Sternal Walenty

227 „ Stołowski Stefan

228 „ Surdyk Józef

229 „ Szaroleta Jan

230 „ Szóstek Józef

231 „ Szwałek Franciszek

232 kapral Szłapka Konstanty

233 „ Szperkowski Roman

234 „ Szulc Stanisław

235 strzelec Szmulewicz Wincenty

236 „ Szydłowski Walenty

237 „ Taysner Wawrzyn

238 st. strzelec Tomczak Franciszek

239 strzelec Tomiak Andrzej

240 strzelec Tórz Ludwik

241 „ Trzeciak Franciszek

242 „ Tulejski Teofil

243 „ Tyberek Ludwik

244 plutonowy Urbański Roman

245 strzelec de Ville Leon

46 st. strzelec Waderski Franciszek

247 strzelec Walasiak Antoni

248 „ Walczak Jan

249 „ Walkowiak Józef

250 „ Walkowiak Konrad

251 kapral Wawrzecki Józef

252 strzelec Wawrzyniak Franciszek

253 „ Wawrzyniak Stanisław

254 „ Welka Bronisław

255 st. strzelec Wesołowski Antoni

256 „ „ Wierzejewski Andrzej

257 strzelec Wilczura Tomasz

258 „ Witkowski Wojciech

259 kapral Włodarz Jan

260 strzelec Wojciechowski Wacław

261 „ Wojciechowski Stefan

262 kapral Wojczak Stanisław

263 strzelec Wojdowski Stefan

264 kapral Wojtasz Franciszek

265 strzelec Wojtkowiak Franciszek

266 „ Wojtkowiak Józef

267 „ Wyrwa Zygmunt

268 „ Woźniak Klemens

269 „ Woźny Franciszek

270 „ Wujec Teofil

271 „ Zaborowski Antoni

272 „ Żak Władysław

273 kapral Zamiara Walerjan

274 strzelec Zamostny Wojciech

275 „ Zatoń Stanisław

276 „ Zwierski Kazimierz

277 „ Zendel Jan

278 st. strzelec Zieliński Antoni

279 strzelec Zieliński Jan

280 „ Ziółek Ludwik

281 „ Zieliński Józef

282 „ Ziółkowski Bolesław

283 „ Zygmański Ignacy

284 „ Zygmański Leon

285 „ Zywiczyński Walenty

 

Lista odznaczonych

Naczelnik Państwa i Naczelny Zwycięski Wódz, Pierwszy Marszałek Polski Józef Piłsudski, w uznaniu zasług położonych przez żołnierzy pułku udekorował: dowódcę 55 Poznańskiego Pułku Piechoty podpułkownika Gustawa Paszkiewicza, złotym krzyżem orderu wojennego „Virtuti Militari" klasy III i IV oraz srebrnym krzyżem tegoż orderu klasy V-tej.

 

Lista odznaczonych srebrnym krzyżem orderu wojennego „Virtuti Militari"

1 podporucznik Bakoń Józef

2 st. strzelec Bartkowiak Franciszek

3 sierżant Begoll Leonard

4 podchorąży Chotkowski Witold

5 podporucznik Drogowski Mieczysław

6 sierżant Eggebrecht Teofil

7 sierżant Franciszczak Stanisław

8 ś. p. porucznik Ganke Czesław

9 kapitan Głowacki Michał

10 porucznik Goszczyński Zdzisław

11 kapral Hampel Stefan

12 strzelec Grobelniak Ignacy

13 porucznik Jakubowski Ludwik

14 kapral Jakubowski Franciszek

15 kapral Jandy Stanisław

16 kapral Kaczmarek Walenty

17 kapral Kołodziejski Jan

18 kapitan Korwin-Kossakowski Edward

19 st. strzelec Król Andrzej

20 ś. p. podporucznik Krygier Bolesław

21 sierżant Linka Andrzej

22 strzelec Majchrzak Andrzej

23 plutonowy Marciniak Stefan

24 porucznik Matyla Walenty

25 ś. p. podporucznik Moszczeński Władysł;

26 strzelec Nawrocki Leonard

27 plutonowy Nawrót Roman

28 plutonowy Nowak Stanisław

29 kapral Ostenda Michał

30 podporucznik Otworowski Stefan

31 kapral Panowicz Kazimierz

32 podporucznik Paszkiewicz Józef

33 porucznik Paszkiewicz Wilhelm

34 sierżant Paupa Jan

35 st. strzelec Pawlak Sylwester

36 podporucznik Pieńczykowski Jan

37 strzelec Portala Stanisław

38 sierżant Przybył Władysław

39 strzelec Przybylski Szczepan

40 kapitan Rataj Franciszek

41 podporucznik Ratajczak Józef

42 podporucznik Sieradzon Stefan

43 ś. p. podporucznik Śniatała Kazimierz

44 podporucznik Strehl Tadeusz

45 podporucznik Stróżyk Józef

46 sierżant Sworek Michał

47 podporucznik Szymański Antoni

48 ś. p. porucznik Tarnowski Jan

49 sierżant Tomaszewski Jan

50 podporucznik Tomczyk Józef

51 kapral Urbaniak Jan

52 plutonowy Urbański Jan

53 podporucznik Wierzejewski Wincenty

54 podporucznik Włodarczak Józef

55 podporucznik Włodarski Fidelis

56 porucznik Wolnowski Stanisław

57 strzelec Wolny Franciszek

58 sierżant Wyrwa Bronisław

59 ś. p. porucznik Zajączkowski Mieczysław

60 ś. p. kapral Zamiara Walenty

61 podporucznik Zieliński Feliks

62 plutonowy Ziemecki Antoni

63 strzelec Zydorczyk Franciszek

Lista odznaczonych „Krzyżem Walecznych"

1 podpułkownik Paszkiewicz Gustaw

2 kapitan Głowacki Michał

3 „ Braziulewicz Leon

4 „ Drogowski Mieczysław

5 „ Rataj Franciszek

6 „ Kossakowski Edward

7 „ Bydałek Czesław

8 ksiądz Tomiak Józef

9 porucznik Matyla Walenty

10 „ Paszkiewicz Wilhelm

11 „ Zmudzki Adam

12 „ Minikowski Antoni

13 „ Szymański Antoni

14 „ Włodarski Fidelis

15 „ Stróżyk Józef

16 podporucznik Jakubowski Ludwik

17 „ Paszkiewicz Józef

18 „ Różański Marjan

19 „ Głuchowski Władysław

20 „ Górecki Wacław

21 podporucznik Bajerlein Marjan

22 „ Ciechanowski Paweł

23 „ Moszczeński Władysław

24 „ Kogut Karol

25 „ Stróżyk Franciszek

26 „ Tomczyk Józef

27 „ Orłowski Witold

28 „ Jeziorański Zbigniew

29 „ Pawela Franciszek

30 „ Jagodziński Witold

31 „ Sieradzon Stefan

32 „ Otworowski Stefan

33 „ Ratajczak Józef

34 „ Puchalski Michał

35 „ Tomczyk 11 Józef

36 „ Goszczyński Zdzisław

37 „ Wierzejewski Wincenty

38 „ „ Pieńczykowski Jan

39 podchorąży Śliwiński Bronisław

40 „ Sopoćko Stefan

41 podchorąży Urbaniak Roman

42 st. sierż. Sołtysiak Stanisław

43 „ Pielucha Andrzej

44 „ Jagsz Stefan

45 „ Krzyżaniak Stefan

46 ,, Czubachowski Marcin

47 „ Kowalski Leon

48 ,, Skąpski Kazimierz

49 sierżant Marciniak Władysław

50 „ Sopoćko Janusz

51 ,, Grus Józef

52 ,, Nawrót Roman

53 ,, Begoll Leonard

54 „ Sworek Michał

55 „ Poklewski Leon

56 ,, Olejniczak Aleksander

57 „ Marczewski Adam

58 ,, Wyrwa Bronisław

59 ,, Kosmowski Maksymiljan

60 ,, Błaszczyński Stanisław

61 sierżant Flitta Stefan

62 „ Eggebrecht Teofil

63 „ Franciszczak Stanisław

64 „ Kujawa Marjan

65 „ Węglarz Sylwester

66 ,, Przybecki Władysław

67 „ Reim Stanisław

68 „ janicki Czesław

69 „ Beisert Czesław

70 „ Lisiak Stanisław

71 „ Maćkowiak Ignacy

72 „ Waligórski

73 „ Metelski Marjan

74 „ Krzymiński Ludwik

75 „ Gajowiecki Mieczysław

76 plutonowy Jindra Czesław

77 „ Pazdyka Jan

78 ,, Słominski Józef

79 „ Przygodzki Franciszek

80 „ Jabubowski Franciszek

81 „ Ostenda Michał

82 ,. Cukrowski Stanisław

83 „ Dobierzyński Edward

84 „ Łakomy Wojciech

85 „ Pluta Władysław

86 ,, Frąckowiak Wacław

87 „ Kaus Józef

88 „ Kwaśniewski Stanisław

89 „ Antczak Wincenty

90 „ Przybyła Stefan

91 „ Kołodziejski Jan

92 „ Woźniak Józef

93 ,, Lewandowicz Józef

94 ,, Moderski Tadeusz

95 kapral Jakubowski Franciszek

96 „ Justkowiak Stanisław

97 „ Musielak Antoni

98 „ Nawrót Konstanty

99 „ Szulc Franciszek

100 „ Dziamski Józef

101 „ Seidel Franciszek

102 „ Czarnecki Zenon

103 „ Bosy Ignacy

104 „ Łukomiak Marcin

105 „ Krzyżaniak Antoni

106 „ Waligórski Bronisław

107 „ Jóźwiak Augustyn

108 „ Moszyński Sylwester

109 „ Kwiatkowski Władysław

110 „ Nowakowski Wojciech

111 „ Stępniak Kazimierz

112 „ Surdyk Stanisław

113 „ Taedling Adolf

114 „ Jaszcz Feliks

115 „ Grześkowiak Stanisław

116 „ Jande Stanisław

117 „ Bąk Józef

118 „ Cwojdziński Marjan

119 „ Pawlak Jan

120 „ Sierżant Józef

121 „ Kubacki Witold

122 „ Kęsy Józef

123 „ Przybył Władysław

124 „ Olejniczak Szczepan

125 „ Kordoński Jan

126 „ Jessa Franciszek

127 „ Szrama Stefan

128 „ Błaszczak Andrzej

129 „ Pniewski Jan

130 „ Kryg Wincenty

131 „ Jędrzejczak Józef

132 „ Szneider Jan

133 „ Napierała Antoni

134 „ Mielczarek Władysław

135 „ Litwiński Leonard

136 „ Niemiec Antoni

137 „ Litwie Feliks

138 „ Jerzewicz Ludwik

139 „ Skajda Kazimierz

140 „ Śródecki Andrzej

141 sierżant Liszkowski Maksymiljan

142 kapral Stysiak Wacław

143 „ Hampel Stefan

144 „ Włodarczyk Michał

145 „ Górka Stefan

146 kapral Jeneralczyk Kazimierz

147 „ Tomaszewski Roman

148 „ Dominiak Andrzej

149 „ Gruchot Piotr

150 „ Kaczmarek Henryk

151 „ Hojnacki Jan

152 „ Szuttenbach Stanisław

153 „ Urbaniak Michał

154 „ Bielawny Sylwester

155 „ Jaszczak Marcin

156 „ Staśkowiak Antoni

157 „ Czarnecki Florjan

158 „ Lewicki Jan

159 ,,, Kapłon Mikołaj

160 „ Kaźmierczak Antoni

161 „ Kędziora Stefan

162 „ Bączyk Ludwik

163 „ Kuliberda Stanisław

164 „ Nafalski Franciszek

165 „ Kaźmierczak Jan

166 „ Szykowny Jan

167 „ Nowicki Franciszek

168 „ Kubiak Stefan

169 „ Nyczkowski Wincenty

170 „ Biniaś Leon

171 „ Markiewicz Kazimierz

172 st. strzel. Rolnik Witold

173 „ Stylo Edmund

174 „ Lubryka Władysław

175 „ Kasprzak Jan

176 „ Mączkowski Antoni

177 „ Majchrzak Józef

178 „ Rybkowski Walenty

179 „ Łączko Andrzej

180 „ Nowak Jan

181 „ Pawlak Marcin

182 „ Gawarecki Franciszek

183 „ Pietrzak Antoni

184 „ Frąckowiak Szczepan

185 „ Galon Ludwik

186 „ Ciesielski Stanisław

187 „ Staśkowiak Dezydery

188 „ Kudak Andrzej

189 „ Rurek Maksymiljan

190 „ Wojtkowiak Wojciech

191 „ Czerniak Józef

192 „ Król Andrzej

193 „ Skotarczak Wincenty

194 „ Lorek Henryk

195 „ Kowalski Jan

196 „ Migdałek Michał

197 „ Nowicki Antoni

198 „ Dratwiński Jan

199 „ Podobiński Stanisław

200 „ Chwirot Stefan

201 „ Najder Michał

202 „ Kachelek Franciszek

203 „ Nogaj Franciszek

204 „ Kaczmarek Franciszek

205 „ Pasiciel Józef

206 „ Nowak Stanisław

207 „ Wolniewicz Piotr

208 „ Mańczak Władysław

209 „ Karpiński Stanisław

210 „ Lembicz Walenty

211 „ Maciejewski Ignacy

212 „ Łosiński Mieszysław

213 „ Płócieniczak Franciszek

214 ,, Staszak Aleksander

215 „ Zieliński Wincenty

216 „ Dziubała Jan

217 „ Mikołajczak Piotr

218 „ Gałka Józef

219 „ Perski Walenty

220 „ Krówczyński Wiktor

221 „ Kaczmarek Mieczysław

222 „ Radziński Stefan

223 „ Rosadzki Władysław

224 „ Pruszkowski Bolesław

225 strzelec Pioterek Kazimierz

226 „ Szlachciak Józef

227 „ Zydorczyk Franciszek

228 sierżant Jezierski Antoni

229 strzelec Dąbrowski Marcin

230 „ Rata] czak Franciszek

231 strzelec Balcerek Wincenty

232 „ Chudziński Teofil

233 „ Świderskt Stefan

234 „ Jaskólski Franciszek

235 „ Tomczak Ignacy

236 „ Ceglarek Antoni

237 „ Raczak Franciszek

238 „ Frąszczak Szczepan

239 ., Najdą Franciszek

240 „ Andrzejczak Ludwik

241 „ Sporakowski Władysław

242 ,, Przybylski Szczepan

243 „ Hojnacki Michał

244 „ Jakub Franciszek

245 „ Pawlaczyk Szczepan

246 „ Wróblewski Stanisław

247 „ Pietrzyk Antoni

248 „ Wawrzyniak Stanisław

249 „ Nowak Antoni

250 „ Gumny Józef

251 „ Helka Andrzej

252 „ Lubawa Stanisław

253 „ Andrzejewski Jan

254 „ Pluta Wojciech

255 „ Marciniak Stanisław

256 „ Swojak Franciszek

257 „ Koluśniewski Franciszek

258 „ Skrzypczak Andrzej

259 „ Burdecki Wincenty

260 „ Bruder Wojciech

261 „ Świerczyński Adam

262 „ Śmierzalski Antoni

263 „ Walczak Jan

264 „ Kowalek Ignacy

265 „ Kłosowski Henryk

266 „ Talarczyk Henryk

267 „ Ptak Piotr

268 „ Nowaczewski Jan

269 „ Wojcicki Bolesław

270 „ Wachowiak Wawrzyn

271 „ Potocki Stanisław

272 „ Frąckowiak Adam

273 „ Jakubowski Antoni

274 „ Pawlak Józef

275 „ Michalak Wawrzyn

276 „ Cyganiak Adam

277 „ Fiszer Józef

278 „ Wawrzyniak Jan

279 „ Waraszewski Ryszard

280 „ Nowicki Czesław

281 „ Szrama Stefan

282 „ Cudak Edward

283 „ Malujda Stefan

284 ,, Osuch Stanisław

285 „ Kasprzak Juljan

286 „ Domiński Bolesław

287 „ Zieliński Franciszek

288 „ Bartkowiak Michał

289 „ Rosiński Stanisław

290 „ Głowski Wojciech

291 „ Banaszewski Ignacy

292 ,, Szafrański Franciszek

293 „ Kramer Marcin

294 „ Tych Edmund

295 ,, Ottach Kazimierz

296 „ Frąckowiak Andrzej

297 „ Jaskuła Jan

298 „ Skiera Aleksander

299 „ Wolski Bolesław

300 „ Drobnik Tomasz

301 „ Adamski Tadeusz

302 „ Obst Andrzej

303 „ Wojtaszyk Stefan

304 „ Paluszkiewicz Tomasz

305 „ Portala Stanisław

306 „ Wojciechowski Józef

307 „ Bertrant Mieczysław

308 „ Krzyżanek Franciszek

309 „ Piechowiak Bolesław

310 „ Bułaś Józef

311 „ Dygała Michał

312 „ Urbański Stanisław

313 „ Zmyślony Antoni

314 „ Pawlak Piotr

315 „ Spychała Walenty

316 strzelec Skrzypczak Wojciech

317 „ Kolanowski Teodor

318 „ Krówczyński Feliks

319 „ Wawrzynowicz Henryk

320 sierżant Linka Andrzej

321 „ Budzyński Stanisław

322 kapral Sulski Władysław

323 „ Kmieć Ignacy

324 „ Kaźmierczak Jan

325 „ Lewicki Feliks

326 „ Włodarz Jan

327 „ Wojtkowiak Wojciech

328 „ Kasecki Leon

329 podchor. Ofierzyński Mieczysław

330 sierżant Depczyński Mieczysław

331 „ Lamkowski Jan

332 „ Hofman Mieczysław

333 „ Orchowski Henryk

334 ,, Paupa Jan

335 „ Koza Stanisław

336 „ Kuik Józef

337 plutonowy Linkę Wacław

338 „ Wiśniewski Szczepan

339 „ Ostojski Adam

340 „ Miękicki Władysław

341 sierżant Nowakowski Antoni

342 kapral Staszak Stanisław

343 „ Nowacki Józef

344 „ Nowicki Ludwik

345 „ Kowalski Tadeusz

346 „ Szymański Roman

347 ,, Ślaziński Stanisław

348 „ Antoniewicz Andrzej

349 „ Grześkowiak Antoni

350 „ Skrzypczak Andrzej

351 „ Sobański Piotr

352 „ Stube Maksymiljan

353 „ Igła Stanisław

354 „ Kapłoński Franciszek

355 „ Sobczak Ignacy

356 „ Vogel Józef

357 st. strzel. Śniegocki Roman

358 ,, Jóźwiak Leon

359 „ Fiułkowski Kazimierz

360 „ Koziczak Franciszek

361 ,, Ziemek Stanisław

362 „ Kupski Michał

363 „ Marczowski Stefan

364 „ Tomczak Piotr

365 „ Jóźwiak Franciszek

366 ,, Ratajczak Stanisław

367 strzelec Tomasz Henryk

368 „ Siejak Stanisław

369 „ Kuszczyński Władysław

370 „ Wołdan Stanisław

371 „ Włodarczak Józef

372 „ Kobusiński Ludwik

373 „ Szranc Józef

374 „ Nagrotek Walenty

375 ,, Jankowiak Michał

376 „ Majorczyk Józef

377 „ Pigłowski Nikodem

378 „ Głucwa Feliks

379 „ Kołasowski Benedykt

380 „ Stelmaszyk Władysław

381 „ Koralewski Stanisław

382 „ Wróblewski Feliks

383 ,, Gawroński Andrzej

384 st. strzel. Jakubowski Jakób

385 plutonowy Jakubowski Wincenty

386 kapral Gorączniak Roman

387 st. strzel. Kuku lak Leon

388 ,, Rogaliński Andrzej

389 kapral Lizak Henryk

390 „ Hernes Józef

391 st. strzel. Boiński Jan

392 kapral Hiibner Józef

393 sierżant Matuszewski Czesław

394 kapral Strożyna Stanisław

395 „ Cichy Jan

396 „ Barański Władysław

397 „ Kaczmarek Michał

398 „ Kubacki Stanisław

399 sierżant Nowak Stanisław

400 podchor. Jaeger Jan

401 sierżant Staszak Leon

402 kapral Taczała Bolesław

403 „ Stryczyński Wiktor

404 st. strzel. Siemieniak Antoni

405 strzelec Górowski Stanisław

406 „ Szpotański Walenty

407 „ Foltynowicz M.

408 „ Kryś Stanisław

409 „ Mrozik Walenty

410 kapral Kujawa Franciszek

411 st. strzel. Tysiąc Wincenty

412 „ Wiśniewski Piotr

413 sierżant Sikorski Franciszek

414 plutonowy Porankiewicz St.

415 chorąży Przybył Władysław

416 st. strzel. Jankowski Jakób

417 kapral Zlazinski Stanisław

418 podporucznik Bakoń Józef

419 urz. wojskowy Bittner Józef

420 kapitan Dobrzański Bolesław

421 sierżant Dopierała Leon

422 st. strzel. Antczak Wojciech

423 strzelec Andrzejewski Feliks

424 ,, Andrzejewski Józef

425 st. strzel. Adamczyk Antoni

426 plutonowy Belka Stanisław

427 kapral Burzyński Władysław

428 ,, Brukwicki Zygmunt

429 „ Bielak Jan

430 strzelec Borda Andrzej

431 kapral Choynacki

432 strzelec Cyraniak Ignacy

433 „ Hojnacki Kazimierz

434 sierżant Dzięcielak Jan

435 strzelec Dwornikowski Walenty

436 „ Dera Wincenty

437 „ Dyczkowski Ignacy

438 plutonowy Jisomann Marceli

439 st. strzel. Effenberg Tadeusz

440 sierżant Fiuczyński Andrzej

441 strzelec Frysiak Michał

442 „ Fabiś Władysław

443 „ Fałkiewicz Czesław

444 kapral Gierczak Konstanty

445 strzelec Gmerek Jan

446 „ Głowa Wiktor

447 „ Grobelniak Ignacy

448 „ Grzegorzewski Stanisław

449 plutonowy Hejducki Ludwik

450 strzelec Hoffmann Stanisław

451 kpt. lek. Idaszewski Aleksander

452 podpułkownik Jeziorański Wacław

453 kapral Jahus Stefan

454 „ Jeziorowski Wincenty

455 st. strzel. Jankowiak Antoni

456 „ Jasinski Jan

457 „ jarmuszczek Piotr

458 strzelec Juszczak Andrzej

459 „ Janiaz Leon

460 „ Jałocka Wincenty

461 „ Jarumicz Franciszek

462 „ Jankowski Jan

463 „ Jaszuała Jan

464 urz. wojsk. Kamieniczny Jakób

465 plutonowy Kaczmarkiewicz Stanisław

466 „ Koralewski Edward

467 kapral Kowalak Czesław

468 „ Kaczmarek Leon

469 ,, Koniczny Edward

470 st. strzel. Kaźmierczak Stanisław

471 „ Kasprzak Marjan

472 ,, Kaczmarek Stanisław

473 „ Kowalski Kazimierz

474 „ Kwiatkowski Mieczysław

475 strzelec Krzyżaniak Stefan

476 „ Krzyżaniak Adam

477 „ Kraski Wawrzyn

478 „ Kujawa Franciszek

479 „ Krawczyński Jan

480 „ Kuciak Tomasz

481 „ Kabać Antoni

482 „ Kocikowski Jan

483 „ Knast Stanisław

484 „ Kwaśniewski Józef

485 „ Krzyżaniak Franciszek

486 st. strzel. Lemański Wincenty

487 strzelec Lotka Jakób

488 kapral Łapiński Stanisław

489 st. strzel. -Łuczak Michał

490 strzelec fcuczak Józef

491 „ fcuczak Jan

492 „ Łopatka Feliks

493 sierżant Michałowski Franciszek

494 „ Marczyński Michał

495 strzelec Majchrzak Wincenty

496 „ Majchrzak Jan

497 „ Małecki Czesław

498 „ Majchrzycki Władysław

499 „ Majchrzycki Kazimierz

500 ,, Mikołajczak Szczepan

501 kapral Nowak Leon

502 strzelec Waligórski Stanisław

503 ,, Nowicki Czesław

504 st. strzel. Nowacki Czesław

505 „ Wikler Franciszek

506 strzelec Ostrowicki Stanisław

507 porucznik Pufahl Roman

508 plutonowy Pialin Michał

509 kapral Poprawa Stanisław

510 „ Pacanowski Franciszek

511 st. strzel. Pawłowski Józef

512 strzelec Piątkowiak Karol

513 „ Poltyn Wojciech

514 „ Piechowiak Marcin

515 ,, Przybyła Marjan

516 „ Portala Stanisław

517 st. strzel. Romiński Antoni

518 strzelec Ruszczyński Władysław

519 ks. kap. Stankowski Kazimierz

520 podchorąży Słomian Bronisław

521 sierżant Staniszewski Bolesław

522 ,, Staszak Leon

523 plutonowy Soszyński Walenty

524 kapral Słabolepszy Ignacy

525 „ Schimber Andrzej

526 „ Sołtysiak Władysław

527 „ Stryczyński Wiktor

528 ,, Sobociński Zygmunt

529 „ Sypniewski Leonard

530 ,, Skrzypczyński Bronisław

531 st. strz. Skaza Teodor

532 „ Szymański Marcin

533 „ Surdyk Jan

534 „ Sobański Jan

535 „ Siwa Alojzy

536 strzelec Szpotański Walenty

537 ,, Skrobich Antoni

538 ,, Starczewski Piotr

539 „ Sroczyński Antoni

540 ,, Spychalski Antoni

541 ,, Sobiesiński Franciszek

542 sierżant Tarnogrodzki Władysław

543 plutonowy Tatarski Walenty

544 st. strzel. Tomczak Franciszek

545 „ Tomczak Wincenty

546 strzelec Tomczak Wojciech

547 „ Taysner Wawrzyn

548 „ Tarczewski Raymont

549 kapral Ulbricht Jan

550 plutonowy Woźny Jan

551 kapral Wolny Bernard

552 „ Wojtaszyk Franciszek

553 „ Wojtasz Franciszek

554 st. strz. Wesołowski Antoni

555 ,, Wiczyński Antoni

556 ,, Włodarczak Stanisław

557 „ Witkowski Stefan

558 strzelec Waderski Franciszek

559 ,, Wojtkowiak Kazimierz

560 „ Wojtkowiak Jan

561 st. strzel. Złoczewski Edmund

562 „ Zbrudzewski Stanisław

563 strzelec Zagodzki Mieczysław

564 „ Zamiara Walerjan

565 st. strzel. Zmieliński Andrzej

566 strzelec Kroll Stanisław

 
 

^ w górę ^